Katarzyna Popowa-Zydroń: w moim domu było bardzo dużo muzyki

Ostatnia aktualizacja: 05.07.2020 12:00
- Pamiętam z bardzo wczesnego dzieciństwa, że był taki przyjaciel rodziny, który miał dużo różnych płyt. Przychodził w niedzielę z tymi płytami i był taki poranny koncert, na którym się słuchało "IX Symfonię" Beethovena albo "Pasję wg św. Mateusza" Bacha i dużo innej muzyki klasycznej - opowiadała w Dwójce znakomita pianistka i pedagog, prof. sztuk muzycznych.
Katarzyna Popowa-Zydroń
Katarzyna Popowa-ZydrońFoto: PAP/Leszek Szymański

Posłuchaj
89:08 2020_07_05_10_00_20_PR2_Cafe_muza.mp3 Katarzyna Popowa-Zydroń o muzyce z dzieciństwa, znaczeniu konkursów pianistycznych oraz XVIII Międzynarodowym Konkursie Chopinowskim (Cafe "Muza"/Dwójka)

Popowa Zydroń PAP 1200.jpg
Katarzyna Popowa-Zydroń: najlepiej gra mi się przed studentami

Katarzyna Popowa-Zydroń opowiadała, że szczególnie bliskim utworem, który towarzyszył jej przez całe dzieciństwo, to był walc z opery "Wojna i pokój". Wszystko za sprawą jej ojca, który uwielbiał Prokofiewa. - Zaczął przywozić bardzo dużo płyt, w tym właśnie "Wojnę i pokój". To była też moja ulubiona lektura. Chociaż dziś już chyba nikogo nie namówię na to, żeby ją przeczytać – zbyt wiele stron, a ludzie nie mają czasu czytać takich lektur. Ale mnie gruba książka mnie raczej usposabia optymistycznie, bo nie lubię, kiedy się kończy.

Pianistka wyznała, że muzyka, słuchanie płyt i wspólna gra na instrumentach to była część niedzielnego rytuału i spędzania wspólnie rodzinnego czasu. - Tak naprawdę wszyscy na czymś graliśmy. Tato był niezłym amatorem na skrzypcach, mama grała na fortepianie i śpiewała, siostra grała na flecie. I chyba najbardziej mnie uformowało, jako muzyka, wspólne granie z mamą, która śpiewała. Pierwsze moje doświadczenia w pieśniach Schuberta czy Schumanna to była ekstaza.

"Najważniejsze to być zadowolonym z siebie"

Kiedy Katarzyna Popowa-Zydroń przyjechała do Polski, miała niespełna 19 lat. To właśnie tutaj rozpoczęła studia pianistyczne, a także wzięła – z sukcesem – udział w wielu konkursach. Jak podkreślała, nie można jednak na sukcesach i konkursach budować swojego talentu. - Nie da się tak zupełnie abstrahować od konkursów, bo rzeczywiście można zostać zauważonym. Ale jeżeli sukces życiowy jest związany bardzo z moją pozycją w społeczeństwie, czyli tak naprawdę zależy od innych, to jest bardzo płocha sprawa. Uważam, że najważniejsze to być po prostu zadowolonym z siebie, mieć poczucie, że się żyło czymś w tym życiu. Staram się tłumaczyć swoim wychowankom, że o sukcesie życiowym można mówić dopiero po pięćdziesiątce, a nie po konkursie. A wiele osób potrafi się załamać. Żeby nie spaść, trzeba mieć charakter i dobrych ludzi dookoła - mówiła.

Katarzyna Popowa-Zydroń w audycji wspominała m.in. swój występ na Międzynarodowym Konkursie Chopinowskim w 1975 roku, a także opowiadała o swoich wychowankach: Krzysztofie Herdzinie i Rafale Blechaczu. Mówiła również o tym, dlaczego przeniosła się do Polski. Zdradziła też, co dla jej uczniów oznaczało przesunięcie terminu XVIII Konkursu Chopinowskiego.

- Po konferencji w Żelazowej Woli powiedziałam, że koronawirus jest pewnego rodzaju darem dla artystów, ale góra na trzy lub cztery tygodnie. Miałam na myśli to, że można było ten czas izolacji wykorzystać, by zamknąć się w domu i zagłębić w swoje sprawy najważniejsze, czyli muzyczne. To, że termin konkursu jest przesunięty o rok, na dłuższą metę może się okazać dobre, jeśli uczestnicy będą mądrze postępowali, czyli tak, żeby ten repertuar się nie sfermentował. Ale ogólnie uczestnicy mają rok w plecy i to jest trochę smutne.

***

Tytuł audycji: Cafe "Muza" 

Prowadziła: Andrzej Sułek

Gość: Katarzyna Popowa-Zydroń (pianistka, pedagog, prof. sztuk muzycznych)

Data emisji: 5.07.2020

Godzina emisji: 10.00

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Jacek Kaspszyk: Lutosławski jest klasykiem XX wieku

Ostatnia aktualizacja: 21.05.2020 20:56
- Najbardziej wzruszającym momentem było dla mnie, gdy poproszono mnie o III i IV Symfonię w Szanghaju. Trochę się bałem, bo melomani chińscy są dosyć świeży, więc nie wiedziałem, jaki będzie odbiór. Ale przyjęto je entuzjastycznie - opowiadał znakomity polski dyrygent.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Paweł Przytocki: nic tak nie odświeża, jak kameralistyka

Ostatnia aktualizacja: 22.06.2020 21:09
- Myślę, że trzeba będzie zacząć grać w małych składach, ale zaczniemy grać koncerty w piątek i sobotę, co kiedyś było standardem. Widzę w tym pewien plus, bo będzie można grać więcej muzyki kameralnej: Haydna, Mozarta, nawet kameralistyki XX wieku, a to korzyść dla muzyków orkiestrowych i zespołów w ogóle - mówił w Dwójce znakomity polski dyrygent i dyrektor artystyczny Filharmonii Łódzkiej im. Artura Rubinsteina.
rozwiń zwiń