Posłuchaj rozmowy w audycji "Wybieram Dwójkę" >>>
Radu Jude to jeden z najważniejszych współczesnych rumuńskich reżyserów. Jego kino często sięga do historii i konfrontuje ją z problemami współczesności. Laureat Złotego Niedźwiedzia na Berlinale za film "Niefortunny numerek lub szalone porno", w swoich obrazach podejmuje tematy pamięci, odpowiedzialności i społecznych podziałów.
Samokrytyka jako europejska wartość
Najnowszy film, "Dziennik panny służącej", inspirowany powieścią francuskiego pisarza Octave’a Mirbeau, można odczytywać jako opowieść o tym, jak Europa Zachodnia postrzega Europę Wschodnią – o stereotypach, protekcjonalnym podejściu i kulturowych nieporozumieniach. Jude przyznaje, że obawiał się, iż film zostanie odczytany jako eurosceptyczny.
- Kilka lat temu prawdopodobnie miałbym mniej wątpliwości. Wtedy nastawienie do Europy było znacznie bardziej pozytywne niż dziś. Obecnie mamy do czynienia z wieloma atakami na ideę zjednoczonej Europy – ze strony putinowskiej Rosji, ale także Stanów Zjednoczonych. A ja naprawdę wierzę w to, co nazywamy europejskimi wartościami. Jednocześnie jedną z zalet demokracji jest możliwość krytykowania samych siebie. W dyktaturach to niemożliwe. Dlatego uważam, że powinniśmy mieć krytyczny stosunek do samych siebie i nie wstydzić się samokrytyki - podkreślił twórca.
Czytaj też:
- Pamiętam, że kiedy kręciłem filmy odnoszące się do trudnych momentów rumuńskiej historii, słyszałem: "w ten sposób dajesz broń do ręki ludziom, którzy chcą atakować Rumunię". To absurd. Przede wszystkim musimy być uczciwi wobec samych siebie i nie zamiatać spraw pod dywan tylko po to, żeby się chronić. Nadal uważam, że to my, ludzie, którzy wierzą w europejskie wartości, powinniśmy – z pozycji europejskiej – jako pierwsi krytykować to, co naszym zdaniem nie działa - dodał reżyser.
Kino wobec dezinformacji. Radu Jude o sile sztuki
Sztuka i kino mogą nie tylko opowiadać o rzeczywistości, ale także skłaniać do jej krytycznego oglądu i walczyć z dezinformacją. Zdaniem Radu Jude, w czasach i polaryzacji stają się przestrzenią, w której społeczeństwo może konfrontować się z własnymi słabościami i zadawać trudne pytania.
- Kino, podobnie jak sztuka w ogóle, jest jak mikroskop. Można wykorzystać mikroskop do leczenia choroby, ale można też użyć go do budowy broni. Mam nadzieję, że kino może być wykorzystywane dla dobra, dla zdobywania wiedzy, do analizowania naszego życia, do poszukiwania prawdy. Ale oczywiście bardzo łatwo wykorzystać je również jako narzędzie propagandy - podkreślił.
Radu Jude i oryginalne tempo pracy
Choć Radu Jude koncentruje się przede wszystkim na reżyserii, ma na koncie również epizod aktorski w filmie "Ktoś we mnie" Arthura Harariego. Jak podkreślił, lubi robić nowe rzeczy – takie, jakich do tej pory nie zrobił – dla samego doświadczenia. Jego cechą charakterystyczną jest też realizacja wielu projektów jednocześnie. - Odkryłem, że określony rodzaj pracy, określone tempo, prowadzi do powstawania określonego rodzaju filmów - wyjaśnił.
- Jeśli przeniesiemy tę dyskusję na grunt malarstwa, przychodzi mi na myśl Picasso. W dokumencie Henri-Georges'a Clouzot "Tajemnica Picassa", chyba z lat 50., reżyser mówi: "mam dziesięć minut taśmy filmowej, namaluj obraz". Picasso zaczyna malować i w ciągu kilku minut tworzy obraz, po czym zamalowuje go kolejnym, a następnie kolejnym. W ciągu dziesięciu minut powstają trzy obrazy. I wtedy zaczynamy rozumieć, że ponieważ Picasso pracował w ten sposób, jego obrazy wyglądały właśnie tak - powiedział.
- Większość europejskich reżyserów robi jeden film na dwa, trzy albo cztery lata. Ja odkryłem – i było to odkrycie praktyczne, wynikające z samej pracy, a nie z teorii – że moje filmy są inne właśnie dlatego, że powstają w innym tempie. I to jest dla mnie ważne. Chcę być inny. Nie chcę robić tego samego co wszyscy - opowiadał Radu Jude.
***
Przygotowanie: Monika Zając
Gość: Radu Jude (rumuński reżyser)
Data emisji: 13.08.2026
Godzina emisji: 17.10
Materiał wyemitowano w audycji "Wybieram Dwójkę".
oprac. Anna Myśliwiec