Redakcja Polska
Dodaj w Google

Dodaj nas do preferowanych źródeł w Google, aby nasze wiadomości wyświetlały Ci się na górze wyników wyszukiwania

Brazylia, Serbia i Izrael przed wyborami. Polaryzacja i walka o przyszłość władzy

24.10.2026 14:30
W Brazylii o prezydenturę walczą urzędujący Luiz Inacio Lula da Silva i Flavio Bolsonaro, syn byłego prezydenta skazanego za próbę zamachu stanu. W Serbii wspierany przez studentów ruch rzuca wyzwanie obozowi Aleksandara Vuczicia, a w Izraelu głosy arabskiej mniejszości mogą przesądzić o tym, kto utworzy rząd. We wszystkich trzech krajach kampanie ujawniają głębokie podziały społeczne, spory o przyszłość instytucji państwowych i walkę o polityczny wpływ.
Audio
  • Ostatnie sondaże przed wtorkowymi wyborami parlamentarnymi w Izraelu nie dają większości żadnej z partii. Zarówno obóz premiera Benjamina Netanjahu jak i opozycja mogą mieć problem z utworzeniem rządu. [posłuchaj]
Luiz Incio Lula da Silva, Aleksandar Vuić, Benjamin Netanyahu
Luiz Inácio Lula da Silva, Aleksandar Vučić, Benjamin NetanyahuFoto: zdjęcia polityków: Reuters, zdjęcia flag: Canva

Brazylia: możliwy powrót prawicy i porównania z Donaldem Trumpem

W drugiej turze wyborów prezydenckich w Brazylii urzędujący prezydent Luiz Inacio Lula da Silva zmierzy się z prawicowym senatorem Flaviem Bolsonaro, synem byłego szefa państwa Jaira Bolsonaro. Były prezydent, określany niekiedy mianem „Trumpa tropików”, odbywa karę 27 lat pozbawienia wolności za próbę zamachu stanu i nie może sam ubiegać się o urząd.

Perspektywa zwycięstwa jego syna budzi skojarzenia z powrotem Donalda Trumpa do Białego Domu w 2024 r. W obu państwach radykalna prawica zachowała zdolność mobilizowania zwolenników mimo wcześniejszych porażek wyborczych. W USA po przegranej Trumpa w 2020 r. jego sympatycy zaatakowali Kapitol, kwestionując wyniki głosowania. W Brazylii, po porażce Jaira Bolsonaro w wyborach w 2022 r., jego zwolennicy domagali się interwencji wojska, a następnie przeprowadzili szturm na budynki rządowe w Brasílii.

Politolog Bhreno Vieira z Uniwersytetu Federalnego w Pernambuco ocenił, że oba przypadki łączy niechęć części radykalnej prawicy do zaakceptowania przekazania władzy oraz zdolność do dalszej mobilizacji politycznej. Zwrócił jednak uwagę na istotną różnicę: w Stanach Zjednoczonych do władzy powrócił sam Trump, podczas gdy w Brazylii rolę politycznego następcy Jaira Bolsonaro może przejąć jego syn.

Flavio Bolsonaro zapowiada uwolnienie ojca oraz działania na rzecz amnestii dla osób skazanych w związku z próbą podważenia porządku konstytucyjnego na przełomie 2022 i 2023 r. Opowiada się również za zmianami w Sądzie Najwyższym, w tym usunięciem sędziów, których uważa za swoich politycznych przeciwników. Zdaniem Vieiry jego zwycięstwo mogłoby zagrozić brazylijskim instytucjom demokratycznym i doprowadzić do dalszego rozwoju populistycznego projektu o autorytarnych cechach.

Nie wszyscy analitycy uznają jednak porównania z USA za trafne. Fernando Brancoli z Federalnego Uniwersytetu w Rio de Janeiro ostrzega, że skupianie się na podobieństwach może przesłaniać różnice między systemami politycznymi obu państw. Jego zdaniem nie należy zakładać, że Brazylia jedynie z opóźnieniem powtarza scenariusz amerykański.

