Wspomnienie Babci. Anna Jachnina okiem Wojciecha Jachny

Ostatnia aktualizacja: 12.04.2024 16:00
Gościem Justyny Piernik był Wojciech Jachna - trębacz jazzowy z Bydgoszczy, wnuk dokumentalistki kultury ludowej z Radia Pomorza i Kujaw Anny Jachniny. W audycji pojawił się także gość specjalny - Hanna Szczęśniak, która ogłosiła finalistów Konkursu Muzyki Folkowej festiwalu Nowa Tradycja!
Audio
Wojciech Jachna, Anna Jachnina
Wojciech Jachna, Anna JachninaFoto: pr

Wnukiem Anny Jachniny jest ceniony trębacz jazzowy Wojciech Jachna. Słuchamy jego wspomnień, refleksji o muzyce. Jachna urodził się w 1976 roku w Bydgoszczy. Jest jednym z najbardziej uznanych trębaczy jazzowych w Polsce. Komponuje, improwizuje, uczy, jest członkiem wielu grup i projektów artystycznych, koncertuje na świecie.

- Babcię pamiętam od zawsze. To mama mojego taty Jacka Jachny, bardzo często się odwiedzaliśmy. Rzecz, która mi utkwiła w pamięci już jako dziecku, to było to, jak wygląda jej dom. Bo jej dom to było właściwie takie małe muzeum etnograficzne. Mieszkam w nim obecnie – wspomina Wojciech Jachna. – Babcia miała cały dom wystrojony w sposób „ludowy”.

Świątki, wszystkie części Kolberga na półkach intrygowały małego chłopca. Gdy Anna Jachnina była już na emeryturze nadal utrzymywała ożywione kontakty z ludźmi z radia, a niekiedy coś opowiadała swojemu wnukowi.

- Oczywiście, jako nastolatek, nie byłem tym zbytnio zainteresowany, bo kultura ludowa niespecjalnie mi się jakoś wtedy dobrze kojarzyła. Słuchałem rock and rolla, grałem na gitarze. Właściwie kulturę tradycyjną jestem w stanie zrozumieć dopiero teraz, po latach.

Jachna wspomina, że jego babcia miała dwa oblicza – dziennikarki radiowej i zbieraczki folkloru oraz działaczki konspiracyjnej. Dopiero po latach dowiedział się, że jego babcia była w Auschwitz.

- Była złapana w tak zwanym kotle za działalność konspiracyjną, ale ona zbyt wiele o tym nie wspominała. Dopiero po jej śmierci dowiadywaliśmy się szczegółów – mówi Jachna. – Wcześniej pamiętam takie dziwne sceny w domu, kiedy siedzieliśmy przy obiedzie, a ona nagle opowiadała, że w Auschwitz nie było jedzenia. To akurat było dość łagodne, ale czasami wracała do takich bardzo mocnych scen. Miała takie „przebitki”, co nas wszystkich wprowadzało w konsternację, bo nikt nie bardzo wiedział, jak się w tym odnaleźć. Zwłaszcza my jako dzieci nie wiedzieliśmy – dodaje.

Jak muzyka zagościła w sercu Wojciecha Jachny? Artysta wspomina, że w jego rodzinie nie było muzycznych tradycji. Ojciec był prawnikiem, matka – księgową. Natomiast od strony babci jest bardzo wielu artystów: malarzy, architektów.

- Gdy po latach zacząłem badać tą stronę rodziny, zaczęło mi się to troszeczkę układać w pewną całość. Tym bardziej, że ja też jestem takim muzykiem o podejściu trochę bardziej autorskim, artystycznym. Nigdy nie miałem upodobań do analizy matematycznej. Wszystko było bardziej humanistyczne. Myślę, że to właśnie po babci – od jej strony było sporo takich niebieskich ptaków.

Pewnego razu Wojciech Jachna pojechał z projektem jazzowym do Norwegii. Obserwując Norwegów zauważył, że ich jazz wygląda zupełnie inaczej niż polski. Dlaczego? Ponieważ bardzo mocno odwoływali do tradycji.

- Właściwie słuchając każdego zespołu, słychać było ich ludową muzykę! Co więcej, oni wszystko nazywają jazzem. Czy to jest muzyka elektroniczna, czy to jest jakiś rock alternatywny, czy saksofonista, który gra do jakiegoś samplera – to wszystko jest muzyką jazzową – zauważa Jachna. – A jednocześnie to wszystko miało jakiś taki nastrój, który kojarzy mi się z ich muzyką ludową. Zresztą rozmawialiśmy trochę z nimi na ten temat i oni bardzo mocno się do tego odwołują.

Kiedy Radio PiK wystawiło nagania Anny Jachniny na swojej stronie, Wojciech Jachna zaczął się im przysłuchiwać. Przeglądał scenariusze audycji zapisane na pożółkłych, kruszących się karteczkach.

- Wtedy zrobiło mi się głupio. Tak naprawdę zrozumiałem, że babcia robiła przez całe życie bardzo wartościową rzecz, której nikt z nas w rodzinie nie rozumiał, nie doceniał. Myślę, że babcia też o tym wiedziała i miała swoją mądrość, że nikomu z nas tego nie wtrącała na siłę. Nie mówiła: synku, posłuchaj tego, to jest piękne. Myślę, że wiedziała, że przyjdzie taki moment, że my to zrozumiemy. Nie wiem, czy wiedziała, że przyjdzie boom na coś takiego. Nie wiem, czy to można nazwać boomem, może renesansem takiej muzyki. Ale myślę, że mogła to gdzieś tam w swojej mądrości wiedzieć. I teraz pewnie się uśmiecha.

 

Bohaterką audycji była także dowcipna i temperamentna śpiewaczka pałucka – urodzona w roku 1879 Franciszka Zdrojewska. Anna Jachnina nagrywała ją w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku.

 

>> KLINKNIJ W BANER PONIŻEJ I POZNAJ FINALISTÓW <<

***

Tytuł audycji: Źródła 

Prowadziła: Justyna Piernik

Data emisji: 12.04.2024

Godzina emisji: 15.15

reklama