Dlaczego właśnie mroczny i pozbawiony supermocy Batman od dekad wygrywa plebiscyty na ulubionego bohatera popkultury? Jak proste opowiadania z gazet z lat trzydziestych zmieniły się w najchętniej oglądane kinowe produkcje w historii i czy współczesne Hollywood nie dotknął niebezpieczny przesyt? W dniu premiery swojej nowej książki "Superbohaterowie" w studiu Czwórki zagościł krytyk filmowy i komiksowy Jakub Demiańczuk.
Posłuchaj audycji "Popołudniówa" z Jakubem Demiańczukiem
Historia nowoczesnego superbohatera rozpoczęła się w 1938 roku, gdy na łamach magazynu Action Comics zadebiutował Superman. Stworzona przez dwóch przyjaciół, Jerry'ego Siegela i Joe Shustera, postać Clarka Kenta była idealną odpowiedzią na trudne nastroje społeczne tuż przed wybuchem II wojny światowej.
- Superman był projekcją marzeń czytelników i twórców o kimś nieskazitelnie prawym i nadludzko silnym, kto zaprowadzi porządek na świecie. Prawdziwym przełomem okazał się jednak stanięcie po drugiej stronie barykady mrocznego Batmana. Bruce Wayne wygrywa w rankingach popularności, bo jest postacią najbardziej złożoną, niejednoznaczną i fascynującą. Co ciekawe, nie ma żadnych mocy, a za to wszystko zawdzięcza katorżniczemu treningowi, inteligencji oraz fortunie. Dzisiaj twórcy wciąż eksperymentują z tą postacią, chociażby w nowej serii Absolute Batman, gdzie Wayne nie jest już bogatym dziedzicem, lecz synem pary nauczycieli - tłumaczył na antenie autor.
Ukryty feminizm
W rozmowie poruszono również wątek zaangażowania społecznego i politycznego, które od zawsze towarzyszyło komiksom. Znakomitym przykładem reakcji na wydarzenia historyczne stał się Kapitan Ameryka, który na okładce pierwszego zeszytu z lat czterdziestych nokautował Adolfa Hitlera, a w latach sześćdziesiątych służył za narzędzie budowania morale.
- Komiksy bywały narzędziem miękkiej propagandy, ale obok patriotycznych haseł niosły też uniwersalne wartości, takie jak ochrona słabszych czy wykluczonych. Warto pamiętać, że Kapitan Ameryka był dzieckiem irlandzkich imigrantów. Z kolei debiutująca w latach czterdziestych Wonder Woman stawała się kroplą drążącą skałę w męskocentrycznym świecie. Jej twórca, William Marston, przemycił w tej postaci wartości wyzwolone i wręcz feministyczne, ubrane w kostium dostosowany do ówczesnej cenzury - wyjaśniał Jakub Demiańczuk.
Wirus nadprodukcji
Choć autor z sentymentem wspomniał przełomowe filmy Tima Bartona o Batmanie z Michaelem Keatonem czy trylogię Mrocznego Rycerza Christophera Nolana, nie szczędził krytyki współczesnemu rynkowi kinowemu. Zdaniem krytyka żyjemy obecnie w dobie ogromnego przesytu treściami superbohaterskimi.
– Żyjemy w czasach złotej ery i gigantycznych sukcesów kasowych, czego dowodem jest chociażby wielki wynik Avengers: Koniec gry. Niestety, obok pojedynczych perełek mierzymy się dziś z potężną nadprodukcją. Większość współczesnych tytułów z wielkich uniwersów to produkcje podrzędne. Nawet przy gigantycznych budżetach i gwiazdorskiej obsadzie brakuje w nich tej czystej, autorskiej frajdy tworzenia, jaką miał Tim Barton, Richard Donner przy pierwszym Supermanie czy Jon Favreau na początku drogi Iron Mana – podsumował gość Czwórki.
***