Gospodarka nie przesądza o wyniku wyborów

Wybory w Brazylii pokazują również, że dobre wskaźniki gospodarcze nie muszą gwarantować poparcia dla rządzących. Podczas prezydentury Luli kraj osiągnął stosunkowo dobre wyniki ekonomiczne, szczególnie w zakresie bezrobocia. Mimo to w pierwszej turze więcej głosów uzyskał Flavio Bolsonaro, a przed drugą turą jego przewaga w sondażach miała zmniejszyć się do około jednego punktu procentowego, mieszcząc się w granicach błędu statystycznego.

Na niekorzyść urzędującego prezydenta działają rosnące koszty życia, zadłużenie gospodarstw domowych i obawy związane z przestępczością zorganizowaną. Społeczeństwo pozostaje też podzielone w kwestiach ideologicznych, religijnych i kulturowych. Część wyborców odrzuca Lulę nie ze względu na stan gospodarki, lecz z powodu poglądów politycznych lub oceny sytuacji bezpieczeństwa.

Flavio Bolsonaro zapowiada obniżenie podatków, ograniczenie wydatków publicznych i wzmocnienie sektora prywatnego. Jednocześnie deklaruje utrzymanie popularnych programów pomocy społecznej, nie wyjaśniając szczegółowo, jak zamierza sfinansować te zobowiązania.

Politolog Jorge Gomes z Federalnego Uniwersytetu w Campina Grande ocenił, że kandydat próbuje połączyć sprzeczne oczekiwania wyborców: niższe podatki i ograniczenie roli państwa z utrzymaniem świadczeń społecznych. W jego ocenie taki program może oznaczać ukryte koszty dla najuboższych.

Niepokój budzą także możliwe konsekwencje dla środowiska. Za rządów Jaira Bolsonaro tempo wylesiania Amazonii znacząco wzrosło, a po powrocie Luli do władzy ponownie spadło. Program Flavia Bolsonaro nie zawiera szczegółowych zobowiązań dotyczących ochrony środowiska.

Zwycięstwo prawicowego kandydata w pierwszej turze zostało pozytywnie przyjęte przez część inwestorów. Brazylijska giełda wzrosła wówczas o ponad 8 proc., a real umocnił się wobec dolara. Ekonomiści przestrzegają jednak, że krótkoterminowy entuzjazm rynków nie musi oznaczać długofalowych korzyści dla gospodarki. Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii Joseph Stiglitz ostrzegł, że zwycięstwo Bolsonaro mogłoby osłabić inwestycje i wzrost gospodarczy oraz pogłębić nierówności społeczne.

Serbia: studenci rzucają wyzwanie wieloletniej dominacji Vuczicia

W Serbii przedterminowe wybory parlamentarne odbywają się po niemal dwóch latach protestów społecznych, które wybuchły po zawaleniu się części dachu dworca kolejowego w Nowym Sadzie. Głównymi rywalami są obóz byłego prezydenta Aleksandara Vuczicia, związany z Serbską Partią Postępową (SNS), oraz lista „Studenci Zwyciężają”, stanowiąca najpoważniejsze od lat wyzwanie dla rządzących.

Kampanię zdominowały polaryzacja, wzajemne oskarżenia i spory o wiarygodność politycznych przeciwników. Obóz Vuczicia podkreślał znaczenie wzrostu gospodarczego, inwestycji zagranicznych, projektów infrastrukturalnych i stabilności państwa. Zapewniał również o zdolności do utrzymywania dobrych relacji z Unią Europejską, Rosją, Chinami i Stanami Zjednoczonymi.

Przedstawiciele władz kwestionowali jednocześnie kompetencje ruchu studenckiego do sprawowania rządów i sugerowali jego zależność od zagranicznych ośrodków wpływu. Lista studencka uczyniła natomiast głównymi postulatami walkę z korupcją, odpowiedzialność polityczną oraz odbudowę niezależnych instytucji państwowych.

Studenci domagają się wolności mediów, uczciwych wyborów i konsekwencji wobec urzędników podejrzewanych o nielegalną działalność. Ich ruch zyskał znaczenie w następstwie protestów, które podważyły zaufanie części społeczeństwa do władz.

