RCKL

Taneczna zagadka

Ostatnia aktualizacja: 16.01.2020 09:00
Na początek więc pytanie: jaki jest najszerzej znany na świecie historyczny i dziś jeszcze czasem tańczony taniec identyfikowany z Polską?
Erozja pola. Hrabstwo San Luis Obispo, Kalifornia.
Erozja pola. Hrabstwo San Luis Obispo, Kalifornia.Foto: Dorothea Lange/Library of Congress

Polka? Pisałem o niej w listopadzie. I tak, i nie. Wiedza o tym, że to taniec, który wyszedł z Czech była kiedyś (wyjąwszy polską wieś) i jest dziś dość powszechna. Dzisiaj wciąż popularna  w Polsce i w Ameryce, ale w wąskich, specyficznych środowiskach. Polonez czy „polski”? Tak, ale dawno temu. W XVII i XVIII w. był to niewątpliwie istotny nasz wkład w europejską kulturę taneczną. Stateczny i dostojny, dostojnością rzec by można czasów przedprzemysłowych, na początku XIX w. stawał się już anachroniczny i wyszedł ostatecznie z mody. Ale właśnie niedługo potem zrodził się inny polski taniec, popularny w całym świecie zachodnim i tańczony do dziś w Europie, Australii, oczywiście w Ameryce Północnej, ale także w Ameryce Łacińskiej. Ktoś już się domyśla?

Bez wątpliwości rodowód warszawianki jest starszy niż się sądzi. W Meksyku, gdzie ten taniec (z przyśpiewką) traktowany jako element narodowego dziedzictwa i znany był w setkach lokalnych odmian panuje mniemanie, że liczy sobie 200 lat. Czy jest to rodzaj legendy?

Warszawianka. Varsovienne. La Varsoviana.

Dziwne? Trochę tak, bo w Polsce to taniec mało znany, w kulturze ludowej prawie nieobecny (adaptowany jedynie w Małopolsce) i jeśli już to tańczony na scenie, w zespołach pieśni i tańca (przypomnę, że zespół z Uniwersytetu Warszawskiego nawet nazywa się "Warszawianka") Wymyślony poza granicami Polski, chociaż w czasach, kiedy tych granic nie było, a we Francji, gdzie prawdopodobnie taniec powstał, istniała przecież liczna polska emigracja. A dlaczego taniec polski? Bo niewątpliwie w większości swoich wersji nawiązuje do mazura, choć mazurowa zamaszystość i zadzierzystość jest tu daleko wdzięczniejsza i sprowadzona do znaku, a właściwa polskim trójmiarowym tańcom energia ujęta w karby partytury choreograficznej, powstałej w końcu na użytek środowisk mieszczańskich.

W 1857 r. J. Albert Jarvis napisał, że "Varsoviana obecnie jest jednym z najpopularniejszych tańców, jakie kiedykolwiek wprowadzono, bardzo wdzięcznym i eleganckim o charakterze Mazurki (…)  i nie powinna być ekstrawagancka". Jej kariera była jednak efemeryczna. Mistrzowie ballroomów szybko porzucili jej nauczanie, ponieważ "zwulgaryzowała się". 

Według portalu tance.edu.pl twórcą tańca był Henri Cellarius (1805-1902), tancerz i nauczyciel tańca, wielki admirator tańców polskich, autor popularnego podręcznika "La Danse des Salons" wydanego w Paryżu w 1847 r. Mazur, który w I poł. XIX przejął po polonezie prymat wśród narodowych tańców polskich był jednak dość trudny, dlatego ceniący go Cellarius skojarzył mazura z walcem i stąd powstała w 1847 r. salonowa mazurka, a potem właśnie salonowa varsovienne. Jak możemy też przeczytać na portalu niektóre źródła autorstwo tańca przypisują innemu francuskiemu tancerzowi o imieniu Désiré, inne wspominają o hiszpańskim tancerzu, który stworzył warszawiankę w 1853 r. w Paryżu. (Warszawianka w wersji „burżua”).

Z wyżej wymienionych tropów ciekawy jest ten hiszpański, z dwóch powodów: po pierwsze zastanawia wyjątkowa popularność tańca w obszarze Ameryki Łacińskiej (szczególnie Środkowej), gdzie jak się uważa mogli go upowszechnić żołnierze francuscy Napoleona III, którego interwencja militarna w Meksyku trwała przecież ładnych parę lat (1861-67). Po drugie i tu się robi ciekawie melodia o tytule Varsoviana została znaleziona w datowanym na 1830-40 zbiorze rękopisów muzycznych Archivo Gerolamo Folle (Montevideo, Urugwaj) przez muzykologa urugwajskiego Lauro Ayestarána. Wprawdzie jest to melodia różniąca się od tej przynależnej warszawiance (notabene mało wariantowej), ale również taneczna, w rytmie na 3/4 i zapisana obok np. polki redowy i innych tańców.

