Andrzej Poczobut opuścił białoruski łagier 28 kwietnia, ale już wtedy zapowiedział, że zamierza wrócić na Białoruś, gdzie zostali ludzie, którzy w niego wierzą. Działacz Związku Polaków na Białorusi i korespondent "Wyborczej" chciał odwiedzić m.in. swoje rodzime Grodno. Udało mu się to po tym, jak 8 września przekroczył granicę Polski z Białorusią.
Dziennikarz podczas pobytu na Białorusi odwiedził między innymi Mińsk, Wołkowysk i Kobryń - poinformowała Wyborcza.pl. Rozmawiał z działaczami Związku Polaków na Białorusi, a także z innymi byłymi więźniami politycznymi. "W więzieniu Żodzina byliśmy w sąsiednich celach. Ja w 210, doktór Lubiecki w 209, a Andżelika w 216. Dziś spotkaliśmy się w Mińsku w zupełnie innym świecie" - napisał.
Poczobut spotkał się również ze swoją rodziną, ale jednocześnie zatęsknił za znajomymi. "W Grodnie najbardziej brakuje znajomych, których dziś łatwiej spotkać w Białymstoku, Warszawie czy Wilnie. Nigdy wcześniej nie mogłem przejść przez centrum i nie zobaczyć znajomej twarzy. Teraz to jest codzienność. Kiedy spotkałem na pl. Sowieckim znajomego, patrzył na mnie jak na UFO. I każdy z moich znajomych, z kim rozmawiałem w Grodnie, miał takie uczucie" - zrelacjonował dziennikarz.
Białoruskie władze aresztowały Andrzeja Poczobuta 25 marca 2021 roku pod zarzutem rzekomej gloryfikacji totalitaryzmu, "podżegania do nienawiści" i działań godzących w bezpieczeństwo państwa.
Grodzieński sąd obwodowy skazał go na osiem lat więzienia z możliwością odbycia kary w kolonii o zaostrzonym rygorze. Dziennikarz nie zamierzał jednak prosić Łukaszenki o ułaskawienie.
Wolność odzyskał w ramach międzynarodowej wymiany więźniów. Białoruskie władze wydały mu paszport i obiecały, że będzie mógł wrócić do kraju - podała Wyborcza.pl.
Poczobut planuje wybrać się do USA i Kanady, aby spotkać się z Polonią.
wiadomosci.gazeta.pl/pż