Norweski kontrabasista i kompozytor Ole Morten Vågan od lat współtworzy kwartet Macieja Obary, kierował Trondheim Jazz Orchestra, a teraz przygotował premierowy program dla Studia Jazzowego Polskiego Radia.
>>> Wysłuchaj rozmowy w audycji "Wybieram Dwójkę"
Ole Morten Vågan zaznaczył, że pierwszym polskim jazzmanem, którego poznał, był Tomasz Stańko. Miał wtedy czternaście albo piętnaście lat. - Pamiętam, że zarywałem noce, żeby oglądać koncerty transmitowane z festiwalu Jazz Baltica. Często pokazywano je nad ranem w niemieckiej telewizji. Właśnie tam zobaczyłem również Tomasza Stańkę z jednym z jego zespołów. To on był pierwszym polskim artystą, którego świadomie poznałem - zaznaczył.
- Później zacząłem grać z Maciejem Obarą. Współpracujemy już od około czternastu lat i było to jedno z najważniejszych spotkań w moim życiu muzycznym. Sposób, w jaki razem gramy, bardzo różni się od moich doświadczeń z innymi zespołami. Język harmoniczny Macieja, jego melodie i wyobraźnia muzyczna, podobnie jak niezwykle charakterystyczny styl Dominika Wani, wywarły na mnie ogromny wpływ. Obaj mają własny, całkowicie niepowtarzalny głos. Współczesny polski jazz jest niezwykle różnorodny i właśnie to robi na mnie największe wrażenie - mówił w rozmowie z Rochem Sicińskim.
Muzycy inspirują kompozycje
Gość Dwójki zaznaczył też, że wszyscy zaangażowani w jego bieżący projekt artyści są znakomitymi muzykami. - Nigdy nie fascynowało mnie pisanie na klasyczny big-band złożony z sekcji trąbek i puzonów. Znacznie bliższe jest mi myślenie symfoniczne. Lubię zestawiać ze sobą różne barwy – wiolonczelę, skrzypce, puzon, waltornię. Taki sposób komponowania jest dla mnie bardziej naturalny. Jeżeli w zespole spotykają się wyraziste osobowości, mogę pisać z myślą o konkretnych ludziach. W przypadku Marka Pospieszalskiego od początku wiedziałem, w którym miejscu powinien zagrać solo. Już podczas komponowania słyszałem jego brzmienie - wyznał.
- Podczas jednej z prób nie byłem natomiast pewien, kto powinien przejąć solową rolę w innym fragmencie i jak połączyć dwie części utworu. Zostawiłem więc otwartą przestrzeń. Ostatecznie Amalia Umeda i Dominik Wania spontanicznie zagrali duet, który rozwiązał cały problem kompozycyjny. To właśnie takie sytuacje sprawiają, że praca z wybitnymi muzykami jest tak inspirująca - zaznaczył.
Od oberka do Etiopii
Artysta zdradził, że od początku wiedział, że nie chce po prostu zrealizować kolejnego zamówienia kompozytorskiego. Zależało mu na stworzeniu muzyki, która będzie należeć wyłącznie do tego zespołu.
Plakat koncertu
- Mam wiele gotowych kompozycji, które teoretycznie mógłbym wykorzystać, ale uznałem, że nie miałoby to sensu. Wszystko napisałem od początku z myślą o tych konkretnych muzykach. Kiedy poznajesz wykonawców i obserwujesz ich działalność, oni sami stają się źródłem inspiracji. Maniucha Bikont współtworzy zespół Tęgie Chłopy. W przeszłości dużo zajmowałem się muzyką ludową Europy Wschodniej, przede wszystkim bałkańską, ale z takim rodzajem polskiego folkloru wcześniej się nie zetknąłem - zaznaczył.
- Jednym z pierwszych utworów, jakie usłyszałem w wykonaniu tego zespołu, był oberek. Postanowiłem wykorzystać jego rytm i fragment melodii w jednej z moich kompozycji. Co ciekawe, ten puls przypominał mi rytmy, nad którymi pracowałem wcześniej, słuchając muzyki z Etiopii i Erytrei. To charakterystyczne, falujące metrum, które można odczuwać na wiele sposobów. Podobne rozwiązania rytmiczne odnajduję również w norweskiej muzyce ludowej. Powstał więc utwór, w którym spotykają się inspiracje oberkiem i muzyką etiopską - zaznaczył Ole Morten Vågan w Dwójce.
***
Przygotowanie: Roch Siciński
Gość: Ole Morten Vågan
Data emisji: 23.07.2026
Godzina emisji: 17.10
Materiał wyemitowano w audycji "Wybieram Dwójkę".
Opracowanie: Oskar Łapeta/am