Dokument przenosi widza do niewielkiej wsi Plesza w rumuńskiej Bukowinie. To tam żyje polska mniejszość, a codzienność dwóch zaprzyjaźnionych sąsiadek – Hanki i Bronki – staje się osią opowieści o pamięci, relacjach i czasie, który powoli, niemal niezauważalnie, przekształca otaczającą je rzeczywistość. Film nie opowiada jedynie o jednostkowych losach, ale buduje szerszy obraz świata, w którym historia i codzienność przenikają się na każdym poziomie.
Bukowina, jak podkreśla reżyserka Emilia Śniegowska, jest miejscem szczególnym, w którym przez pokolenia nakładały się na siebie różne kultury, języki i tradycje. Ta wielowarstwowość sprawia, że region trudno opisać w prostych kategoriach – to przestrzeń, w której przeszłość nie została zamknięta, lecz nadal funkcjonuje w życiu mieszkańców. „Bukowina, można powiedzieć, jest taką puszką kulturową” – mówi Śniegowska, zwracając uwagę na wyjątkową intensywność tego przenikania.
Jednym z najbardziej wyrazistych elementów tej rzeczywistości jest język. W mowie mieszkańców można odnaleźć zarówno ślady dawnych form polszczyzny, jak i wpływy innych kultur obecnych w regionie przez stulecia. To język, który nie jest jednorodny, lecz powstał z wieloletniego współistnienia różnych wspólnot. Jak dodaje reżyserka: „Jest to wyjątkowe zupełnie miejsce pod względem kulturowym, ale również językowym”. Ta językowa różnorodność staje się w filmie nie tylko tłem, ale także jednym z kluczowych nośników pamięci.
Początkowo Śniegowska planowała szerszy projekt dokumentalny, obejmujący kilka polskich wsi w Rumunii. Jednak w trakcie pracy kierunek filmu uległ zmianie. Przełomem było spotkanie z Hanką i Bronką, które stały się emocjonalnym i narracyjnym centrum całej opowieści. To wokół ich relacji zaczęła budować się historia, która ostatecznie przyjęła bardziej intymny, obserwacyjny charakter.
Istotnym doświadczeniem podczas realizacji był dla reżyserki brak poczucia inscenizacji czy sztucznego konstruowania rzeczywistości. Jak podkreśla: „W ogóle nie miałam poczucia, że cokolwiek jest na pokaz, wręcz przeciwnie”. Jednocześnie zwraca uwagę, że Bukowina nie funkcjonuje jako skansen – to nadal żywa społeczność, w której tradycje są elementem codzienności, a nie jedynie odtwarzanym dziedzictwem.
Ważnym i emocjonalnie znaczącym etapem produkcji były zdjęcia muzyczne, zrealizowane dopiero po kilku latach pracy nad filmem. Wprowadzenie kapeli do świata przedstawionego stało się jednym z najbardziej symbolicznych momentów całego procesu – elementem, który domknął filmową konstrukcję i nadał jej dodatkowy, niemal metaforyczny wymiar.
Film dotyka również kwestii tożsamości mieszkańców Bukowiny. Bohaterki określają siebie w sposób, który dobrze oddaje złożoność ich doświadczenia – jako „polskie Rumunki”. Ta definicja nie buduje podziału, lecz pokazuje możliwość współistnienia wielu przynależności w jednej osobie i jednej wspólnocie. W tym sensie „Kumotry” stają się opowieścią nie tylko o konkretnym miejscu, ale też o tym, jak pamięć i tożsamość mogą funkcjonować w świecie wielokulturowym.
Premiera filmu w kinach już 12 czerwca.
pż