Jan Jakielaszek z Gaci Przeworskiej

Ostatnia aktualizacja: 23.09.2026 13:00
Był multiinstrumentalistą - skrzypkiem i cymbalistą, sam tworzył instrumenty oraz ruchome szopki. Był skarbnicą repertuaru muzycznego, którym dzielił sie m.in. z kapelą „Gacoki”. Jan Jakielaszek z Gaci był bohaterem „Źródeł”.
Jan Jakielaszek
Jan JakielaszekFoto: Nagroda Kolberga

>>> Posłuchaj audycji „Źródła”


Skąd wzięła się nazwa Gać?

- Nasza Gać to jest taka krótka, w słowie, bo tylko trzy litery. Ale historycznie! To jest bardzo ważna! Bo u nas ta nizina była cała trzciną porośnięta i tam była droga, od Bieszczad, od Węgier powadziła. I kupcy nią jeździli bez naszą wieś do Wieliczki po sól czy jeszcze dalej… I w naszej Gaci nocowali za zagatą. Bo ta trzcina to się zagata nazywała. I tak za zagatą – zagacią – gać powstała – tłumaczył nazwę miejscowości Jan Jakielaszek.

Jan Jakielaszek słyszał te historie już w dzieciństwie od dziejopisarzy rodzinnej miejscowości. Bardzo go ciekawiły. Być może powyższe wyjaśnienie nazwy Gać to ludowa etymologia, pewnym jest za to, że wzmianki o Gaci pochodzą już z XIV wieku.

- W 1400 roku to już było około 140 numerów u nas w Gaci. Było 14 karczmów u nas. Żydzi je prowadzili. I był taki ksiądz u nas. On to założył taką wstrzemięźliwość. Bo to ludzie dawniej to popijali, siedzieli w karczmie i przepijali całe majątki! On chodził po tych ludziach i kazał m podpisywać taki papier, że przez jeden dzień nie piją. Potem, jak urobił na jeden dzień, to na dwa dni, potem na tydzień. I tak ich męczył, aż ich oduczył picia. I te żydzi nie mieli z czego żyć, karczmy zwinęli, została tylko jedna karczma, do wojny. I potem Niemcy przyszli, zastrzelili tego żyda i karczmy się skończyły.

Tury

- Osiem lat jak miałem, to już chodziłem z turami grać. Tury, takie przebierańce. Zbierali na Dom Ludowy. Co dzień dziesięć domów obeszli, dwanaście, a jak trafili do takiego co, co była panna – tam robili zawsze potańcówkę. Człowiek czekał na tych turów. To było takie urozmaicenie – wspominał muzykant.

Tury to jeden z zimowych zwyczajów okolic Jakielaszka. Od Nowego Roku przebierańcy rozpoczynały pochód po całej wsi, zatrzymując się w domach panien i robiąc tam potańcówki. Jak wspominał nasz bohater, zabawom towarzyszyły zazwyczaj skrzypce i bębenek, ewentualnie dwoje skrzypiec – prym i sekund.

Zabawa taneczna z Janem Jakielaszkiem Zabawa taneczna z Janem Jakielaszkiem

Co grano, śpiewano i tańczono w Gaci i Markowej?

- Dawniej to była moda. Polki! Tylko polki lubieli. Polki lewe, polki prawe. I tak zamawiali zawsze: „dziesięć polek graj, muzyczku!”. To tak grałem. Ale to było dawno, w 25., 26., 27. roku. Potem zszła wojna. I to wszystko przekreśliła.

Dawniej nie trzeba było znać nut, bo każdy przed muzyką śpiewał, wspominał Jakielaszek. Poza polkami – lewymi i prawymi – na potańcówkach można było usłyszeć sztajerki, polki tramelki. „Wolnych tam nie uznawali u nas. To była młodzież podgórska, żywa! To tylko te prędkie. Prędkie obyczaje były”. Jakielaszek sięgnął pamięcią do czasów swego dzieciństwa, gdy pod oknami podsłuchiwał, jak grają starsi. Wspominał także weselne tańce: przepiórki, żyda, mietlarza, chusteczkę, krzyża, owsa, szewca, a do każdego z nich weselnicy potrafili także zaśpiewać


Zobacz też:


Ślub i wesele

Ślub był zawsze we wtorek. W poniedziałek wieczór – tzw. dobranocka – pod oknami panny młodej muzycy musieli wygrać 12 melodii. Gdy udzielał wywiadu w roku 1990, Jakielaszek twierdził, że nikt nie pamięta już dobranockowych melodii, on miał je zapisane, chciał je nagrać dla potomnych („bo jak umrzemy, zginie to”).