Przedwyborcze doniesienia wskazywały także na nierówne warunki rywalizacji. Organizacja BIRN informowała o przypadkach wymagania od pracowników sektora publicznego podpisywania deklaracji poparcia dla rządzącej SNS oraz zobowiązania do pozyskiwania głosów wśród krewnych i znajomych.

Serbska organizacja CRTA odnotowała 430 przypadków negatywnej kampanii, utrudniania działań przedwyborczych, wywierania presji i przemocy wobec rywali. Według raportu niemal wszystkie odnotowane rzypadki nadużyć i dyskredytowania przeciwników dotyczyły przedstawicieli władz.

Różnice widać również w finansowaniu kampanii. Według danych serbskiej Agencji ds. Zwalczania Korupcji kandydaci, z wyłączeniem list mniejszości narodowych, przeznaczyli na kampanie ponad 8,5 mln euro. Obóz rządzący wydał około 4 mln euro, czyli mniej więcej dwa razy więcej niż jego najpoważniejsi rywale. Lista studencka zebrała natomiast 1,97 mln euro dzięki darowiznom od około 26 tys. osób, finansując kampanię niemal wyłącznie ze środków prywatnych.

Między Brukselą, Moskwą i Pekinem

Mimo ostrego sporu wewnętrznego stanowiska głównych rywali w Serbii w wielu kwestiach polityki zagranicznej pozostają zbliżone. Dotyczy to przede wszystkim relacji z Rosją, Chinami i Stanami Zjednoczonymi, a także stosunku do Kosowa.

Obóz Vuczicia opowiada się za kontynuacją polityki równoważenia wpływów międzynarodowych. Serbia ma nadal dążyć do członkostwa w Unii Europejskiej, jednocześnie utrzymując bliskie relacje z Moskwą i Pekinem. Władze sprzeciwiają się nakładaniu sankcji na Rosję w związku z jej inwazją na Ukrainę oraz wykluczają członkostwo Serbii w NATO, pozostając jednak otwarte na współpracę z Sojuszem.

Chiny są dla Belgradu ważnym partnerem gospodarczym, szczególnie w zakresie inwestycji i infrastruktury. Niezmiennie istotną kwestią pozostaje również Kosowo, którego niepodległości ogłoszonej w 2008 r. Serbia nie uznaje.

Lista studencka prezentuje w tych sprawach stanowisko zbliżone do obecnych władz. Także opowiada się za neutralnością, utrzymaniem tradycyjnych relacji z Rosją, pogłębianiem współpracy z Chinami i USA oraz zachowaniem Kosowa w granicach Serbii. W swoim programie deklaruje jednocześnie poszanowanie prawa międzynarodowego i integralności terytorialnej państw, w tym Ukrainy.

Studenci zapowiadają jednak korektę polityki w niektórych obszarach. Chcą zrewidować procedury nadzwyczajnego przyznawania serbskiego obywatelstwa, a także zwiększyć pomoc humanitarną dla Palestyńczyków i sprzeciwić się udziałowi Serbii w działaniach zmierzających do zniszczenia narodu palestyńskiego. Byłaby to zmiana w stosunku do dotychczasowej polityki, wobec której pojawiały się doniesienia o dostawach amunicji z Serbii do Izraela podczas wojny w Strefie Gazy.

Charakterystycznym elementem kampanii jest ograniczona obecność tematu integracji europejskiej. Mimo że Serbia pozostaje krajem kandydującym do UE, członkostwo we Wspólnocie nie stało się centralnym postulatem żadnego z dwóch głównych obozów. Kampanię wyraźnie skoncentrowaną na integracji europejskiej prowadziła jedynie koalicja „Europejska Serbia”, której poparcie miało balansować na granicy progu wyborczego.

