Nocny atak Rosji na Ukrainę, przeprowadzony m.in. w obwodzie lwowskim, niedaleko granicy z Polską, zwrócił uwagę nie tylko skalą uderzenia, lecz także możliwym użyciem nowego typu uzbrojenia. Według dostępnych informacji Rosjanie mogli zastosować hipersoniczny pocisk balistyczny pośredniego zasięgu Oresznik – broń, która wciąż pozostaje w fazie testów i jest objęta ścisłą tajemnicą.
Jak wyjaśnia Bartłomiej Wypartowicz z Defence24, Oresznik to pocisk balistyczny poruszający się z prędkością około 13 tysięcy kilometrów na godzinę. Każdy pocisk balistyczny osiąga prędkości hipersoniczne, co sprawia, że jego zwalczanie jest wyjątkowo trudne. Ukraina nie dysponuje obecnie systemami obrony przeciwrakietowej przystosowanymi do przechwytywania tego typu celów, co czyni Oresznika poważnym wyzwaniem militarnym.
Broń ta była dotąd testowana w ograniczonym zakresie. Pierwsze użycie miało miejsce w ubiegłym roku na jednym z poligonów, a jedna z kolejnych prób zakończyła się rozpadem pocisku w powietrzu. Obecny atak może być pierwszym skutecznym bojowym użyciem tego systemu. Nadal nie jest jasne, jaki był jego cel – początkowo pojawiały się informacje o uderzeniu w magazyn gazu, jednak strona ukraińska je zdementowała.
Oresznik może przenosić kilka niezależnie naprowadzanych ładunków w konfiguracji MIRV, co czyni go szczególnie groźnym w atakach na infrastrukturę krytyczną. Rosja często wykorzystuje drogie i zaawansowane systemy rakietowe właśnie do tego typu uderzeń, starając się sparaliżować kluczowe elementy zaplecza państwa.
Nie wiadomo, ile takich pocisków znajduje się w rosyjskim arsenale. Szacuje się, że produkcja jednego egzemplarza może trwać około pół roku, jednak brak jest wiarygodnych danych na temat skali produkcji. Dodatkową niewiadomą jest kwestia rozmieszczenia systemów przenoszenia Oresznika – jeden z nich miał niedawno trafić na Białoruś, choć nie ma potwierdzenia, czy wraz z nim rozmieszczono same rakiety.
Eksperci podkreślają, że jednorazowe użycie Oresznika nie zmienia zasadniczo przebiegu wojny. Sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby Rosja była w stanie przeprowadzać regularne ataki z użyciem tej broni. Wówczas brak skutecznej obrony przeciwrakietowej mógłby stać się dla Ukrainy poważnym problemem.
Państwa NATO teoretycznie dysponują systemami zdolnymi do zwalczania pocisków balistycznych, takimi jak amerykański SM-3, izraelski Arrow 3 czy system THAAD. Ich realna skuteczność wobec Oresznika pozostaje jednak niezweryfikowana, zwłaszcza jeśli pocisk wyposażony jest w środki przełamywania obrony przeciwrakietowej lub używany jest w ramach skoordynowanego, wielowektorowego ataku.
Znaczenie Oresznika wykracza poza wymiar czysto militarny. Jego użycie ma silny aspekt propagandowy. Bliskość ataku do granic NATO sprawia, że jest to czytelny sygnał odstraszający, skierowany nie tylko do Ukrainy, ale również do państw Zachodu, w tym Polski. Wpisuje się to w szerszy kontekst polityczny i militarny, w którym Rosja demonstruje gotowość do eskalacji i podkreśla swoje możliwości technologiczne.
Jak zauważa Bartłomiej Wypartowicz, Oresznik nie jest cudowną bronią, która sama w sobie odmieni losy wojny. Jest jednak realnym narzędziem nacisku – zarówno na polu walki, jak i w sferze narracji strategicznej – i dlatego jego pojawienie się nie powinno być bagatelizowane.
pż