Bohaterką "Małego palca pod gilotynę" jest kilkuletnia dziewczynka, która w drugiej połowie lat 80. razem z rodzicami wyjeżdża z Polski do Francji. Trafia do rzeczywistości zupełnie innej od tej, którą znała. Zachodni świat fascynuje, ale potrafi też budzić niepokój. Do dziecięcej codzienności przenikają przy tym wydarzenia wielkiej historii – zarówno tej rozgrywającej się w Polsce, jak i tej z francuskiej przeszłości.
>>> Wysłuchaj rozmowy na platformie podcastowej Polskiego Radia
Dzieciństwo zapamiętana obrazkami i śmiesznymi historiami
Maria Rostocka przyznaje, że tym razem bardzo bezpośrednio czerpała z własnych doświadczeń. Nie próbowała jednak rekonstruować dzieciństwa jako uporządkowanej autobiografii. Jej pamięć zachowała przede wszystkim pojedyncze sytuacje, rodzinne historie i absurdy, które po latach można opowiadać na nowo.
– Wydaje mi się, że to jest trochę charakterystyka mojej rodziny, gdzie faktycznie wszyscy uwielbiają wyłuskiwać różne zabawne, dziwaczne, paradoksalne anegdoty. Latami sobie je powtarzamy, wspominamy. Mam wrażenie, że w ten sposób zapamiętałam większą część swojego dzieciństwa. Ona składa się z takich zabawnych scenek, które możemy sobie potem znowu opowiadać. Wykorzystałam to do pisania scenariusza – mówiła Maria Rostocka podczas spotkania w Programie 2 Polskiego Radia.
Czytaj także:
Rewolucja widziana oczami dziecka
Humor w komiksie spotyka się z wydarzeniami, które same w sobie zabawne nie są. W dziecięcą rzeczywistość wchodzą niedobory w sklepach PRL, polityka czy historia Francji. Szczególne miejsce zajmuje Rewolucja Francuska. Maria Rostocka przebywała we Francji w czasie obchodów jej dwusetnej rocznicy w 1989 roku. Dla dorosłych było to wielkie wydarzenie historyczne i państwowe. Dziecko zapamiętało z niego coś znacznie bardziej konkretnego – wszechobecną gilotynę.
– Na pewno te historie o rewolucji są dosyć specyficzne. Zwłaszcza że moi rodzice do niedawna nie mieli pojęcia, że to mnie aż tak bardzo przerażało. Ścinanie głów, to, że tak strasznie dużo się o tym mówiło i pokazywało w telewizji. Obecność w ogóle takiego narzędzia jak gilotyna – w ikonografii, w szkolnych podręcznikach. Dla mnie to był jednak bardzo duży szok – wspominała.
"Do tego nie potrzeba wielu słów"
Wyjazd do Francji oznaczał również konieczność odnalezienia się w obcym języku. W komiksie autorka wspomina, że w dziecięcych relacjach nie zawsze stanowiło to wielką przeszkodę. "Głównie lubiliśmy się wygłupiać i chichotać. Do tego nie potrzeba wielu słów" – napisała.
– Faktycznie, prawdopodobnie dlatego, że nie było mi tak bardzo łatwo się komunikować słowami, zaczęłam bardzo dużo rysować. A potem obraz okazał się być formą niewystarczającą do komunikacji z innymi. Więc dodałam słowa i w tej chwili rzeczywiście w formie komiksowej czuję się absolutnie najlepiej – zaznaczyła.
***
- Maria Rostocka urodziła się w 1981 roku w Warszawie, w drugiej połowie lat 80. wyjechała z rodzicami i rodzeństwem do Francji.
- Ma nie tylko dyplom z malarstwa, ale również ukończone podyplomowe studia z zakresu arteterapii. Nie chce jednak splatać swojego doświadczenia terapeutycznego z tworzeniem komiksów.
- W książce "Mały palec pod gilotynę" Maria Rostocka inspirowała się własną biografią. Zachodni świat zachwyca ją, ale również wprawia zadziwienie, czasem w niepokój. Odkrywa historię nowego kraju, na przykład przyglądając się obchodom dwusetnej rocznicy Rewolucji Francuskiej, a jednocześnie docierają do niej informacje o sytuacji politycznej w Polsce.
***
Tytuł audycji: Rozmowy na lato
Prowadzi: Marta Strzelecka
Data emisji: 31.08.2026
Godz. emisji: 22.00
Oprac. zuzannachowaniec