Izrael: arabscy wyborcy mogą przesądzić o wyniku wyborów

W Izraelu kluczowe znaczenie dla wyniku wyborów parlamentarnych może mieć głosowanie arabskiej mniejszości, stanowiącej niemal 22 proc. ludności kraju. Sondaże wskazują, że ani blok premiera Benjamina Netanjahu, ani jego przeciwnicy nie zdobędą samodzielnej większości w 120-osobowym Knesecie. W tej sytuacji partie reprezentujące arabskich obywateli Izraela mogą odegrać istotną rolę w rozmowach o utworzeniu nowego rządu.

Dla części palestyńskich obywateli Izraela wybory są szansą na przeciwstawienie się polityce prawicowego rządu i zwiększenie wpływu na decyzje państwa. Said Kabet, 55-latek, który przez całe życie bojkotował głosowania, zapowiedział, że tym razem odda głos. Jak powiedział agencji AFP, absencja wyborcza oznaczałaby wzmocnienie skrajnie nacjonalistycznych polityków, w tym Itamara Ben Gwira i Becalela Smotricza.

W sierpniu Smotricz zapowiedział plan „judaizacji” Galilei i Negewu, regionów zamieszkanych przez liczną społeczność arabską. Zakłada on osiedlenie tam miliona dodatkowych Żydów i ograniczenie rozbudowy arabskich miejscowości.

Choć arabscy obywatele Izraela mają formalnie takie same prawa obywatelskie jak żydowscy mieszkańcy kraju, od dziesięcioleci mierzą się z nierównościami społecznymi i dyskryminacją. Jednym z najpoważniejszych problemów pozostaje przestępczość. Według izraelskiej organizacji Inicjatywa Abrahama wskaźnik zabójstw wśród arabskich obywateli jest ponad 22 razy wyższy niż wśród żydowskich mieszkańców. Organizacje społeczne oskarżają policję o niewystarczające działania, natomiast służby wskazują na brak współpracy ze strony lokalnych społeczności.

Po ataku Hamasu z 7 października 2023 r. nasiliły się także ograniczenia dotyczące swobody wypowiedzi. Według organizacji prawniczej Adalah izraelska policja rozpędzała demonstracje antywojenne, ograniczała eksponowanie palestyńskich flag i zatrzymywała setki osób w związku z wpisami publikowanymi w mediach społecznościowych.

W wyborach startują dwie listy reprezentujące arabskich wyborców: konserwatywna obyczajowo Raam, nastawiona na współpracę z żydowskimi ugrupowaniami, oraz Zjednoczona Lista, skupiająca trzy partie o bardziej lewicowym i propalestyńskim profilu. Sondaże przewidują, że mogą one zdobyć odpowiednio pięć i osiem mandatów.

Według badań zarówno koalicja prawicowych i religijnych ugrupowań sprzymierzonych z Netanjahu, jak i blok opozycyjny pod przywództwem emerytowanego generała Gadiego Ajzenkota mogą uzyskać około 50 miejsc w Knesecie. Do utworzenia większościowego rządu potrzeba co najmniej 61 głosów, dlatego poparcie arabskich posłów może okazać się decydujące.

Szczególną rolę może odegrać Raam. Jej lider Mansur Abbas przełamał w 2021 r. polityczne tabu, wprowadzając po raz pierwszy arabską partię do izraelskiej koalicji rządzącej. Tegoroczna kandydatura Joawa Segalowicza, byłego wysokiego rangą funkcjonariusza policji, na drugim miejscu listy ugrupowania ma dodatkowo podkreślać jego gotowość do współpracy ponad podziałami.

Strategia Abbasa budzi jednak sprzeciw części arabskiej społeczności, która zarzuca mu przedkładanie korzyści politycznych nad sprawę palestyńską. Zjednoczona Lista zajmuje w tej kwestii bardziej zdecydowane stanowisko i nie zabiega o bezpośredni udział w rządzie, choć jej liderzy deklarują gotowość do udzielenia zewnętrznego poparcia gabinetowi, który odsunąłby Netanjahu od władzy.

Przeszkodą mogą być deklaracje żydowskich polityków. Zarówno Netanjahu, jak i Ajzenkot wykluczają utworzenie koalicji z arabskimi ugrupowaniami. Jeżeli jednak po wyborach żadna ze stron nie będzie w stanie zgromadzić wymaganej większości, presja na znalezienie pragmatycznego rozwiązania może wzrosnąć.

