Między wzmożeniem a codziennością. Polska i Ukraina po czterech latach wojny

Ostatnia aktualizacja: 25.02.2026 12:17
- Jestem pragmatykiem. Po prostu staram się, jeżeli chodzi o Ukrainę, robić różne rzeczy i tyle. Wydaje mi się, że to ma sens, że jest potrzebne i że ktoś to musi robić. Niezależnie od tej reszty świata, a nawet przeciwko niej. Solidarność polega na tym, że trzeba pomagać chłopakom z Donbasu. Konkretnym przyjaciołom na Ukrainie. Konkretnym ludziom, pisarzom na przykład, bo jestem wydawcą literatury ukraińskiej - mówił w Dwójce pisarz Andrzej Stasiuk. 
Jeden z kijowskich punktów niezłomności, miejsc, które stały się odpowiedzią na rosyjskie ataki na infrastrukturę energetyczną. Dają schronienie, ciepło, prąd, internet i podstawową opiekę medyczną w czasie, gdy miasto regularnie pogrąża się w ciemności.
Jeden z kijowskich "punktów niezłomności", miejsc, które stały się odpowiedzią na rosyjskie ataki na infrastrukturę energetyczną. Dają schronienie, ciepło, prąd, internet i podstawową opiekę medyczną w czasie, gdy miasto regularnie pogrąża się w ciemności.Foto: Karol Porwich/East News

Wysłuchaj audycji "O wszystkim z kulturą"<<<

4 lata po rozpoczęciu pełnoskalowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę wróciliśmy do słowa, które w lutym 2022 roku odmieniane było przez wszystkie przypadki: solidarność. Wtedy była odruchem: natychmiastowym, masowym, niemal instynktownym. Dziś pytaliśmy, czym jest po 4 latach wojny: czy nadal oznacza konkretne działanie, czy stała się hasłem zmęczonym, wystawionym na próbę codzienności, sporów i politycznych napięć. W rozmowie z Andrzejem Stasiukiem, Mykołajem Rjabczukiem i Łukaszem Adamskim zastanawialiśmy się, jak zmienia się polsko-ukraińskie doświadczenie wspólnoty, co zostało z pierwszego wzmożenia i czy słowo "budmo" - bądźmy - wciąż brzmi jak realne zobowiązanie.

Czytaj także:

Folkowisko i Linia Frontu. Solidarność w praktyce

Andrzej Stasiuk ma przyjaciela przy granicy ukraińskiej, Marcina Piotrowskiego, który błyskawicznie zorganizował tam pomoc, zakładając Fundację Folkowisko. - Zadzwoniłem do niego: "Marcin, co ja mogę zrobić?". Odpowiedział: "Masz duży samochód, przyjedź i będziesz jeździł. Lubisz jeździć i nie boisz się jeździć na Ukrainę". Tyle. Tak to działało - powiedział pisarz w rozmowie z Małgorzatą Nieciecką-Mac.

- A potem okazało się, że są przyjaciele, którzy chcą pomagać. Nasza Fundacja Linia Frontu, zwykłe, proste chłopaki i dziewczyny, którzy stwierdzili, że trzeba walczyć, bo to jest wojna. Wedle swoich możliwości robimy to wspólnie. Nie używając wielkich słów. Trzeba kupić, trzeba zorganizować pieniądze, trzeba zawieźć, trzeba dbać o to. Tyle - dodał Andrzej Stasiuk.

Na przekór spowszednieniu

Pisarz spotyka się z refleksją, że wojna powszednieje. - To rosyjski zamysł, żeby nam spowszedniała, żebyśmy przestali się interesować. Żeby to się tliło. To mnie mobilizuje, żeby robić to cały czas. Na przekór. Całe życie robiłem na przekór. Na przekór tym, którym ta wojna powszednieje - zaznaczył gość audycji "O wszystkim z kulturą".

W rozmowie powrócił też temat wspierania kultury ukraińskiej. - Kiedy wybuchła wojna, kultura ukraińska stała się w Polsce bardziej popularna. Wydawcy zaczęli wydawać ukraińskie książki, organizować spotkania z twórcami. Wiemy o sobie znacznie więcej. Nareszcie ludzie zaczęli postrzegać Ukrainę jako oddzielny byt państwowy, narodowy i kulturalny, a nie przybudówkę Rosji albo mit "banderowski". Dzięki emigracji zobaczyli, że Ukraińcy są normalnymi ludźmi - zauważył Andrzej Stasiuk.

