Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Uroki osmętnicy

Ostatnia aktualizacja: 06.07.2021 09:00
To świetny przykład połączenia muzyki ze wsi z muzyką z miasta w organiczną całość, w której spod skrzących się iskier tanecznego transu wyłania się przejmująca melancholia.
Okładka płyty Niewte Osmętnica Elctronica
Okładka płyty Niewte "Osmętnica Elctronica"Foto: mat. pras.

„Najistotniejszą rzeczą jest poczucie związku między wiejską potańcówką, całonocnym weselem i graniem bez końca w pewnym bezczasie, z kulturą klubową, gdzie niekiedy didżej przez osiem godzin gra w jednym rytmie. Sytuacja na parkiecie się zmienia, ale puls jest zachowany” – mówili jakiś czas temu członkowie zespołu Niewte w rozmowie przeprowadzonej dla radiowego magazynu Źródła. W interesujący i trafny sposób zakreślali wówczas podstawowe ramy swoich inspiracji – i zasadniczy profil swej twórczości. Jej niezwykłą atrakcyjność potwierdza opublikowana niedawno płyta wydana w serii Radical Polish Culture.

Osmętnica electronica to fonograficzny debiut grupy funkcjonującej na muzycznej scenie od dobrych kilku lat. Folkowa publiczność pamiętać ją powinna choćby z bardzo ciekawego występu na festiwalu Nowa Tradycja przed czterema laty. Występu o tyle udanego, że Niewte zdobyło wówczas trzecią nagrodę. Jako się rzekło, artyści przywołują klimat wiejskich zabaw tanecznych, łącząc je z pulsującymi, generowanymi elektronicznie, rytmami. Próbują, jak sami mówią, zarówno instrumenty akustyczne, jak i komputer taktować „jako narzędzia gry na żywo”.


Zespół Niewte z Warszawy Zespół Niewte z Warszawy


Liderem tego przedsięwzięcia jest Baskak, czyli Antoni Beksiak, współtwórca warszawskiego Domu Tańca, dziennikarz, muzyk, kurator festiwali. Do tej muzycznej podróży parterów dobrał sobie znakomitych. Są to artyści znani choćby z grup Lautari, Odpoczno, Tęgie Chłopy, Radical Polish Ansambl, Maniucha i Ksawery, Z Lasu (i wielu innych): zjawiskowa wokalistka Maniucha Bikont oraz dwaj świetni skrzypkowie: Maciej Filipczuk i Marcin Lorenc.

To twórcy również od lat zafascynowani polską muzyką tradycyjną, wiejską. Zarówno jako zbieracze – miłośnicy, pasjonaci – badacze, jak też jako jej wiarygodni interpretatorzy: uczniowie ludowych mistrzów, którzy próbują przenieść ich dziedzictwo, ich estetykę, ich fantazję we współczesne czasy. Mając jednocześnie świadomość, że miarą artystycznej uczciwości, wiarygodności jest podjęcie dialogu z tradycją. Stąd próba opowiedzenia jej jakoś po swojemu, od siebie, choć z szacunkiem wobec źródeł. To zresztą w ogóle jest chyba zasadnicza cecha zespołu, może jego ideowa definicja?

Ciekawy jest pomysł na operowanie instrumentarium elektronicznym. Choć tak wyraziste pełni tu ono jednak rolę, chciałoby się powiedzieć, służebną, pozostaje w tle jako intrygujący dodatek do tego, co jest głównym nurtem, głównym źródłem tej opowieści – czyli narracji wynikającej z tradycyjnych ludowych pieśni i tematów muzycznych. Można powiedzieć, że w kontekście całego albumu (inaczej niż jest to często widziane w perspektywie tzw. nowych brzmień) to właśnie elektronika staje się zgoła egzotycznym dodatkiem do integralnej i spójnej formy, jaką jest tradycyjna, wiejska pieśń, melodia, muzyka. Owa egzotyczność nie powoduje jednak, że oba te dźwiękowe światy pozostają sobie obce, Tworzą zaskakująco jednorodną i fascynującą całość.

