Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Skandal na Festiwalu Kapel i Śpiewaków w Kazimierzu

Ostatnia aktualizacja: 30.09.2021 08:00
Tegoroczny festiwal zakończył się skandalem i to chyba największym w historii tej imprezy, a jurorzy pełni frazesów o wadze i niezwykłości tego wydarzenia nabrali wody w usta. Zostało mętne tłumaczenie organizatorów i niesmak. Media społecznościowe rozgrzały się do czerwoności.
Festiwal Kapel w Kazimierzu, ok. 1980 r.
Festiwal Kapel w Kazimierzu, ok. 1980 r.Foto: Andrzej Bieńkowski|Muzyka Odnaleziona

A poszło o faktyczną likwidację jedynej wartościowej tam imprezy, czyli klubu tańca Tyndyryndy. To tam były występy najlepszych kapel konkursowych i tych niedopuszczonych do występów oraz młodych muzyków grających po wiejsku. Tam była żywa muzyka i tańce, i kontakty międzypokoleniowe, pozbawione konkursowej jałowości i nudy. Doceniono to i tam szły dotacje i uznanie.

Tego było organizatorom za wiele i tak, po naszemu, szurnęli tę inicjatywę do kosza. Wiadomo, że jak nic nie wiadomo, to idzie o pieniądze. Od kilku lat już nie jeżdżę na ten festiwal, właściwie na znak protestu przeciw fikcji, jaką się karmi, a szanowni koryfeusze etnomuzykologii udają, że nie widzą tej lipy. Bo to jest tak: jakiś dom kultury wysyła kapelę do konkursu a ta zdobywa nagrodę (a są szkoleni przez instruktorów). Przez 3 lata nie może startować. To wysyła się kapelę nr 2. Za rok kapelę 3. A potem znowu 1, potem 2 etc... Wystarczy obracać 3 kapelami, żeby mieć nagrody i nie musieć uganiać się w terenie w poszukiwaniu muzykantów. Jury widzi tę fikcję i nic, po prostu po raz 20 nagradza tych samych. Tu widać jak ten klub Tyndyryndy musiał ich uwierać, choć oficjalnie podkreślali jakie to ważne… Ostatnio nieczęsto mi się zdarza popierać inicjatywy Ministerstwa Kultury, ale tym razem protest tej instytucji przeciw likwidacji Tyndyryndy budzi uznanie.

Smutno mi o tym pisać, targi sztuki ludowej towarzyszące festiwalowi (to na nich organizatorzy robią kasę). Wybaczcie drodzy czytelnicy, bo odezwę się jako belfer Akademii Sztuk Przepięknych, ale to targi pseudoludowego kiczu, lansowanie paskudnej mieszczańskiej pseudoludowej estetyki. Owszem czasem trafi się coś ciekawego, ale to nie zmienia całości.

Rozumiem, że niebawem zostanę zasypany pozwami sądowymi o szarganie dobrego imienia. Skontaktowałem się z moim psychiatrą i pytam, co on na to: „nie martw się – powiedział – w razie czego wystawię ci żółte papiery”. W dzisiejszych czasach tylko w nich jakaś nadzieja.

Z poważaniem, 

Andrzej Bieńkowski


  • Grzegorz Gordat. Odpowiedź na felieton Andrzeja Bieńkowskiego:

Dzień dobry.

Pozwolę sobie (jako twórca ludowy i członek STL) zabrać głos w sprawie wysoce nierzetelnego wpisu Pana Andrzeja Bieńkowskiego, dotyczącego jakości Targów Sztuki Ludowej w Kazimierzu. Wypowiedź moja jest również wyrazem stanowiska członków STL oddziału Radomskiego, którzy niejednokrotnie zdobywali uznanie za swoją twórczość nie tylko na szczeblu krajowym, ale również międzynarodowym, a przez wpis Pana Bieńkowskiego zostali obrażeni.