Emocje opadają. Wojna nie

Literat wrócił też w rozmowie do momentu rosyjskiej inwazji i do tego co działo się wówczas na granicy polsko-ukraińskiej. - To było niebywałe wzmożenie. Obrazy jak z miejsc dotkniętych kataklizmem. Tysiące ludzi uciekających przed wojną, w późnozimowym, szarym krajobrazie. Emocje wznoszą się i opadają. To też polska cecha - poruszamy się między manią a depresją, euforią a zniechęceniem. Ten lęk mi od początku towarzyszył. Jeśli nam spowszednieje, Rosja przyjdzie w ten czy inny sposób. Będziemy żyli w cieniu tej "Godzilli ze Wschodu", apokaliptycznego potwora. Jeżeli tego nie chcemy, trzeba coś robić - ostrzegł.

"Budmo" znaczy dziś: przetrwać

Dla Ukrainy obecna wojna to kwestia przetrwania. - Rosja nie ukrywa chęci eliminacji naszego kraju i narodu. Dziś "budmo" brzmi egzystencjalnie: przetrwamy czy nie? Czy pozostaniemy na globie, czy zostaniemy wymazani? W Ukrainie ta świadomość jest bardzo ostra. Za granicą nie zawsze jest to dobrze rozumiane. Dziś w Kijowie da się przeżyć, choć trudno, pracować. Mój budynek stoi od dwóch miesięcy bez ogrzewania. Ale społeczeństwo radzi sobie, wymienia się informacjami, tworzy sieć wsparcia. Zrozumieliśmy, że to długi dystans. Może lata. Nikt nas nie wyręczy - mówił Mykołaj Riabczuk.

Emocje opadły, relacje zostały

Raport Centrum Mieroszewskiego pokazuje spadek zainteresowania Ukrainą w Polsce. Nie jest radykalny, ale widoczny. Jednocześnie Polacy mają lepszy stosunek do Ukraińców mieszkających na Ukrainie, niż do tych mieszkających w Polsce - różnica sięga około 10 punktów procentowych.

- Podobne procesy zachodzą na Ukrainie. W sierpniu 2022 roku ponad 80 procent Ukraińców miało pozytywny stosunek do Polaków. Rok później - około 67 procent. Potem, pod wpływem doniesień o blokadach granicy i protestach, sympatia spadła o około 25 punktów procentowych. To pokazuje, że trudno utrzymać długotrwałe emocjonalne wzmożenie. Początkowe "zakochanie" ustępuje codzienności. To nie musi być złe, ale wymaga pracy - podkreślał dr Łukasz Adamskizastępca dyrektora Centrum Mieroszewskiego. 

***

Tytuł audycji: O wszystkim z kulturą

PrzygotowanieMałgorzata Nieciecka-Mac

Goście: Andrzej Stasiuk (pisarz, organizator pomocy humanitarnej wysyłanej do Ukrainy), Mykołaj Riabczuk (pisarz, tłumacz, publicysta, honorowy przewodniczący ukraińskiego PEN Clubu), dr Łukasz Adamski (historyk i politolog, zastępca dyrektora Centrum Juliusza Mieroszewskiego)

Data emisji: 24.02.2026

Godz. emisji: 19.10


Czytaj także

Między Warszawą a Kijowem. Historia Domu Ukraińskiego

Ostatnia aktualizacja: 24.02.2026 11:15
Od 2014 roku w Warszawie działa Dom Ukraiński. To miejsce, w którym można uzyskać pomoc prawną dotyczącą legalizacji pobytu obywateli Ukrainy. Działa tu również biblioteka ukraińska i klub literacki, odbywają się spotkania z pisarzami, muzykami oraz wolontariuszami działającymi na rzecz Ukrainy. Dom Ukraiński jest także galerią sztuki – organizowane są tu wystawy sztuki współczesnej i performanse przybliżające kulturę ukraińską.
rozwiń zwiń