Natalia Rubiś: każda postać ma swoją historię i swoją prawdę

Ostatnia aktualizacja: 13.07.2026 11:11
- Mam poczucie, że wreszcie znalazłam repertuar, w którym mogę się wyśpiewać i jednocześnie realizować aktorsko. Bardzo lubię role kobiet skomplikowanych, niejednoznacznych, pełnych emocji. To właśnie takie bohaterki najbardziej mnie fascynują. Całkowicie oddaję się scenie. Nie lubię półśrodków. Każda rola wymaga ogromnego zaangażowania emocjonalnego i czasami trudno zostawić te emocje w teatrze - mówiła w Dwójce sopranistka Natalia Rubiś.

Od baroku stopniowo przechodzi do wielkiego repertuaru romantycznego. Śpiewa Halkę po polsku i po włosku, mierzy się z rolami Straussa, Verdiego i Wagnera, a każdą postać próbuje zrozumieć od środka. O rozwoju głosu, trudnych bohaterkach operowych i pracy nad kolejnymi wyzwaniami opowiadała w Dwójce sopranistka Natalia Rubiś.


Poszukując prawdy

Jedną z najważniejszych ról w karierze śpiewaczki pozostaje Halka. - To kobieta pełna pasji, uczuć i emocji. Jednocześnie bardzo skomplikowana. Była też pierwszą dużą rolą w repertuarze, który dziś uważam za swój naturalny obszar. Nauczyła mnie naprawdę bardzo wiele. Mam do niej ogromny sentyment również dlatego, że pochodzę z gór, a Halka jest góralką. Od początku czułam z tą postacią szczególną więź. Halka za każdym razem jest trochę inna. Zmienia się wraz ze mną. Oczywiście pozostają jej podstawowe cechy – miłość, wrażliwość, uczciwość – ale inaczej rozumiem tę postać niż kilka lat temu - zaznaczyła.

Artystka zaznaczyła, że szuka w swoich bohaterkach prawdy. - Staram się wejść w ich świat i zrozumieć ich motywacje. Nawet jeśli postać jest niejednoznaczna czy wręcz antypatyczna, jak choćby Salome, próbuję odkryć, co nią kieruje. Każda postać ma swoją historię, swoje doświadczenia i swoją prawdę. To właśnie mnie najbardziej interesuje - dodała.

Czytaj także:

Halka po włosku

Natalia Rubiś wykonywała także partię Halki po włosku. - To było bardzo ciekawe doświadczenie. Fabio Biondi zwracał uwagę, że włoski nadaje tej historii bardziej uniwersalny charakter. Znikają niektóre ostre, charakterystyczne dla polszczyzny rysy. Ta sama muzyka zaczyna brzmieć inaczej, a sama bohaterka staje się bardziej łagodna. Dla głosu to ogromna przyjemność. Włoski jest niezwykle wdzięcznym językiem do śpiewania. Co ciekawe, doświadczenie włoskiej wersji pomogło mi później także w polskiej. Pozwoliło prowadzić frazę bardziej naturalnie i swobodnie - powiedziała w rozmowie z Andrzejem Sułkiem.




- Rozumiem ten argument zrozumiałości tekstu dla publiczności, ale z perspektywy śpiewaka to bardzo trudna kwestia. Kompozytor pisał muzykę do konkretnego tekstu, do konkretnych samogłosek, akcentów i brzmień. Wszystko zostało zaprojektowane z myślą o określonym języku. Śpiewałam niedawno "Krainę uśmiechu" Lehára po polsku i było to trudne doświadczenie. Polski tekst bardzo zmienił relację między słowem a muzyką. W oryginale wszystko układało się naturalnie pod względem emisji głosu. W przekładzie trzeba było wykonać znacznie więcej pracy, by osiągnąć podobny efekt. Z muzycznego punktu widzenia oryginalna wersja niemal zawsze jest najbardziej przekonująca - dodała.

Niższy strój, większa swoboda głosu

Coraz częściej wykonuje się także opery na instrumentach historycznych, w niższym stroju. - Dla śpiewaków jest to bardzo komfortowe. Współcześnie strój orkiestr stale się podwyższa, a to wpływa na technikę wokalną. Niższy strój, bliższy historycznemu, pozwala głosowi pracować bardziej naturalnie i swobodnie. Gdy strój jest podnoszony, traci się część naturalności, szczególnie w najwyższych rejestrach. Dźwięki stają się ostrzejsze, pojawia się większy wysiłek. Wielkie głosy dramatyczne szczególnie odczuwają te zmiany - dodała artystka.

***

Tytuł audycji: Cafe "Muza" 

Prowadzenie: Andrzej Sułek

Gość: Natalia Rubiś (śpiewaczka)

Data emisji: 12.07.2026

Godz. emisji: 10.00

opracowanie: Oskar Łapeta

Czytaj także

Michał Klauza: Orkiestra to relacja. Trzeba dużo pracować razem

Ostatnia aktualizacja: 15.03.2020 12:16
- Artyści, którzy na co dzień nie grają muzyki operowej wykonali ogromną pracę. My nie gramy oper. My to robimy na  jeden raz i ta jednorazowa praca została doceniona. W Polsce nie ma większej nagrody muzycznej niż Fryderyk - komentował w audycji "Cafe muza" fakt, że Orkiestrę Polskiego Radia w Warszawie oraz Chór Filharmonii Narodowej nagrodzono Fryderykiem w kategorii Muzyka Chóralna i Oratoryjna za album "Karol Szymanowski: Hagith".
rozwiń zwiń