- Jak te 12 melodii się wygrało, gospodarz wesela wyszoł i zaprosił tych muzyków do domu. Tam najbliżsi: drużba, starosta, starościna, rękownica (prawdopodobnie osoba trzymająca pieczę nad zrękowinami – obrzędem oficjalnych zaręczyn młodych), swaszka. Pogościły tam chwilę, do północka, po północku już każdy szedł do domu, bo na drugi dzień już ślub, wesele.

Dobranocka była bardzo ważnym obyczajem, z najweselszą muzyką. Ale jeszcze ważniejsza była wiecha…

- Na drugi, na trzeci dzień wiechę wieszano. Tam na tej wiesze, to przeróżne piosenki śpiewano! Siedział drużba na dachu a to się zawsze dobierało takiego śpiewającego, co umiał dużo układać tak na galopie. Siedział na dachu, podlewał tę wiechę piwem, raz na wiechę, raz do buzi, i patrzył – tam w dole się ludzie zbierali. Popatrzył na dół, zobaczył kogoś tam i już mu wyśpiewał. I nikt się nie pogniewał, bo to taki rytuał był. Bardzo była wesoła ta wiecha!

Dobry śpiewak potrafił śpiewać na dachu i dwie-trzy godziny. A muzykanci przygrywali mu co zwrotkę. W innych wsiach Ziemi Przeworskiej także można było napotkać na zwyczaj wiechy. Jednak tak uroczystej, jak w Markowej – sąsiedniej wsi Jana Jakielaszka – nie było nigdzie.

Wiecha nie kończyła wesela, mogło trwać jeszcze dwa-trzy dni. Zjeżdżali się przebierańcy, zwozili do pani młodej drużbów i mieszkańców wsi…

- Przebierali konie w różne takie waryjoty, wstążki, jak był siwy koń, to go pomalowali farbą… Później jeszcze drużba wjechał koniem do domu, tam różne zabawy były… Tera by nie wjechał do domu. Bo jest parkiet taki śliski, koń by się wywrócił, drużba z nim i by nie wyszło z tego nic.

 

W audycji wysłuchaliśmy rozmowy z Janem Jakielaszkiem nagranej przez Annę Szotkowską w 1990 r. podczas OFKiŚL w Kazimierzu.

 

Jan Jakielaszek (1919–2007) urodził się i całe życie mieszkał w Gaci koło Przeworska, w jego muzykanckim życiu ważna była też Markowa – sąsiednia wieś, w której grał na weselach i zabawach. Na skrzypcach zaczął grać jako trzynastolatek, ucząc się od Franciszka Fołty. Bardzo szybko zaczął też grać na zabawach i imprezach organizowanych przez słynny gacki Uniwersytet Ludowy.

Od 1961 r. Jakielaszek był skrzypkiem kapeli towarzyszącej zespołowi „Gacoki”. Grupa wyrastała z lokalnej tradycji muzykowania, skupiała muzykantów, którzy grali na wiejskich weselach i zabawach. Skrzypek przynosił najwięcej melodii, był samoukiem i miał ogromny repertuar.  Muzyka Jakielaszka pozostała w zespole do dziś.

Jakielaszek był multiinstrumentalistą i rzemieślnikiem: budował cymbały, a wiedzę o ich konstrukcji zdobył, podpatrując pracę Ożgi z Czerc. Później sam zaczął na nich grać, choć najważniejszym instrumentem były dla niego skrzypce. Tworzył również ruchome szopki bożonarodzeniowe; jedna z nich, wykonana w latach 80. wspólnie ze Stanisławem Bałackim, zachowała się do dziś.

Jego skrzypcowa gra została też doceniona na Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu: w 1988 roku dostał pierwszą nagrodę w kategorii solistów-instrumentalistów, a w 1991 roku wyróżnienie. W 1997 roku otrzymał Nagrodę im. Oskara Kolberga „Za zasługi dla kultury ludowej”. [Nagroda Kolberga]

***

Tytuł audycji: Źródła 

Poprowadzi: Magdalena Tejchma

Data emisji: 23.09.2026 

Godzina emisji: 12.00


oprac. Monika Gigier

Czytaj także

„Wesele Krzemienickie” i „Działoszacy”. Etnomuzykologia żywych tradycji

Ostatnia aktualizacja: 24.07.2026 13:00
Bohaterami audycji są dwa zespoły kultywujące tradycję swoich małych ojczyzn: Zespół Regionalny „Wesele Krzemienickie” z okolic Łańcuta oraz Kapela „Działoszacy” z pogranica świętokrzysko-krakowskiego.
rozwiń zwiń