REKLAMA

Rowerem na Ural (galeria)

Ostatnia aktualizacja: 22.02.2011 10:30
– Decyzję o wyprawie podjęłam w jednej chwili – mówiła Agnieszka Martinka, która odbyła niezwykłą podróż śladami swego ojca – zesłańca.
Audio

 O Uralu słyszała już jako dziecko – pamięć o tej dalekiej rosyjskiej krainie stanowiła bolesny rozdział ich rodzinnej historii. Pewnego razu, gdy po raz kolejny przeczytała wspomnienia ojca z sowieckiego zesłania, postanowiła, że wsiądzie na rower, przejedzie trasę zsyłki i odnajdzie kopalnię – miejsce katorżniczej pracy jej taty. Po co? Żeby poznać, żeby wspólnie z ojcem napisać o tym książkę, żeby nie zapomnieć. A może przede wszystkim: aby przekazać tę historię innym.

– Chodziło o to, by przejechać śladem powrotu z zsyłki, dlatego że tata znał tę drogę, wiedział  o niej więcej niż o trasie, którą przemierzył, jadąc tam – tłumaczyła w dwójkowych "Słowach po zmroku" Agnieszka Martinka, geolog i wydawca, z zamiłowania podróżniczka. Wybór takiego niezwykłego – zważywszy na odległość kilku tysięcy kilometrów – środka lokomocji nie był oczywiście przypadkowy. Agnieszka Martinka jeździ z pasją na rowerze, przed wyprawą uralską przejechała na dwóch kółkach drogi Polski i Europy, wybrała się też w fascynującą podróż dookoła Jeziora Wiktorii (świadectwem tej afrykańskiej przygody jest książka "Szybsza niż lew"). W sierpniu 2006 roku spakowała sakwy, wsiadła na rower i, wraz z dwojgiem współtowarzyszy, ruszyli na Wschód.

/

– Rosja odstraszała, ale jednocześnie tata wspominał, że prości ludzie są tam dobrzy, mają serce na dłoni – mówiła podróżniczka, przywołując niezwykłe spotkania z tymi, z którymi zetknęła się podczas wyprawy. Babuszka Zina, która podzieliła się z nimi ostatnim czosnkiem, jaki miała. Woźna pewnej szkoły i ściągnięci przez nią milicjanci. Pop z klasztoru znad Wołgi, były polarnik i komunista, długie z nim nocne rozmowy. Historie tych raz zobaczonych ludzi, ich twarze, ich światy  – doświadczone tylko na chwilę, bo każdy dzień to nowe miejsce, przybliżające do celu: kopalni węgla kamiennego w Połowince w środkowym Uralu.

Aby poznać historię tej niezwykłej wyprawy i dowiedzieć się m.in., co bohaterka naszej audycji przywiozła swojemu ojcu, jako pamiątkę, z nieczynnej już dziś kopalni – wystarczy kliknąć w ikonę dźwięku "Rowerem na Ural" w boksie Posłuchaj po prawej stronie. W nagraniu przytoczono także fragmenty przejmujących wspomnień wojennych ojca pani Agnieszki (czyta je Tomasz Mościcki).

Kontakt z Agnieszką Martinką: www.amartinka.selinet.pl, martinka@poczta.nplay.pl

Audycję przygotowała Justyna Piernik.

Czytaj także

Aleksander Doba przepłynął samotnie kajakiem Atlantyk. To pierwszy Polak

Ostatnia aktualizacja: 03.02.2011 00:13
65-letni kajakarz z Polic podróżował przez Atlantyk 99 dni. Po wyjściu na brzeg Aleksander Doba wysłał sms z meldunkiem o zakończeniu wyprawy.
rozwiń zwiń