Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Andrzejki

Ostatnia aktualizacja: 28.11.2019 09:00
Andrzejkowe wróżby matrymonialne, znane w wielu regionach Polski, mają zasięg europejski. Ich kolebką może być starożytna Grecja, a zwłaszcza greckie wyspy Sporady. Według niektórych uczonych, miałby na to wskazywać wspólny rdzeń imienia Andrzej – po grec. Ándreas, dosłownie męski i andros – mąż, mężczyzna.
Andrzejkowe wróżby.
Andrzejkowe wróżby.Foto: Shutterstock

Panny na wydaniu, późnym wieczorem lub nocą siały len, konopie, ziarna zbóż na wybranym wcześniej spłachetku pola, w garnkach i skorupach naczyń, na ścieżce wiodącej do domu (wówczas zagrabiały je męskimi spodniami, aby po ścieżce przyszedł do domu konkurent). Czynności te musiały być wykonane w tajemnicy i bez świadków. Nawet zwierzęta domowe nie mogły być przy nich obecne. 

W innej interpretacji kult świętego Andrzeja i zwyczaje andrzejkowe mogły być kontynuacją przedchrześcijańskich wierzeń niemieckich o starogermańskim bogu Freyerze, dawcy bogactw, miłości i płodności.

We wróżbach przydatne były buciki, zdjęte – koniecznie – z lewej nogi. Jeśli rzucony przez ramię but upadł noskiem w stronę drzwi, wróżył właścicielce szybkie zamążpójście.

W noc św. Andrzeja ukochany mógł pojawić się we śnie, zwłaszcza jeśli pod prześcieradło włożyło się sztukę męskiej garderoby lub jeśli na misce z wodą, ustawionej w pobliżu łóżka, ułożyło się miniaturowy mostek, misternie zbudowany z patyczków. Aby jednak we śnie nie pojawił się zły duch, należało natrzeć czosnkiem klamki, progi i parapety okienne.

W Polsce południowo-wschodniej w obejściach przez całą noc paliły się ogniska, zwane ogniami św. Andrzeja. Strzegły one domostw przed duchami i demonami, zwłaszcza jeśli wrzuciło się do ognia święcone ziele albo kawałek starej, wielkanocnej palmy. Dym z takiego ogniska sprawiał, że dziewczęta zapadały w głęboki sen i że zjawiał się w nim przyszły mąż.

W wigilię świętego Andrzeja, na wschodnich rubieżach Polski, a także na Ukrainie i Białorusi, panny na wydaniu, późnym wieczorem lub nocą siały len, konopie, ziarna zbóż na wybranym wcześniej spłachetku pola, w garnkach i skorupach naczyń, na ścieżce wiodącej do domu (wówczas zagrabiały je męskimi spodniami, aby po ścieżce przyszedł do domu konkurent). Czynności te musiały być wykonane w tajemnicy i bez świadków. Nawet zwierzęta domowe nie mogły być przy nich obecne. Zasiewy te nazywano poletkami lub ogrodami świętego Andrzeja i zawsze wypowiadano nad nimi różne zaklęcia.

Dziewczęcym spotkaniom i wróżbom, odbywającym się zwykle w grupie rówieśnic towarzyszyły różne przedmioty, np. lekkie kłębuszki kądzieli, symbolizujące dziewczynę i miłego jej sercu chłopca; podpalano je i kiedy uleciały w górę patrzono, czy połączą się i spłoną razem. Jeżeli tak się stało – była to zapowiedź dozgonnej miłości. Puszczano na wodę dwie leżące poziomo igły, dwie świeczki w miniaturowych łódeczkach z łupin orzecha i z zapartym tchem śledzono, czy podpłyną do siebie.

W noc św. Andrzeja ukochany mógł pojawić się we śnie, zwłaszcza jeśli pod prześcieradło włożyło się sztukę męskiej garderoby lub jeśli na misce z wodą, ustawionej w pobliżu łóżka, ułożyło się miniaturowy mostek, misternie zbudowany z patyczków. Aby jednak we śnie nie pojawił się zły duch, należało natrzeć czosnkiem klamki, progi i parapety okienne.

We wróżbach przydatne były również buciki, zdjęte – koniecznie – z lewej nogi. Jeśli rzucony przez ramię but upadł noskiem w stronę drzwi, wróżył właścicielce szybkie zamążpójście.

Także zwierzęta pomagały dziewczynom w ich wróżbach. Przygotowywano dla nich przynętę – ziarno, kulki z chleba zmieszanego ze skwarkami posmarowane tłuszczem, kawałeczki kiełbasy, słoniny lub mięsa. Każda z dziewcząt kładła swą przynętę na ławie lub na podłodze, pod swymi nogami, po czym do izby wpuszczano koguta, wygłodzonego psa lub kota; ważna była kolejność, w jakiej zwierzęta chwytały przygotowane dla nich przysmaki, bo w tej właśnie kolejności wróżące panny miały wychodzić za mąż.

***

Tekst pochodzi z książki "Polskie obrzędy i zwyczaje doroczne" dr Barbary Ogrodowskiej, wyd. Muza, Warszawa 2010.

Opracowała: Hanna Szczęśniak