Całość jest dzięki powyższym zabiegom tyleż rozkołysana, taneczna, melodyjna, wywodząc te wartości z zachwytu nad muzyką tradycyjną, co jednocześnie równie bezpretensjonalnie – i naturalnie – odwołująca się do zdobyczy elektroniki, muzyki nowej, współczesnej. Twórczość grupy jest dzięki temu i porywająco transowa, poruszająca ciało słuchacza mazurkowymi rytmami, zarazem będąc interesującą intelektualną propozycją. Można z pewnością przy tej muzyce świetnie tańczyć, ale można (trzeba!) też jej uważnie posłuchać, bo kryje w sobie mnóstwo brzmieniowych smaczków, które pozwalają się odkryć dopiero przy kolejnych przesłuchaniach.

Baskak organizuje tu więcej niż sprawnie rytmiczną podstawę, a jednocześnie osadza brzmienie zespołu w pewnym dźwiękowym krajobrazie „quasi-naturalnym”, w którym co i raz zdają się być słyszalne odgłosy natury. Korzysta z sampli, bibliotek dźwięków, a także bodaj własnych nagrań terenowych. Ale też z instrumentów perkusyjnych, rytmicznych, do tego intrygująco gwiżdże. Główną instrumentalną tkankę tworzą skrzypcowe dialogi – ale też unisona, i porywające improwizacje – obu skrzypków. Na tle upojnie powtarzanych (transowych właśnie) struktur rytmicznych znajdują oni znakomite pole dla autorskiej ekspresji. Nie, nie dla technicznych popisów, a dla improwizowanych partii organicznie związanych z melodią utworu, raczej wzbogacając całość, niż eksponując własne umiejętności.

Na pierwszym planie jest często ona – śpiewająca (ale grająca też na klarnecie i innych instrumentach) Maniucha Bikont. To ona, jak się dowiadujemy z jednej z Dwójkowych audycji, jest autorką doboru tekstów na płytę. Dodajmy, że w jednym z utworów słyszymy też, wykorzystany z wyczuciem, głos Stanisławy Maciągowskiej (z nagrania pochodzącego ze zbiorów ISPAN, wcześniej wykorzystanego na płycie Muzyka ocalona. Łowickie 1952-1959) Wyboru tematów muzycznych na płytę dokonał Maciej Filipczuk, a składają się na nią melodie z centralnej Polski. W tej rozwibrowanej, tanecznej całości, pełnej żywiołowej energii odnajdziemy też – i w warstwie muzycznej, i tekstowej – nutę niepokoju, melancholii. I gotów byłbym twierdzić, że ów splot (umownie i skrótowo mówiąc: tanecznej ekstazy i smutku) jest nie tylko najwartościowszym, ale i kluczowym elementem całości. I to zarówno w sensie idei, pomysłu na płytę jak i osiągniętego efektu muzycznego. Zresztą, nie przypadkiem przecież rzecz nazywa się Osmętnica elektronica, przywołując na myśl i osławiony wiersz Tetmajera, i sporo innych skojarzeń.

Oczywiście, najmniej istotne są tu terminologiczne dywagacje, ale wspomnieć można, że pod pewnymi względami twórczość zespołu – w sensie jej struktury, pomysłu, brzmienia – mogłaby być uznana za kwintesencję tego, co nazywamy folkiem (choć zdaje sobie sprawę, że to pojęcie bardzo nieostre i chyba do końca nie zdefiniowane). Spotykamy tu twórczość wprost wywiedzioną z fascynacji tradycją, która została „zderzona” z wyobraźnią i muzykalnością artystów „z miasta” nadających jej własny kształt, po swojemu ją interpretujących.

Najistotniejsze, że jest w tym nie tylko pasja i niekłamana emocja, nie tylko szacunek do tradycji, ale też wartościowa artystyczna kreacja, bardzo świadomie i konsekwentnie budowana. Świetna płyta!

Tomasz Janas

Niewte

„Osmętnica electronica”

Unzipped Fly / New World Order 2021


Ocena: 4,5 / 5 

***

Więcej recenzji i felietonów - w naszych działach Słuchamy i Piszemy.


Czytaj także

Zielnik pełen czułości

Ostatnia aktualizacja: 05.04.2021 20:50
Późny debiut zespołu T/Aboret okazuje się dziełem bardzo dojrzałym – i spełnionym. Jest wielowątkową, finezyjną, autorską opowieścią.
rozwiń zwiń