Na scenie Brìghde Chaimbeul wygląda dostojnie, jest skupiona, jakby oderwana od czasu. Jej sylwetka w półmroku ma w sobie coś z postaci wieszczki, a szkockie dudy w jej rękach przestają być jedynie instrumentem ludowym – stają się narzędziem zaklinania dźwięku. Widziałem ją na festiwalu Supersonic w Birmingham, w ciemnej sali O2 Institute, gdzie jej przestrzenne melodie rezonowały jak ciężki oddech wnętrza katedry. Raz zanurzała się w jednostajnych, ciągnących się dronach, innym razem kierowała ku skocznym, bardziej tanecznym frazom, choć i one miały w sobie coś niepokojącego. To folk, ale przyciemniony, rozciągnięty, podszyty ciężarem, który kojarzy się raczej z noise’em i doom metalem niż ze skoczną szkocką zabawą.
Chaimbeul to 27-letnia dudziarka z wyspy Skye – wyrasta z tradycji, ale idzie z nią w rejony dalekie od skocznych folkowych melodii. Gra na małych dudach szkockich, których barwa jest miękka i subtelna, a jednocześnie dzięki jej podejściu zyskują moc i powagę. Dorastała w rodzinie artystów, posługiwała się językiem gaelickim, a inspiracje czerpała zarówno z archiwalnych nagrań melodii szkockich, jak i z innych tradycji dudowych, choćby z Bułgarii, którą odwiedzała. Jej muzyka to spotkanie folkloru z minimalizmem – jednocześnie archaiczna i nowoczesna.
Nic dziwnego, że znalazła miejsce obok tak nietypowych współpracowników jak Colin Stetson, mistrz ciężkich saksofonowych fraz, jej twórczość można porównać z eksperymentatorami pokroju Erwana Keraveca czy Iana Lyncha z Lankum. n„Wywodzę się ze świata metalu i ostrego noise’u,, która współgra z muzyką tradycyjną” – mówi mi przed rokiem także na Supersonic Lynch z Lankum. „Kiedy gram, znajduję w muzyce drony, które są również obecne w muzyce tradycyjnej. Podkreślam je i wysuwam na pierwszy plan to, co tworzą dudy, co sprawia, że brzmi to ciężej”.
Chaimbeul idzie w podobnym kierunku. Sunwise, jej najnowszy album, to płyta zbudowana na długich, rozwibrowanych dronach, w których minimalne przesunięcia niosą ogromną dramaturgię. „Dùsgadh/Waking” otwiera całość statycznym, miarowym pulsem, który po kilku minutach zostaje wzmocniony drugą linią – brzmienie lekkie w barwie, ale ciężkie w swojej nieustępliwości. W „A' Chailleach” artystka szkicuje powtarzalny, hipnotyczny motyw, na którym osadza szorstką, szumiącą warstwę tła, by w finale domknąć całość własnym wokalem. „She Went Astray” eksploruje ciszę i przeciągłe brzmienia dud, które rezonują punktowo, a głos Chaimbeul wyłania się niczym echo.
Album nie jest jednak wyłącznie ciężką, statyczną medytacją. „Bog an Lochan”, oparty na tradycyjnym szkockim reelu, przynosi ekstatyczną energię – utwór wiruje w rytmie bliskim tańcu, z pulsacją, która miejscami przypomina klubową transowość. Podobnie „Sguabag/The Sweeper” ujawnia bardziej liryczne, melodyczne oblicze artystki, ale kończy się mocnym, basowym brzmieniem, które ponownie sprowadza nas do mrocznej gęstwiny dronów.
Sunwise to muzyka zaklinania i medytacji, rozwijająca się w niespiesznym tempie, często na granicy percepcji. Chaimbeul potrafi zatrzymać czas i sprawić, że jeden mikrotonalny przesuw dźwięku wydaje się wydarzeniem dramatycznym. Jej sztuka opiera się na prostych środkach, ale efekty są niezwykle intensywne – zarówno cielesne, jak i emocjonalne.
Dzięki tej płycie małe dudy szkockie przechodzą transformację – z instrumentu kojarzonego z folkową lekkością w medium ciężkiej, ciemnej, eksperymentalnej ekspresji. Chaimbeul pokazuje, że tradycja nie musi oznaczać powtarzania schematów, ale może być punktem wyjścia do tworzenia czegoś całkowicie nowego, zakorzenionego w przeszłości, a jednocześnie śmiało patrzącego w przyszłość.
Słuchanie muzyki Chaimbeul to doświadczenie niezwykłe, o czym wkrótce będzie można przekonać się w Polsce. 10 października artystka zagra na krakowskim festiwalu Unsound.
Jakub Knera
Brìghde Chaimbeul
Sunwise
Glitterbeat 2025
Ocena: 4,5/5
***
Więcej recenzji w naszym dziale Słuchamy.