Andrzej Chyra: sztuka nie znosi zdrady

Ostatnia aktualizacja: 20.09.2012 19:00
Znakomity aktor opowiada o sobie i swojej pracy prze cały tydzień - od poniedziałku do piątku.
Audio
Kadr z filmu Strajk w reżyserii Volkera Schlndorffa
Kadr z filmu "Strajk" w reżyserii Volkera SchlöndorffaFoto: mat.prasowe

To nie tylko aktor, lecz również reżyser. Andrzej Chyra ukończył wydział reżyserii Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie. Dziś jednak nie ma ambicji związanych z tym dyplomem. Gra w kinie polskim i światowym, w teatrze w kraju i na zachodzie.

Posłuchaj innych audycji z cyklu w serwisie moje.polskieradio.pl >>>
Urodzony w Polkowicach aktor przyznaje, że swojego podwórka nie pamięta. – Zawsze czułem się osobny, dolepiony do rzeczywistości. Ewidentnego wymiaru nabrało to, kiedy poszedłem do liceum w Lubinie, do którego dojeżdżałem – wspominał aktor. Jak przyznał, decyzja o byciu aktorem zapadła dość wcześnie, ale nie oceniał jej jako realnej perspektywy. - Myślałem, że będę…górnikiem. Pochodzę z regionu górniczego i wydawało mi się, że zawody techniczne są dla mnie w oczywisty sposób przeznaczone - wyznaje Andrzej Chyra. Nic więc dziwnego postanowił starać się o przyjęcie nie tylko do Szkoły Teatralnej, ale także do Akademii Górniczo-Hutniczej.

Posłuchaj rozmowy Magdaleny Juszczyk z Andrzejem Chyrą >>> 

O swoich mistrzach, grze w orkiestrze górniczej i imprezach Dziekance aktor opowiadał w pierszym odcinku "Zapisków ze współczesności”. Kolejny zdominowały wspomnienia studenckie, środa to opowieść o pierwszych zawodowych krokach i wyznanie "W wojsku zrozumiałem, że muszę iść na reżyserię". Pierwszy projekt reżyserski Andrzej Chyra realizował dla telewizji, było to jeszcze na 4 roku studiów. Był to... talk show "Wieczór z Alicją". Podczas przygotowania do kolejnego programu telewizyjnego aktor poznał reżysera Krzysztofa Krauzego, który zaproponował mu - jak dziś ocenia sam Chyra, z desperacji - rolę w "Długu". W końcu po długiej 14 latach od skończenia Szkoły Teatralnej aktor zaczął współpracę z Krzysztofem Warlikowski, która była odnalezieniem swojego miejsca. Jak wspomina początki tej współpracy? "Strasznie hulaszcze życie prowadziłem", ale to przede wszystkim niezwykle twórczy czas aktorsko, czas spotkań z niezwykłymi aktorami. Jednym z takich spotkań niewątpliwie była inscenizacja "Tramwaju zwanego pożądaniem" w którym polskiemu aktorowi partnerowała Isabelle Huppert. Był to wymagający projekt także dlatego, że Andrzej Chyra zgodził się w nim zagrać nie znając francuskiego. Jak wspomina tuż przed początkiem prób uderzył się w kuchni i na pierwszą próbę poszedł... ze straszliwie podbitym okiem. Ale to jak wyznaje pozwoliło mu stawić czoła nowemu wyzwaniu. - Mnie zawsze interesowało to, co jest nowe, to co jest poszukiwaniem formy, języka. To nie tylko to, co gram, ale też co sam konsumuję, sam wybieram, oglądam, słucham. Strasznie lubię Bacha, mimo to  bardzo chętnie słucham co robi Paweł Mykietyn czy Agata Zubel - przyznaje Andrzej Chyra. Kończąc swoje wspomnienia artysta wyznaje : wierzę, że ludzie są do czegoś przeznaczeni.  Dar otrzymany może być też przekleństwem. Wielu artystów życia prywatnego nie ma albo je tracą, bo sztuka nie znosi zdrady...

Cykl "Zapisków ze współczesności" z Andrzejem Chyrą przygotowała Anna Lisiecka.


Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Chyra: ufam reżyserom-łobuzom

Ostatnia aktualizacja: 20.04.2012 19:13
- Coś człowiek czuje w drugim człowieku, gdy z nim rozmawia i myśli sobie "Aha, ten facet gada z sensem. Wydaje się, że ma interesujący pomysł, więc czemu nie?" - mówi Andrzej Chyra o swoich relacjach z reżyserami w Dwójce.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Andrzej Chyra: reżyserowanie mnie podnieca

Ostatnia aktualizacja: 08.09.2012 13:11
Aktor zwierzał się w "Sygnałach dnia" w Jedynce ze swoich reżyserskich postępów.
rozwiń zwiń

Czytaj także

"Pisanie jest rzeczą bardziej intymną od łóżka"

Ostatnia aktualizacja: 10.09.2012 15:50
Marek Hłasko – pisarz otoczony legendą – miał biografię, która może zadziwić, a nawet szokować. Polski James Dean, jak go zwano, był jednak tak naprawdę kimś więcej niż tylko buntownikiem i prowokatorem. W Dwójce czytamy jego szczególne wspomnienia: "Pięknych dwudziestoletnich".
rozwiń zwiń