Jednym z najbardziej zaskakujących wątków "Jeziora Stworzenia" są rozważania o neandertalczykach. Jak podkreśliła Rachel Kushner, nie są one jej własnym manifestem, lecz częścią światopoglądu jednego z bohaterów.
Posłuchaj rozmowy w audycji "Wybieram Dwójkę" >>>
– Moim zdaniem neandertalczycy prawdopodobnie rzeczywiście mieli kulturę. Coraz więcej naukowców odkrywa, że byli wyrafinowaną formą życia, posiadającą system wierzeń i zdolność do myślenia abstrakcyjnego. A właśnie tym jest kultura - zdolnością wyobrażania sobie świata i komunikowania się za pomocą symboli. Te rozważania nie są jednak moim własnym filozofowaniem. To poglądy mojego bohatera, Bruna Lacombe'a – mówiła podczas rozmowy w Dwójce.
Francuska prowincja po rewolucji
Bruno Lacombe jest byłym uczestnikiem wydarzeń maja 1968 roku. Po rozczarowaniu polityką przeniósł się na francuską prowincję. Wierzy, że bliższy kontakt z naturą pozwoli odnaleźć alternatywny sposób życia. Jak się okazuje, cechy bohatera silnie korespondują z zainteresowaniami autorki.
– Interesowała mnie historia francuskiego rolnictwa. Choć moja książka nie jest o nim, to po wojnie jedna trzecia Francuzów utrzymywała się z pracy na roli. Dziś to mniej niż dwa procent. Francja utraciła swoją agrarną tożsamość, ale w małych miejscowościach nadal można zobaczyć ludzi żyjących w rytmie dawnych tradycji – wyjaśniła.
Czytaj także:
"Zawsze kibicowałam outsiderom"
Rachel Kushner podkreśliła w rozmowie, że najważniejszy impuls do napisania książki miał charakter emocjonalny. – Powieści rodzą się u mnie z dużo głębszego instynktu niż z tego, co przeczytam w książkach. Czytam nieustannie, ale postacie buduję przede wszystkim intuicyjnie. Kiedy byłam dzieckiem, zawsze było mi żal neandertalczyków. Wydawali mi się kimś, z kogo wszyscy się śmieją tylko dlatego, że przegrali. Zawsze kibicowałam outsiderom. Dziś, dzięki badaniom genetycznym, wiemy o nich coraz więcej. Interesowała mnie postać człowieka, który próbuje odpowiedzieć na pytanie, w którym momencie ludzkość skręciła w złą stronę – powiedziała.
– Możemy się chyba zgodzić, że żyjemy na planecie, która wymknęła się spod kontroli, że mamy mentalność wzrostu za wszelką cenę. Bruno opisuje współczesne życie tak, jakbyśmy byli uwięzieni w lśniącej, bezzałogowej wyścigówce pędzącej ku zagładzie. Pytanie brzmi: jak z niej wysiąść? – dodała pisarka w "Wybieram Dwójkę".
Agentka, która nie jest bohaterką
Drugą osią powieści jest historia Sadie, byłej agentka FBI działającej pod przykryciem w środowisku ekologicznych aktywistów. Jak zaznaczyła autorka, inspiracją do jej charakterystyki były prawdziwe przypadki infiltracji ruchów społecznych w Stanach Zjednoczonych i Europie.
– Obserwowałam sprawę agentki FBI, która wciągała w pułapkę ludzi związanych z ruchami lewicowymi. Pomyślałam wtedy: jaki człowiek robi coś takiego? To postacie niemal bardziej z literatury niż z prawdziwego życia. Agenci wpływu, prowokatorzy, którzy sami namawiają innych do radykalnych działań. Chciałam wyobrazić sobie taką osobę. Sadie jest więc trochę diabłem, który przychodzi, by skusić idealistów do działań prowadzących do katastrofy – tłumaczyła Rachel Kushner.
"To są moi ludzie"
Choć bohaterowie tworzą komunę daleką od ideału, finalistka Nagrody Bookera nie ukrywa, że darzy ich sympatią. – Nie chciałabym mieszkać w komunie. Jestem produktem amerykańskiego indywidualizmu i pewnie zawsze będę chciała, żeby wszystko układało się po mojemu. Ale jednocześnie to są moi ludzie. W życiu spotykam się z anarchistami i ludźmi z ultralewicy. Nie chciałam jednak ich idealizować. Komuna ma swoje problemy. Kiedy próbuje się stworzyć coś nowego, bardzo często wracają stare schematy. Interesuje mnie prawda, a nie romantyczna wizja świata – zaznaczyła.
Jak dodała, nie uważa ich wysiłków za porażkę. – Nie zgadzam się z tym, że ponoszą klęskę. Wyjeżdżają z miasta, uprawiają własne jedzenie, tworzą wspólnotę, wspierają lokalnych rolników. To naprawdę coś znaczy – podkreśliła pisarka.
"Ameryka jest jednocześnie niezwykła i brutalna"
Znaczącym wątkiem książki pozostaje również zderzenie amerykańskiej i francuskiej mentalności. – Jestem amerykańską pisarką i im jestem starsza, tym bardziej interesuje mnie ciężar, ale i przywilej, który się z tym wiąże. Pochodzę ze społeczeństwa hiperprzemocowego. W amerykańskiej wolności istnieje pewien dziki rdzeń. To kraj zbudowany na brutalności, który jednocześnie stworzył niezwykłą kulturę, literaturę, muzykę i sztukę. Kiedy jestem we Francji, uświadamiam sobie, że jest we mnie coś bardzo amerykańskiego. Francuzi mówią: "tego się po prostu nie robi". Żaden Amerykanin nigdy by tak nie powiedział – zaznaczyła.
Thriller z pytaniami o przyszłość
Choć "Jezioro Stworzenia korzysta" z konwencji thrillera szpiegowskiego, Rachel Kushner podkreśla, że od początku zależało jej przede wszystkim na stworzeniu książki, którą czyta się z przyjemnością.
– Pisałam tę powieść z bardzo wyraźnym zamiarem dostarczenia czytelnikowi przyjemności. Krótkie rozdziały miały nieustannie popychać go do dalszej lektury. Ale jednocześnie Bruno zadaje pytania, które są również moimi pytaniami: jak wydostać się z tego olśniewającego samochodu pędzącego ku zagładzie? Jak wrócić do przekonania, że ludzkie życie ma sens i nie sprowadza się wyłącznie do zysku? Bruno wierzy, że ludzie są zasadniczo dobrzy. Ja również chciałam z tym pytaniem zostawić czytelników – podsumowała.
***
Rozmowa: Katarzyna Hagmajer-Kwiatek
Data emisji: 29.06.2026
Godz. emisji: 17.10
Rozmowę wyemitowano w audycji "Wybieram Dwójkę".