X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem
Nauka

Kwiaty zła

Ostatnia aktualizacja: 12.04.2007 12:07
Bez wielkiej przesady Fryderyka Nietzschego można określić jako duchowego prawodawcę XX wieku.
Audio

Bez wielkiej przesady Fryderyka Nietzschego można określić jako duchowego prawodawcę XX wieku. To on był bowiem zwiastunem - a niektórzy jego mniej przychylni komentatorzy twierdzili nawet, że współsprawcą - najbardziej charakterystycznej cechy tego stulecia: przemocy usankcjonowanej przez polityków i sławionej jako motor dziejów przez intelektualistów.

Naturalnie, nie trzeba go demonizować: nie jest przecież przypadkiem, że wydała go kultura niemiecka, w której system kastowych przywilejów utrzymał się aż do 1918 r. Znamionujące każdą solidną demokrację zwycięstwo klasy średniej to tak naprawdę dopiero rok 1948; czyli powstanie Republiki Federalnej. Obrońcom minionego wieku, odwołującym się do Powszechnej Deklarację Praw Człowieka, która miała stymulować demokratyzację całego globu - trzeba przypomnieć, że niezbywalna godność każdego człowieka, którą ona proklamuje, jest słowem, któremu zmieniono znaczenie, w przeszłości znaczyło bowiem całkiem co innego. Godnością nazywano stanowisko - tak jak „honor” był określeniem tytułu i odznaczenia, zaś „gentlemen” nie oznaczał kogoś uprzejmego lecz  szlachcica. Godność każdej jednostki jest wedle tej etymologii semantycznym absurdem. Tak też widział to Nietzsche.

Czytanie Nietzschego

A jednak to on - który admirował arystokrację i pogardzał plebsem, a do socjalistów czuł fizyczny wstręt - niezamierzenie w walny sposób przyczynił się do demokratyzacji tego, co uważał za znamiona warstwy panów: czyli bezwzględności, cynizmu i odrzucenia chrześcijaństwa. Jego tłumaczone na wszystkie ważne języki książki zdobyły sobie dziesiątki tysięcy czytelników wśród młodych ludzi o pochodzeniu drobnomieszczańskim (jak Adolf Hitler), czy chłopskim (jak Martin Heidegger). Ci dwaj zresztą najbardziej przejęli się jego ideą „przewartościowania wszystkich wartości” i odrzucenia zarazem religii jak i humanizmu. Kiedy na 60. rocznicę urodzin Mussoliniego w 1943 r. Hitler podarował mu „Dzieła zebrane” immoralisty, to dlatego, że obaj byli przekonani, iż wypełnili wizję filozofa: nie załamali się w okresie nędzy, gdy przychodziło im sypiać w parkach, i dzięki żelaznej woli wspięli się na szczyt.

''

Fryderyk Nietzsche, Lou Salome i Paul Ree. Źródło: Wikipedia.

„Zaratustrę” uważa się za najpełniejszy wykład myśli Nietzschego. Widać tu jednak, że właściwie była to literatura, niekiedy bardzo poetycka. Pod warstwą aforyzmów czuć wibrujące emocje: nie nadczłowieka, ale chorowitego neurastenika... beznadziejnie zakochanego w pięknej Lou Salome. Nietzsche odrzucił świat, bo „świat” (Wagner a potem Lou) odrzucił jego.

Literackość dzieła Nietzschego pomogła mu w zdobyciu popularności - ale oczywiście skazywała go na zepchnięcie w cień z chwilą zmiany stylu i mody literackiej. Uratował go Martin Heidegger, który jego wykrzykniki i metafory przetłumaczył na terminy swojej „filozofii bytu”. On też doprowadził do końca dzieło destrukcji „Dionizosa” (jak Nietzsche się podpisywał u kresu świadomego życia). Odrzucił bowiem nie tylko chrześcijaństwo, ale całą filozofię grecką, innymi słowy dociekania etyczno-metafizyczne. Fundamentem człowieczeństwa była dla niego wolność - ale wolność czysta, nie splamiona realnością, wiecznie wybierająca, nigdy ta, która już wybrała. Ta wolność nie ma celu ograniczeń, nie uznaje niczego poza sobą, istnieje poza społeczeństwem, którego normy odrzuca i poza etyką, zastąpiona przez pojęcie „autentyczności”. Ta autentyczność jest do osiągnięcia tylko wtedy, gdy zamiast swoje życie dostosować do swoich przekonań - zmienimy przekonania, by były zgodne z naszym życiem.

