Historia

Akcja AK pod Celestynowem - odbicie więźniów z pociągu

Ostatnia aktualizacja: 20.05.2020 05:55
Dzięki żołnierzom Armii Krajowej, z transportu wiozącego więźniów do obozu zagłady Auschwitz-Birkenau udało się uwolnić 49 osób. W tej brawurowej akcji wziął udział m.in. Tadeusz Zawadzki ps. Zośka.
Audio
  • Uczestnicy akcji opowiadali o jej przebiegu w audycji Jerzego Swalskiego pt. ""Pamięć po latach - 50-lecie akcji w Celestynowie". (PR, 2.05.1993)
Jeden z dowódców akcji w Celestynowie Tadeusz Zawadzki ps. Zośka.
Jeden z dowódców akcji w Celestynowie Tadeusz Zawadzki ps. Zośka.Foto: Wikipedia/domena publiczna

W nocy z 19 na 20 maja 1943 roku Grupy Szturmowe Szarych Szeregów podporządkowane Kedywowi Komendy Głównej Armii Krajowej, na dworcu kolejowym w Celestynowie, przeprowadziły jedną ze swoich najbardziej spektakularnych akcji.

Tej nocy przez Celestynów miał przejeżdżać pociąg wiozący więźniów politycznych z więzienia na lubelskim zamku do obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. Dane z rozpoznania przeprowadzonego przez Armię Krajową pozwalały przypuszczać, że wagon z więźniami będzie znajdował się w środku pociągu. Zadaniem Kedywu było odbicie przewożonych tam więźniów. Dowodzącym akcją był Mieczysław Kurkowski ps. Mietek, a jednym z jego zastępców Tadeusz Zawadzki ps. Zośka.

- Plany zakładały bardzo szybkie opanowanie pociągu. Mogliśmy spodziewać się interwencji niemieckiej - wspominał po latach Witold Bartnicki ps. Kadłubek w audycji "Pamięć po latach - 50-lecie akcji w Celestynowie".

Po przybyciu na miejsce akcji, "Zośka" rozlokował wszystkich na pozycjach. Uczestnicy akcji zostali podzieleni na trzy grupy: pierwsza miała za zadanie osłaniać cały transport, druga - opanować parowóz, trzecia - odciąć łączność.

Nastąpiły jednak pewne komplikacje w wykonaniu zadania. Jeden ze zwiadowców poinformował, że niedaleko Celestynowa pod semaforem zatrzymał się pociąg wiozący żołnierzy Wehrmachtu. W tej sytuacji "Zośka", rozkał podkomendnym wycofać się na zajmowane pozycje oraz przeciąć kable telegraficzne wcześniej, niż było to ustalone.

Zgodnie z planem pociąg z Lublina miał wjechać na stację o godz. 22. Nieoczekiwane opóźnienie sprawiło, że żołnierze zaczęli odczuwać poddenerwowanie. Skład nadjechał kilka godzin później. Jedna z grup prędko opanowała parowóz i unieszkodliwiła jego obsługę. Nastąpiły jednak trudności z ustaleniem, w którym z wagonów przebywają więźniowie. W pewnym momencie na zewnątrz jednego z nich wyszedł oficer Gestapo. Wtedy jeden z uczestników akcji natychmiast strzelił w jego kierunku. Wywiązała się strzelanina.

- Konwój bronił się bardzo dzielnie. Nie mogliśmy do niego podejść, bo Niemcy ciągle strzelali z pistoletów maszynowych. Nagle poderwał się "Zośka", który przełamał impas w walce. Wrzucił do środka granat. - opowiadał Witold Bartnicki. - Trzeba była działać sprawnie. Niemcy ze stojącego niedaleko transportu wojskowego mogli zacząć interweniować.

Po pokonaniu czterech uzbrojonych konwojentów, akowcy wypuścili z wagonu 49 więźniów. Uwolnieni początkowo nie wiedzieli, co się stało. Wielu z nich próbowało uciekać na własną rękę. Niektórzy po pewnym czasie ukrywania się zostali ponownie aresztowani przez Niemców. Większość jednak spokojnie przetrwała wojnę.

Problemy zaczęły nawarstwiać się po wypuszczeniu więźniów. Podczas ucieczki życie straciło dwóch żołnierzy AK. Do odwrotu przeznaczono jeden samochód osobowy i dwa ciężarowe. Okazało się, że pojazdy były niezbyt sprawnie techniczne i jeden z nich trzeba było porzucić. W dodatku w okolicy wszczęto alarm. Dwa z pozostałych samochodów zawróciły w ostatniej chwili z przeciętej przez Niemców zaporą drogi.

- Wyskoczyliśmy z samochodu osobowego i nastąpiła krótka utarczka z policją. Szczęśliwie udało nam się jechać dalej. Jednak przez pomyłkę kierowcy podjechaliśmy pod koszary niemieckie i przedefilowaliśmy dosłownie pod nosem wartownika, który nie ruszył się z miejsca i stał jak odrętwiały. Dojechaliśmy do granic miasta, skąd każdy na własną rękę dostał się do domu – mówił inny uczestnik akcji Wiesław Racibowski ps. Robert.

Posłuchaj o przebiegu ucieczki w audycji "Pamięć po latach - 50-lecie akcji w Celestynowie".

- Akcja odbyła się bezbłędnie, pomimo wszystkich niekorzystnych zbiegów okoliczności. Zarówno "Zośka", jak i obserwator z ramienia Kedywu, którym był Adam Borys ps. Pług, oceniali działanie wszystkich jako wybitne. Po tej akcji posypały się Krzyże Walecznych. Kedyw musiał wysoko ocenić tę akcję. Czuliśmy satysfakcję z każdej akcji, ale z uwolnienia więźniów - największą – wspominał Stanisław Sieradzki ps. Świst.

"Zośka" po tej akcji został awansowany do stopnia podporucznika. Po Celestynowie przeprowadzono jeszcze dwie akcje odbijania więźniów. Z jakim skutkiem? Posłuchaj audycji "Pamięć po latach - 50-lecie akcji w Celestynowie".

seb

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Akcja pod Arsenałem: odbić "Rudego" z rąk Gestapo

Ostatnia aktualizacja: 26.03.2020 06:00
- Mimo lat, jakie upłynęły od tych chwil, wydaje mi się, że pamiętam dobrze wszystkie szczegóły akcji. Najwyraźniej jednak rysuje mi się w pamięci obraz grupki uwolnionych. Trudno zapomnieć tę falę radości - wspominał Stanisław Broniewski ps. Orsza, dowódca akcji pod Arsenałem.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Tadeusz Zawadzki ps. Zośka - dowódca owiany legendą

Ostatnia aktualizacja: 24.01.2020 06:00
- Wszyscy chcieli mu dorównać, podciągnąć swe słabostki, podłości, tchórzostwo. "Zośka" był dla nas i ojcem, i przyjacielem, trudno do końca określić kim - powiedział Stanisław Nowakowski, żołnierz batalionu "Zośka".
rozwiń zwiń