Gość Czwórki szukał odpowiedzi na pytanie, po co w ogóle przyznawać kulinarne nagrody. - Warto oceniać jedzenie choćby po to, by inni, wybierając się do danego miasta wiedzieli, dokąd udać się na posiłek. To informacje, które są po prostu przydatne. Dużym kluczem są nazwiska szefów kuchni, czyli ludzi, którym warto ufać. Można czytać dobre, stare - prowadzone od lat - blogi kulinarne, tworzone przez osoby, które naprawdę znają się na tym, o czym piszą - mówił Grzegorz Łapanowski. - W kulinariach, jak w każdej innej dziedzinie są rzetelni jurorzy i konkursy, jak i druga strona - influencerzy, albo ludzie, którzy piszą konkretne rankingi za pieniądze.
Grzegorz Łapanowski w Czwórce - posłuchaj nagrania całej rozmowy
- Możemy romantyzować temat jedzenia, opowiadać o pięknie tej pasji, ale ostatecznie, podobnie jak w każdej innej dziedzinie, jak nie wiadomo, o co chodzi, to doskonale wiadomo... - żartował Grzegorz Łapanowski. - Jest też z pewnością bardzo ludzka, sportowa chęć konfrontacji, ale też pokazania swojego mistrzostwa i osiągnięcie celów życiowych. To naturalna droga dla wielu osób - mówił gość Czwórki. - Przyznawane nagrody to też ogromna maszyna PR-owa. Przekładają się bezpośrednio na finanse, rozpoznawalność i funkcjonowanie restauracji.
Zobacz także:
jak podkreślał gość Czwórki, telewizyjne programy kulinarne na świecie są poważane i biorą w nich udział prawdziwi profesjonaliści. - Jednak media to media, a gastronomia to gastronomia. To dwa oddzielne światy, które jednak na co dzień przenikają się i oba są dla siebie niezwykle atrakcyjne. Jest więc Robert Makłowicz, czyli człowiek mediów kulinarnych, ale są też Wojciech Amaro czy Przemysław Klima, to ludzie kuchni - wyliczał Łapanowski. - Programy telewizyjne i nagrody, które są w nich przyznawane na koniec stanowią pewne show dla widzów, a gwiazdki Michelin to wyróżnienia potrzebne, by podkreślić kunszt, zaprosić gości do swojej restauracji i pokazać im wybitny warsztat. Za każdym takim wyróżnieniem stoją lata praktyki i nauki rzemiosła.
Jak podkreślał ekspert, w Polsce nie do końca jeszcze traktujemy kulinaria jako ściśle precyzyjną, twardą dziedzinę nauki. Na świecie jest już inaczej. - Jest w gastronomii pole do ekspresji i improwizacji, ale mamy tu w dużej mierze jasno określone, konkretne parametry, jak stopnie wysmażenia mięsa, cebuli, rodzaj konsystencji sosu, czy kształty krojenia. To coś, co dla amatora może wydawać się dowolne, ale dla profesjonalisty takie nie jest. Z drugiej strony, dziś okazuje się, że każdy może być jurorem, albo po prostu oceniać i to jest przerażające - mówił gość Czwórki.
Zobacz także:
Nagrody kulinarne mają jednak swoją "ciemną stronę". - W pogoni za nimi mistrzowie kuchni wpadają w pułapkę obsesyjnego dążenia do perfekcji. Nie ma w tym cienia przesady. W tych aspirujących do nagród restauracjach jest często ogromna presja, nieprawdopodobny bullying. Zaczynasz pracę o szóstej-siódmej rano i kończysz o drugiej w nocy, i tak przez pięć-sześć dni w tygodniu. Młodzi ludzie płacą ogromną cenę za - najczęściej darmowy - staż w gwiazdkowej restauracji - potwierdzał gość Czwórki.
***
Tytuł audycji: "Podano do stołu"
Prowadzi: Kasia Dydo
Gość: Grzegorz Łapanowski (kucharz, dziennikarz kulinarny)
Data emisji: 10.05.2026
Godzina emisja: 15.00
kd