Proszę o wskazanie konkretnych przykładów stoisk prezentujących przywołany kicz. Rozumiem, że nie chodzi Panu Bieńkowskiemu o twórców, którzy prezentują kolejne pokolenie w swojej rodzinie kultywujące tradycje regionu. Poza tym, jeżeli Twórcy z STL prezentują się np. na imprezach innych, niż Targi Sztuki Ludowej w Kazimierzu i tym samym podnoszą poziom imprezy to kiczem nie jest, ale już w Kazimierzu to tak, mamy do czynienia z kiczem w pełnej okazałości. Często to właśnie organizatorzy różnego rodzaju festiwali, kiermaszów, jarmarków zapraszają członków STL ze względu na wysoki poziom prezentowanych prac, zgodność z tradycją oraz kultywowanie tradycji danego regionu. Za to twórcy dostają podziękowania i spotykają się z uznaniem. Rozumiem, że neguje Pan to wszystko swoim wpisem.

Proszę o konkretne wytyczne z Pana strony dotyczące jakości, jaką mają prezentować twórcy zrzeszeni w STL, bo jak widać opinia Rady Naukowej, składającej się ze specjalistów z całej Polski jest niewystarczająca. Z tego co udało mi się zauważyć ma Pan tytuł profesora w innej dziedzinie, dlatego też na jakiej podstawie podważa opinię uznanych specjalistów?

Kolejna sprawa, jeżeli Pan Bieńkowski pisze, że od kilku lat nie jeździ na Kazimierz, to skąd u niego wiedza na temat tegorocznej jakości wystawców. Chciałbym też podkreślić, że od ponad 50 lat Targom Sztuki Ludowej Kazimierzu towarzyszy konkurs na najlepsze stoisko, który został żywcem skopiowany na wiele imprez o podobnym charakterze.

Przykro mi jedynie, że w sporze w którym STL tak naprawdę nie jest stroną, dostaliśmy rykoszetem, tylko dlatego, że jesteśmy jednym z modułów tego przedsięwzięcia. Jestem za wolnością wypowiedzi mediów, ale nie za brakiem rzetelności ze strony Pana Bieńkowskiego, który nie wskazując konkretnych przykładów wystawców, obraził wszystkich.

Z poważaniem,

Grzegorz Gordat – plecionkarstwo, Prezes Oddziału Radomskiego STL


***

Felieton Andrzeja Bieńkowskiego powstał jako kolejny głos do polemiki w sprawie Ogólnopolskiego Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu, w roku 2021. 

Więcej recenzji i felietonów - w naszych działach Słuchamy i Piszemy.


 

Czytaj także

Paradoksy Festiwalu w Kazimierzu

Ostatnia aktualizacja: 02.09.2021 15:00
Pierwszy można nazwać paradoksem założycielskim. Jeden z twórców (obok lubelskich regionalistów i ambitnych działaczy kultury) Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu, a z perspektywy kuratorskiej można powiedzieć, że jego ojciec – nieżyjący już Włodzimierz Dębski – mówił: „Stworzyłem zasady kazimierskiego Festiwalu”, a zarazem twierdził, że „Folklor, którym się tylu zachwyca, okazuje się po głębszej analizie lipą, chałą bez jakichkolwiek wartości kształcących. Co najwyżej można go jeszcze gorzej wykonać. Parę bab pojęczy sobie, popiszczy. Nikomu to nic nie da”.
rozwiń zwiń

Czytaj także

W sprawie akordeonu na OFKiŚL

Ostatnia aktualizacja: 09.09.2021 14:00
Tegoroczny, 55 już, Ogólnopolski Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych obrodził w wyraziste opinie dotyczące charakteru wydarzenia. Za zgodą obu autorów, publikujemy rozmowę Piotra Baczewskiego i prof. Piotra Dahliga, mając nadzieję, że stanie się ona przyczynkiem do dyskusji na temat formuły polskich festiwali folklorystycznych, w tym tych najważniejszych. 
rozwiń zwiń