Netanjahu uczynił możliwość współpracy opozycji z partiami arabskimi jednym z głównych tematów kampanii. Na plakacie wyborczym przedstawiono premiera naprzeciwko polityków opozycji, z Abbasem umieszczonym pośrodku, a hasło „Prawica albo Palestyna” miało sugerować, że zwycięstwo przeciwników rządu uzależniłoby władzę od arabskich polityków.

Palestyńscy obywatele Izraela to w większości potomkowie Arabów, którzy pozostali na terenach nowo powstałego państwa żydowskiego po wojnie w 1948 r. i uzyskali izraelskie obywatelstwo. Ich sytuacja różni się od położenia Palestyńczyków na okupowanym Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy, którzy nie mają izraelskiego obywatelstwa ani prawa głosu w wyborach do Knesetu.

Wybory jako sprawdzian zaufania społecznego

Sytuacja w Brazylii, Serbii i Izraelu pokazuje, że współczesne kampanie wyborcze coraz częściej wykraczają poza tradycyjną rywalizację programów gospodarczych. W centrum sporów znajdują się również kwestie tożsamości, bezpieczeństwa, praw obywatelskich, wiarygodności instytucji i granic politycznego kompromisu.

W Brazylii stawką jest między innymi przyszłość ruchu Bolsonaro oraz odporność instytucji demokratycznych na presję populistycznej prawicy. W Serbii głosowanie może określić, czy wieloletnia dominacja obozu Vuczicia zostanie przełamana i czy możliwa będzie odbudowa niezależności instytucji państwowych. W Izraelu natomiast o układzie sił w parlamencie może przesądzić udział arabskiej mniejszości i gotowość głównych bloków do współpracy z jej przedstawicielami.

We wszystkich trzech państwach wynik wyborów zależy nie tylko od ocen rządzących, lecz także od tego, czy wyborcy wierzą w możliwość zmiany i skuteczność własnego głosu. Dobre wskaźniki gospodarcze nie gwarantują poparcia, obietnice stabilności nie zawsze przekonują społeczeństwo, a niewielkie ugrupowania lub grupy wyborców mogą odegrać kluczową rolę w rozstrzygnięciu politycznego sporu.

Wspólnym mianownikiem pozostaje walka o zaufanie obywateli. To od niego zależy nie tylko to, kto obejmie władzę, lecz także to, czy po wyborach możliwe będzie ograniczenie napięć i odbudowa społecznego przekonania, że instytucje państwa służą wszystkim obywatelom.

PAP/IAR/pż

Zobacz więcej na temat: Brazylia Serbia Izrael

„Sobowtóry” Putina. Jak Kreml buduje międzynarodową sieć dezinformacji

22.10.2026 17:00
Rosyjska machina propagandowa podszywa się pod zachodnie media, fabrykuje fałszywe informacje i wykorzystuje sztuczną inteligencję do wpływania na opinię publiczną. Śledztwo dziennikarskie ujawnia kulisy działania sieci Doppelganger, jej powiązania z administracją Władimira Putina oraz metody wykorzystywane do osłabiania poparcia dla Ukrainy i podsycania społecznych konfliktów w Europie.

Amerykańskie wybory bez izraelskich wpływów? Lobby AIPAC rezygnuje z oficjalnego wspierania kandydatów

23.10.2026 11:00
Proizraelska organizacja lobbingowa AIPAC ogłosiła, że przestanie oficjalnie popierać kandydatów w wyborach w USA i bezpośrednio finansować ich kampanie. Decyzja ma związek z rosnącą niechęcią Amerykanów do Izraela – ocenił w czwartek portal Middle East Eye

Kreml: Moskwa i Kijów wznowią negocjacje pokojowe. Stany Zjednoczone mediatorem

23.10.2026 13:46
Bezpośrednie negocjacje między Rosją a Ukrainą, prowadzone przy mediacji Stanów Zjednoczonych, są zaplanowane na listopad w Abu Zabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich – poinformował w piątek rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.