Wysłuchaj audycji "Kwadrans bez muzyki"<<<
Wraca jedna z najbardziej nieszablonowych produkcji ostatnich lat: teatralna inscenizacja madrygałów Claudia Monteverdiego w jednym z barów mlecznych w Krakowie. Przy stole, na stole, w czasie konsumpcji, po konsumpcji, bez wyraźnego podziału na wykonawców i publiczność. W towarzystwie artystów zajrzeliśmy do tej nietypowej sali koncertowej.
Bezdomna orkiestra i kamienica z czasów Monteverdiego
Reżyser relacjonował, że praca nad tym przedsięwzięciem była dla niego prosta. - Po pierwsze, Capella Cracoviensis jest bezdomną instytucją. Nie jest przypisana do żadnego budynku ani sali koncertowej. Dostając propozycję od dyrektora Tomka Adamusa, by zrobić teatr muzyczny i rozwinąć jakąś formułę z jego muzykami, musiałem najpierw odpowiedzieć sobie na pytanie: gdzie? Zorientowałem się, że bar mleczny "Żaczek" przy Grodzkiej mieści się w kamienicy wybudowanej w czasach, kiedy żył Monteverdi - tłumaczył Cezary Tomaszewski w rozmowie z Jakubem Kuklą.
Monteverdi przy ceracie. Muzyka dawna w miejscu ponad podziałami
Bar mleczny to miejsce ponad podziałami. Stołują się tam studenci, osoby z problemami finansowymi, ale też biznesmeni. - Udział w tym projekcie to dla mnie wielkie zaskoczenie. To też moja pierwsza współpraca z Capella Cracoviensis i właściwie pierwszy spektakl, który zrobiłem. Byłem świeżo po wydziale wokalnym Akademii Muzycznej. Jak większość świeżo upieczonych absolwentów, o muzyce Monteverdiego myślałem z pewnym pietyzmem. Na pewno nie kojarzył mi się z barem mlecznym. Cezary zburzył tę wizję i pokazał, że ta muzyka brzmi w barze całkiem nieźle. I że opowiada o zwyczajnych rzeczach, które dzieją się między zwyczajnymi ludźmi - wyznał na antenie Dwójki bas Sebastian Szumski.
Nie koncert, lecz współuczestnictwo
Cezary Tomaszewski chciał zaakcentować wspólnotowy kontekst prezentowania tej muzyki. - Bar to przestrzeń, w której spotykają się bardzo różni ludzie. To idealne miejsce, by wyciągnąć tę muzykę z kontekstu instytucji i prestiżu. Często mam wrażenie, że do filharmonii czy opery chodzi się także po to, by się pokazać. Jako widzowie bywamy tam pospinani. Nie uczestniczymy w wydarzeniach w sposób radosny. W barze próbujemy rozpętać żywioł emocjonalnego, intymnego, radosnego współuczestnictwa w sztuce. Trochę surrealistycznego. Dlatego to nie jest koncert, tylko przedstawienie - mówił reżyser wydarzenia w "Kwadransie bez muzyki".
Madrygał między zupą a klawesynem
Sopranistka Antonina Ruda przyznaje, że w tym przedstawieniu nie ma gotowych schematów. Wszystko dzieje się na bieżąco. - Zaczynamy "Toccatą" Monteverdiego, która zaprasza słuchaczy do baru. Siedzimy przy stolikach. Każdy dostaje zupę. Publiczność nie wie, kto z nas gdzie siedzi. Klawesyn przygrywa, a nagle z tego wszystkiego wyłaniamy się my, śpiewając pierwszy madrygał. To ogromne zaskoczenie: ktoś nagle odkrywa, że siedzi przy śpiewaku. Wykonawcy są rozrzuceni po całym barze. Publiczność dosiada się do nas - wyznała artystka.
Sztuka, która wydarza się wszędzie
Sebastian Szumski przyznał, że fizyczna bliskość śpiewaków i publiczności bywa krępująca. - Taki jest teatr Cezarego. On lubi interakcje. Granica sceny znika. Publiczność staje się uczestnikiem. Każdy spektakl jest inny, bo inni są ludzie. Z muzycznej strony to niepowtarzalna okazja, by słyszeć głos z bardzo bliska. To doświadczenie niemal fizyczne, jak słuchawki na uszach. Madrygały często opowiadają o cierpieniu, zwłaszcza miłosnym. Kiedy myślę o barze mlecznym, widzę samotne osoby, zamyślone, chcące zniknąć. Te polifoniczne struktury są jak wielogłosowa wrażliwość wychodząca z głów tych ludzi - zaznaczył śpiewak.
- Sztuka może wydarzyć się wszędzie. Nie musi to być wyszukana sala koncertowa. Piękno istnieje również tam, gdzie nie ma marketingowej otoczki - dodał.
***
Tytuł audycji: Kwadrans bez muzyki
Przygotowanie: Jakub Kukla
Data emisji: 12.02.2026
Godz. emisji: 11.00
oł