Tegoroczna gala rozdania nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej, choć zdominowana przez wielkie hollywoodzkie produkcje, stała się areną spektakularnego sukcesu polskiego twórcy. Maciek Szczerbowski odebrał Oscara za najlepszy krótkometrażowy film animowany „Dziewczyna, która płakała perłami”.
To poruszająca, tworzona z niezwykłą precyzją animacja, która urzekła jurorów swoją poetycką formą i odejściem od cyfrowego blichtru na rzecz klasycznego rzemiosła. Szczerbowski, odbierając statuetkę wraz z Chrisem Lavisem, nie krył ogromnego wzruszenia, a polscy komentatorzy szybko okrzyknęli ten moment najważniejszym punktem wieczoru dla rodzimego kina. Jak zauważył w studio Krzysiek Połaski (Telemagazyn):
"Jeżeli mamy te krótkie formy, to rzeczywiście jesteśmy w nich mocni. Mam wrażenie, że lepiej sobie radzimy w filmach, które muszą być tak skondensowane, że wszystko jest w punkt wyliczone."
Krzysztof Połaski z Telemagazynu fot. Zygmunt Trziszka/Polskie Radio
Nie był to jedyny polski akcent wieczoru, który elektryzował widzów. Małgorzata Turzańska, nominowana za kostiumy do filmu „Hamnet”, została uznana za jedną z najlepiej ubranych osób na czerwonym dywanie. Choć statuetka ostatecznie trafiła do rąk twórców „Frankensteina”, praca Turzańskiej przy szekspirowskim dramacie została oceniona jako wybitna lekcja stylu i narracji poprzez ubiór.
Ewelina Leszczyńska z Filmwebu fot. Zygmunt Trziszka/Polskie Radio
W środkowej części gali oczy wszystkich zwrócone były na kategorię najlepszego filmu międzynarodowego. Zgodnie z przewidywaniami zwyciężył norweski dramat „Warto jest”, opowiadający o bolesnych pęknięciach wewnątrz nieszczęśliwej rodziny. Werdykt ten wywołał jednak ożywioną dyskusję nad kierunkiem, w którym zmierza Akademia. Część krytyków zarzuciła jurorom nadmierną ostrożność i ucieczkę od tematów stricte politycznych na rzecz bezpieczniejszych, uniwersalnych historii o ludzkich emocjach.
Eksperci zauważyli, że tegoroczna kategoria międzynarodowa była wyjątkowo mocna, a pominięcie takich tytułów jak brazylijski „Tajny agent” czy głosy z Tunezji i Iranu pozostawiło pewien niedosyt. Pojawiły się opinie, że Oscar dla Norwegii to wybór sentymentalny, który choć słuszny pod względem warsztatowym, nie oddaje w pełni skomplikowanej sytuacji społeczno-politycznej współczesnego świata, którą inne nominowane filmy starały się bezkompromisowo punktować.
Głównym zwycięzcą wieczoru został Paul Thomas Anderson, którego „Jedna bitwa po drugiej” zdobyła aż sześć Oscarów, w tym za najlepszy film i reżyserię. Film ten, mimo głosów o pewnej przewidywalności scenariusza, zachwycił Akademię rozmachem i trafną satyrą na współczesność. Noc ta zapisała się w historii również dzięki pierwszemu w dziejach Oscarowi dla kobiety za najlepsze zdjęcia, przyznanemu za film „Grzesznicy”. Nagroda ta została uznana za ostateczne przełamanie barier w jednym z najbardziej zmaskulinizowanych zawodów filmowych na świecie.
Oprócz sukcesów artystycznych, gala była zdominowana przez rozmowy o technologii i przyszłości kina. Zapowiedź przeniesienia przyszłorocznej transmisji na YouTube oraz debata nad wpływem sztucznej inteligencji na branżę pokazały, że Oscary znajdują się w punkcie zwrotnym. Mimo tych niepokojów, tegoroczna noc udowodniła, że autentyczne emocje, polskie rzemiosło i odwaga w przełamywaniu historycznych schematów wciąż stanowią o sile światowej kinematografii.
Film „Jedna bitwa po drugiej” zdominował tegoroczną uroczystość, zdobywając łącznie sześć statuetek. Produkcja Paula Thomasa Andersona triumfowała w najważniejszych kategoriach, w tym za najlepszy film oraz dla najlepszego reżysera, co stanowi kulminacyjny punkt w dotychczasowej karierze tego twórcy.
Największym rywalem zwycięskiego obrazu byli „Grzesznicy” w reżyserii Ryana Cooglera, którzy mimo rekordowej liczby szesnastu nominacji zakończyli wieczór z czterema nagrodami. Wśród tych wyróżnień znalazł się Oscar dla Michaela B. Jordana, który wygrał rywalizację o tytuł najlepszego aktora pierwszoplanowego. Pozostałe statuetki dla filmu Cooglera przyznano w kategoriach technicznych oraz artystycznych, takich jak kostiumy, charakteryzacja oraz scenografia.
Jessie Buckley została triumfatorką 98. ceremonii wręczenia Oscarów, zdobywając statuetkę dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej za rolę w filmie „Hamnet”.
Irlandzka artystka w swoim przemówieniu zadedykowała nagrodę „pięknemu chaosowi matczynego serca”, nawiązując do obchodzonego w dniu gali brytyjskiego Dnia Matki.
Podczas odbierania wyróżnienia Buckley wyraziła głęboką wdzięczność dla męża oraz swojej ośmiomiesięcznej córki, podkreślając wagę wsparcia rodziny w jej karierze.
Zwycięstwo to jest zwieńczeniem niezwykle udanego sezonu dla aktorki, która za tę samą kreację otrzymała wcześniej między innymi Złoty Glob oraz nagrodę BAFTA.
W pozostałych kategoriach aktorskich triumfowała Da’Vine Joy Randolph za rolę w filmie „Grzesznicy”, a statuetkę za scenariusz adaptowany odebrali twórcy filmu „American Fiction”. Wieczór ten zapisał się w historii nie tylko ze względu na liczne nagrody dla Paula Thomasa Andersona, ale również przez nietypowy remis w kategorii najlepszego krótkometrażowego filmu dokumentalnego, co zdarza się niezwykle rzadko w dziejach Amerykańskiej Akademii Filmowej.
PAP/pż