Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Życie w Brazylii zaczyna się po siedemdziesiątce

Ostatnia aktualizacja: 10.08.2021 08:10
Índio da Cuíca przez pół wieku grał, tańczył i śpiewał u boku wielu brazylijskich muzyków. Ale dopiero w roku swoich siedemdziesiątych urodzin, nagrał pierwszy solowy album – współczesną kwintesencję brazylijskiej muzyki.
Okładka płyty ndio da Cuca pt. Malandro 5 Estrelas
Okładka płyty Índio da Cuíca pt. "Malandro 5 Estrelas"Foto: mat. promocyjne

Wystarczy wpisać Índio da Cuíca w wyszukiwarkę – na wszystkich zdjęciach widzimy go uśmiechniętego od ucha do ucha. Jeśli ktoś do tej pory przed 70 rokiem życia mówił, że czuje się staro, powinno zrobić mu się głupio. Brazylijczyk kipi radością, wygląda jakby czas się dla niego nie liczył, jest pełen werwy.

CV ma obfite – grał m.in. z takimi brazylijskimi tuzami jak Alcione, Dicró, Ivon Curi, Jair Rodrigues, Maria Creuza czy Roberto Carlos. W latach 70. współtworzył zespoły Corda K Samba i Brasil Ritmo, z którymi nagrał album „Balança Povo” szeroko dyskutowany w środowisku entuzjastów samby. Także wtedy wyspecjalizował się w melodiach bazujących na systemie tonalnym – jakie są tego efekty można się przekonać, oglądając wideo, na którym gra brazylijski hymn.

Historia muzyka urodzonego w 1951 roku w favelach, w północnej części Rio de Janeiro nie zaczęłaby się jednak, gdyby nie jego ojciec, Manoel Dionisio, założyciel szkoły samby Unidos de Tijuca. Ale i miłość do bębna cuíca, która zakwitła w nim w wieku 14 lat – od tego momentu zajmuje się muzyką profesjonalnie i poświęcił jej życie.

Tytuł jego albumu „Malandro 5 Estrelas” można przetłumaczyć jako „pięciogwiazdkowy łobuz” – notę, pewnie dla zgrywy wystawił sobie sam na okładce. Ale Índio da Cuíca to, co płynie mu we krwi, ma w nazwie, a mianowicie instrument cuíca, jeden z najsłynniejszych w Brazylii, rodzaj bębna, wykorzystywany w trakcie karnawału, ale też w sambie.

Już od pierwszych minut płyty jego charakterystyczny dźwięk rzuca się w uszy. Zazwyczaj zbudowany z metalu albo syntetycznego materiału z membraną ze skóry zwierząt, w środku ma bambusowy kijek przyczepiony do głowy bębna. Pociera się go wilgotną ściereczką lub materiałem, a palcami drugiej ręki dociska skórę bębna w pobliżu miejsca, w którym patyk jest przymocowany. Wtedy powstaje niezwykły dźwięk, którego wysokość zwiększa się lub zmniejsza przez zmianę nacisku na głowę: przypomina krzyk małpy, a podobno można usłyszeć go nawet z odległości dwóch kilometrów.

Charakterystyczne piskliwe brzmienie słychać od pierwszych sekund „Malandro 5 Estrelas”, ale jeśli przez chwilę może wydawać się, że to album bardzo psychodeliczny, po chwili okazuje się, że to złudzenie. Płyta nagrana m.in. z Gabrielem de Aquino, gitarzystą zespołu Martinho da Vila, z którym w 2016 zdobyli latynoską Grammy albo Paulinjo Bicolor to podróż w czasie i stylistykach sceny brazylijskiej. Z jednej strony nostalgicznie zaglądająca w przeszłość, z drugiej mocno osadzona w teraźniejszości. YouTube, QTV Selo

Otwierający album, zanurzony w sambie „A Cuica Chora” to kapitalny popis solowy instrumentu, podobnie jak „Brincando em re major”, która zaczyna się od tradycyjnego brzmienia, a potem produkcyjne smaczki dodają jej wielowarstwowego wymiaru. W lirycznym „Cuíca Malandra/Cuíca Encantada” Brazylijczyk śpiewa „A cuíca é boa Não posso parar de tocar”: cuíca jest wspaniała, nie mogę przestać na niej grać. Kwintesencja tej płyty – hołd dla radości i muzyki. „Shirley” to romantyczne bolero, a „Strabinaite Camufraite Oraite” nieujarzmiona psychodelia. „Medley de Ogum” zaczyna się subtelnie, aby zanurzyć się w wirtuozerskim popisie gry na instrumencie, okraszonym rytualną otoczką. „Melódica” to kwintesencja brzmienia bębna – najpierw w bardzo czystej postaci, potem coraz bardziej zniekształcana. Z kolei zamykający płytę „Baile do Bambu” serwuje na koniec sążnisty funkowy bit carioca, bardzo wyraźne zakończenie.

„Malandro 5 Estrelas” przykuwa uwagę muzycznym zróżnicowaniem, a jednocześnie osadzeniem w tradycji muzyki brazylijskiej. Índio da Cuíca nie odkurza jednak starych kart historii, ale gra muzykę współczesną, czerpiącą z tego, co najlepsze w kolorycie sceny, a jednocześnie prezentuje ją w zabójczo świeżej formule, kipiącej życiem i radością. Popatrzcie raz jeszcze na jego zdjęcia – szczerzący zęby siedemdziesięciolatek gra właśnie w taki sposób i takie emocje niesie jego twórczość. To oda do bujnego życia, czerpania z niego tego, co najlepsze, kwintesencji radości. W niełatwych czasach doskonała odtrutka na bieżącą rzeczywistość.

Jakub Knera


Índio da Cuíca

"Malandro 5 Estrelas"

QTV Selo

Ocena: 4,5/5

***

Więcej recenzji i felietonów - w naszych działach Słuchamy i Piszemy.

Czytaj także

Jazz i polska tradycja spotykają się w Lumpeksie

Ostatnia aktualizacja: 22.09.2020 10:12
Lumpeks szuka punktów wspólnych między jazzem i tradycją, tworząc barwną współczesną opowieść naznaczona ludowymi melodiami i improwizacjami, balansując pomiędzy awangardą a ludycznością.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Starosłowiańskie szeptuchy na dyskotece

Ostatnia aktualizacja: 12.01.2021 00:01
„Demonologia” przypomina o ludowych obrzędach, łącząc folkowe śpiewy z elektroniką. Może dzięki niej rytuały odganiania złych mocy i nieszczęść czasu pandemii, inicjowane kiedyś nad jeziorem w świetle księżyca lub ciemnym lesie, teraz odprawimy wśród stroboskopów, pod wirującą kulą dyskotekową?
rozwiń zwiń