Jan Antoni Ciecierski: teatr był dla mnie naturalnym światem

Ostatnia aktualizacja: 29.05.2026 13:00
- Jeździliśmy do Kamieńca Podolskiego, Czerniowiec, na Zakarpacie, do Rumunii, a nawet dwa razy do Kazachstanu. Dekoracje trzeba było tak przygotować, żeby zmieściły się do samolotu Aerofłotu. Czasem coś wystawało, ale pół litra załatwiało sprawę - wspominał na antenie Dwójki Jan Antoni Ciecierki.
Jako scenograf Jan Antoni Ciecierski współpracował m.in. z Telewizją Polską, Teatrem Narodowym i Teatrem Dramatycznym w Warszawie
Jako scenograf Jan Antoni Ciecierski współpracował m.in. z Telewizją Polską, Teatrem Narodowym i Teatrem Dramatycznym w WarszawieFoto: Jakub Kukla/PR2

W "Zapiskach ze współczesności" wysłuchaliśmy wspomnień Jana Antoniego Ciecierskiego – scenografa, podróżnika i wykładowcy akademickiego. Były to opowieści o radiu i telewizji, a także o pracy w teatrze. 

Mały chłopczyk w tearze

Jan Antoni Ciecierski wspominał, że do teatru trafił jako bardzo młody chłopiec, miał wówczas może dziesięć albo dwanaście lat. Chodził na spektakle, w których grał jego ojciec. - Włączałem się w życie teatru: siadałem obok inspicjenta, suflera, Franka Gołębia albo z boku widowni i oglądałem przedstawienia. Potem wracaliśmy razem z ojcem do domu. Wchodziłem do garderoby, poznawałem aktorów. Pamiętam pana Ziejewskiego, Mietka Mileckiego, panią Zawieruszankę, panią Zembrzuską i całą masę innych aktorów. Byłem takim małym chłopczykiem, który kręcił się po teatrze i bardzo dobrze znał to miejsce – wspominał.

POSŁUCHAJ:

    Jan Antoni Ciecierski #1.  >>> Burzliwe lata 40.
    Jan Antoni Ciecierski #2.  >>> Doświadczenie radiowe i telewizyjne
    Jan Antoni Ciecierski #3.  >>> O pracy w teatrze
    Jan Antoni Ciecierski #4. >>> Podróżowanie
    Jan Antoni Ciecierski #5.  >>> Podróży ciąg dalszy


Adam Hanuszkiewicz oczami Jana Antoniego Ciecierskiego

Artysta wiele miejsca poświęca również Adamowi Hanuszkiewiczowi. - Był ewidentnie człowiekiem urodzonym w teatrze i dla teatru. Na początku miałem wobec niego pewne wątpliwości, głównie natury politycznej. Dejmek został wyrzucony po "Dziadach", a na jego miejsce przyszedł Hanuszkiewicz. To budziło dystans. Ale później zrobił kilka fantastycznych przedstawień. "Balladyna" była absolutną rewelacją. Nikt wcześniej tak nie potraktował tego dramatu. Hanuszkiewicz był absolutnym zwierzęciem teatralnym - mówił.

- Był bardzo przystojny, świetnie ubrany, znakomicie mówił. Miał chyba absolutną pamięć – potrafił przeczytać stronę książki i niemal słowo w słowo ją powtórzyć po kilku minutach. To, co robił na scenie, wynikało z niezwykłej intuicji. Nie wszystko było do końca przemyślane intelektualnie – on po prostu czuł, że coś musi tak wyglądać. Miał absolutne opanowanie sceny i ruchu aktora - zaznaczał.

Jan Antoni Ciecierski przywołał także anegdoty związane z pracą Hanuszkiewicza. - Pamiętam scenę, kiedy grupa chłopaków ubranych w habity miała wejść po schodach przeciwpożarowych na galeryjkę. W pewnym momencie Hanuszkiewicz krzyknął: "Robaczewski, nie prywatnie!". A odległość wynosiła może dwadzieścia metrów. Wszyscy szli tak samo, ale on od razu wyczuł fałsz - wspominał.


Początki Teatru na Kresach

Później rozpoczął się ważny etap związany z Teatrem na Kresach. - Odezwał się do mnie reżyser Bogdan Śmigielski z pytaniem, czy nie zrobiłbym scenografii do spektaklu w Suwałkach. Zgodziłem się od razu, bo Suwałki były obecne w moim życiu od dzieciństwa. Dziadek miał tam cukiernię, jeździliśmy tam z ojcem, mieliśmy rodzinę. A teraz miałem jeszcze robić scenografię dla suwalskiego teatru - zaznaczał artysta.

Teatr funkcjonował przez kilka lat, początkowo jako scena objazdowa. - Musiałem projektować scenografie tak, żeby niemal mieściły się w walizce. Wszystko musiało być małe, mobilne i łatwe do ustawienia na różnych scenach - dodawał.


Teatr, Wilno i pamięć

Z czasem teatr zaczął wyjeżdżać także za granicę. - Pojechaliśmy do Wilna. To było dla mnie ogromne przeżycie. Graliśmy w teatrze, w którym przed wojną występował mój ojciec. Pamiętam, że chodziłem nocami po wileńskiej Starówce z Jurkiem Pożarowskim, moim przyjacielem i aktorem. Miasto było wtedy zaniedbane, chyliło się ku upadkowi, ale robiło ogromne wrażenie - zaznaczał.

Szczególnie mocno zapamiętał spotkania z Polakami mieszkającymi na Wschodzie. - Dla nich sam fakt, że przyjechaliśmy z Polski, był niezwykle ważny. Nieważne nawet, jaki spektakl graliśmy. Pamiętam, że przed przedstawieniami ludzie siedzieli w domach kultury i modlili się. Potem oglądali spektakl, bili brawo, a później znowu się modlili. Polska była dla nich związana przede wszystkim z językiem i religią. To była jedyna więź, jaka im pozostała - mówił.

***

Tytuł audycji: Zapiski ze współczesności

Przygotował: Jakub Kukla

Data emisji: 25-29.05.2026

Godz. emisji: 12.45

Czytaj także

Leszek Mądzik na fotografiach Stefana Ciechana w reaktywowanej Galerii Saskiej

Ostatnia aktualizacja: 11.03.2026 18:04
- Galeria Saska była autorskim projektem prof. Leszka Mądzika. Początkowo nazywała się Galerią na Płocie. Podejmowała tematy przeróżne, zawsze pod kuratorstwem profesora Mądzika. Po jego śmierci, po dwuletniej przerwie pojawiały się coraz donośniejsze głosy, żeby reaktywować tę przestrzeń wystawienniczą. Oczywistym rozwiązaniem było objęcie jej opieką przez Ośrodek Rozdroża - mówił w Dwójce Adam Czaja, reprezentant lubelskiej instytucji.
rozwiń zwiń