Choć największy rozgłos przyniosły jej nowe przekłady cyklu o Anne Shirley, sama przyznaje, że nigdy nie spodziewała się, że otrzyma propozycję pracy nad jedną z najważniejszych bohaterek dzieciństwa wielu pokoleń czytelników. – Nigdy w życiu nie spodziewałam się, że dostąpię tego zaszczytu. Nawet o tym nie marzyłam – mówiła w Dwójce Anna Bańkowska.
Inaczej było z Emily ze Srebrnego Nowiu. Tłumaczka znała tę bohaterkę i od początku uważała, że powieść zasługuje na nowe opracowanie. – Emily, którą czytałam już jako dorosła osoba i początkująca tłumaczka, to była książka, o której od razu pomyślałam: "to chciałabym kiedyś przetłumaczyć". Dlatego bardzo się ucieszyłam, kiedy dostałam taką propozycję – przyznała.
>>> Posłuchaj rozmowy w audycji "O wszystkim z kulturą"
Bohaterka bliższa autorce
Zdaniem Anny Bańkowskiej trylogia o Emily jest jedną z najbardziej osobistych książek Lucy Maud Montgomery. W jej interpretacji losy młodej bohaterki w dużej mierze odbijają doświadczenia samej pisarki. Tłumaczka podkreśliła, że podczas pracy nad książkami ogromne znaczenie ma dla niej znajomość biografii autora. To właśnie ona pozwala lepiej zrozumieć intencje, emocje i kontekst powstawania tekstu.
– Należę do tej grupy osób, które uważają, że znajomość biografii autora bardzo dużo daje. W przypadku Emily jest to szczególnie ważne, bo właśnie w tej powieści wyraźnie odbija się biografia Montgomery. Jeśli spojrzeć na jej twórczość, to można dostrzec, które książki były pisane z potrzeby serca, z własnego natchnienia, a które powstawały bardziej dlatego, że oczekiwał tego wydawca – wyjaśniła w rozmowie. – W tych książkach czuje się autentyczną potrzebę opowiedzenia historii. To właśnie dlatego tak bardzo je cenię – dodała.
Przywrócić książce jej pełny kształt
Praca nad nowym przekładem była dla Anny Bańkowskiej próbą przywrócenia powieści tego, co przez lata ginęło w kolejnych wydaniach. – Główny powód był bardzo prosty: nie podobał mi się wcześniejszy przekład. Uważałam, że ta książka jest tak dobra, że zasługuje na porządne tłumaczenie. Jako czytelniczka widziałam w nim poważne niedociągnięcia stylistyczne. Później, kiedy zaczęłam pracować z oryginałem, okazało się, że problem był jeszcze większy. Niektóre zdania zostały pominięte, a w innych książkach Montgomery zdarzały się nawet brakujące fragmenty czy całe rozdziały – opowiadała.
Tłumaczka przypominała również, że wielu czytelników wychowywało się na wydaniach różniących się od pierwotnych przekładów. – Wszystkie czytelniczki, które uwielbiają przekład Rozalii Bernsteinowej, a wychowały się na wydaniach publikowanych później przez Naszą Księgarnię, często nie zdają sobie sprawy, że to nie jest dokładnie ten sam tekst. Ja czytałam wydanie z 1946 roku i różnice są naprawdę znaczące – zauważyła.
***
Tytuł audycji: O wszystkim z kulturą
Prowadzenie: Marta Strzelecka
Data emisji: 28.05.2026
Godz. emisji: 19.10
zch/pg