1840, Montevideo

Czyżby więc geneza tańca była starsza? Nie musi to wykluczać autorstwa Cellariusa, który jak się okazuje miał w swojej karierze epizod południowoamerykański: otóż jak ustalił historyk brazylijski Fernando Santos Berçot Cellarius w 1826 r. był solistą-tancerzem w jednym z teatrów w Rio de Janeiro. [maitre-a-danser.blogspot.com] Mógł przecież stworzyć taniec na miejscu, albo już przywieźć ze sobą z Europy. Wg innej hipotezy melodię mógł przywieźć gitarzysta romantyczny i kompozytor z Genui - Esteban Massini, którego koncerty w 1822 r. w Montevideo odbiły się szerokim echem (osiadł potem w Buenos Aires).

Najstarszy wyśledzony przeze mnie druk z nutami tańca pochodzi z 1845 (zbiory LOC) i nosi tytuł „La Varsovienne. Polski Mazurka” i został wydany za oceanem w Bostonie. Tak więc bez wątpliwości rodowód warszawianki jest starszy niż się sądzi. W Meksyku, gdzie taniec (z przyśpiewką) ten traktowany jako element narodowego dziedzictwa i znany był w setkach lokalnych odmian panuje mniemanie, że liczy sobie 200 lat. Czy jest to rodzaj legendy? W celu jej zweryfikowania trzeba by się tam udać. A oto tekst meksykańskiej przyśpiewki do varsoviany:

Varsoviana, varsoviana quien te trajo aquí,

yo solita, yo solita vine a parar aquí.

comadre juana, vamos a bailar

la varsoviana que van a tocar.

W 1857 r. J. Albert Jarvis napisał, że "Varsoviana obecnie jest jednym z najpopularniejszych tańców, jakie kiedykolwiek wprowadzono, bardzo wdzięcznym i eleganckim o charakterze Mazurki (…)  i nie powinna być ekstrawagancka". Jej kariera była jednak efemeryczna. Mistrzowie ballroomów szybko porzucili jej nauczanie, ponieważ "zwulgaryzowała się". Jako taniec ludowy czy drobnomieszczański z elementami mazurki, walca i polki, czasem w dość urozmaiconych i niekoniecznie parowych formach, przetrwała do dziś w wielu regionach Europy od Niemiec na zachód oraz w Skandynawii. (Warszawianka francuska bezparowa, warszawianka francuska łączona z bourree).

Analogiczny proces zaszedł w krajach Ameryki Środkowej, tam jednak pamięć o niej jest dużo bardziej żywa. W USA przetrwała tylko w południowych stanach, Kalifornii, Teksasie, Arizonie i Nowym Meksyku, gdzie ją tańczono na prowincji do poł. XX wieku. Podobnie w Australii, gdzie rozpowszechniła się zresztą w wersji... skandynawskiej. Na koniec ciekawostka: melodia warszawianki rozbrzmiewa w jednej ze scen „Tramwaju zwanego pożądaniem” Elie Kazana. Chyba nie bez powodu?

Nowy Meksyk 1940
Kalifornia 1939

Czy spodobała Wam się któraś z wersji? Nadaje się do adaptacji w jakimś nowym polskim wariancie AD 2020? Mogłaby być tańczona w domach tańca między oberkami?

Remek Hanaj

***

Więcej recenzji i felietonów - w naszych działach Słuchamy i Piszemy. 

Czytaj także

Pół wieku Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu

Ostatnia aktualizacja: 23.06.2016 20:04
50. odsłona prestiżowego festiwalu śpiewaków i kapel ludowych rozpoczyna się w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą. Z okazji jubileuszu wspominaliśmy w Dwójce dokonania tej wyjątkowej imprezy.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Oj, ty chmielu, czyli felieton etnobotaniczny

Ostatnia aktualizacja: 19.09.2019 10:33
Centralnym obrzędem życia wspólnot tradycyjnych naszego kręgu kulturowego było przez wieki wesele. Centralną, decydującą częścią wesela były oczepiny, a te odbywały się do wtóru pieśni „Oj, chmielu, chmielu”, która zresztą mówi explicite o chmielu: „nie będzie bez cię żadne wesele”.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Kolędy od pogan poszły

Ostatnia aktualizacja: 24.12.2019 09:00
Najkrócej mówiąc kolędowanie jest mierzeniem się z chaosem. Ale również myślowa wędrówka w głąb tego tematu jest iście wyczynem. 
rozwiń zwiń