Jest to obecne już u Nietzchego i rozwinięte przez Freuda przekonanie o decydującym dla naszego rozwoju znaczeniu tego, co w nas instynktowne, impulsywne, przed-racjonalne. Ze sprzeciwu wobec innych ludzi, którzy mnie ograniczają, z poczucia winy, które nieuchronnie towarzyszy temu targnięciu się na autorytety oraz z „namiętnej wolności do śmierci” - bierze się jedyny sens ludzkiego bytu. Nie dziwi więc pokrewieństwo z Nietzschem także w następnym postulacie - aby mianowicie zrezygnować z kryterium prawdy w opisie świata.[----- Podzial strony -----]

''

Nietzsche w pruskim mundurze. Źródło: Wikipedia.

Upadki Heideggera

Zafrapowany buddyzmem, zawsze skłonny do niejasnych metafor i pseudopoetycznych formuł, Heidegger bez żenady przyjął rolę wieszcza i ogłosił, że przez jego usta przemawia sam Byt. Jego zdaniem, Byt zdecydowanie wyróżniał Niemców - naród wyższy niż inne. Od wczesnej młodości popierający antysemitów, Heidegger oświadczył w 1933, że „Führer, i tylko on, jest teraźniejszą i przyszłą rzeczywistością Niemiec”. Nie zwlekał ze wstąpieniem do NSDAP i - ciągle, tak jak poprzednio, wskazując na siebie jako na wzór etyczny dla swych uczniów - pozostał w niej do końca. Trzeba mu przyznać, że po wojnie nie mówił, że o niczym nie wiedział, nigdy też nie potępił nazizmu.

Losy ludzkie jednak, zwłaszcza w XX wieku, bywały skomplikowane i zaskakujące. Z książki Rüdigera Safranskiego („Mistrz z Niemiec. Heidegger i jego epoka”, PIW 2005) możemy się dowiedzieć o początkowej przyjaźni Heideggera z Karlem Jaspersem, później jego największym przeciwnikiem - oraz o jego romansie z Hanną Arendt - Żydówką, którą „musiał” porzucić, gdy brunatny Mesjasz objął rząd dusz w środowisku akademickim. (Stała się ona potem jednym z najprzenikliwszych znawców tego właśnie totalitaryzmu, któremu „Faust z Heidelbergu” zapisał duszę.)

Korespondencja pomiędzy dwoma myslicielami, Jaspersem i Heideggerem (wyd. polskie: Martin Heidegger, Karl Jaspers, „Korespondencja 1920-1963”, Wydawnictwo Rolewski, Toruń 2007), jest niezwykła: nazwiska obu filozofów symbolizują bowiem dwa przeciwne nurty w kulturze niemieckiej: schillerowski, który na czele wartości stawia wolność - i goetheański, dla którego najważniejszy jest ład społeczny, nawet za cenę tyranii. Heidegger wieścił absolutną wolność w świecie pozbawionym Boga - jednak w jego filozofii była ona brzemieniem, które człowiek mógł unieść tylko roztopiwszy się w Bycie. Tymczasem Jaspers, wierzący, iż człowiek podlega prawom transcedentnym, jest - paradoksalnie - wyrazicielem postawy, iż w oparciu o religię człowiek może być wolny wbrew zewnętrznej presji. Co więcej: właśnie w sprzeciwie wobec ucisku, nasza wolność nabiera pełni.

Heidegger jest, obok Sartre’a, najlepszym bodaj przykładem dwudziestowiecznego intelektualisty, który świadomie połknął pigułkę Murti-Binga, by zrzec się sumienia w zamian za udział w strukturach władzy (w wypadku Sartre’a była to władza opinii). W przeciwieństwie do niego, Jaspers wycofał się po dojściu do władzy Hitlera na wewnętrzną emigrację. Będąc po wojnie jednym z nielicznych niemieckich autorytetów moralnych, napisał w 1949 r. na prośbę wspólnych znajomych do osamotnionego Heideggera, pragnąc dowiedzieć się co sądzi on teraz o swoim nazistowskim zaangażowaniu. Niejako w ślad za nim zaczęli też pisać inni filozofowie: Arendt, Marcuse i wielu mniej znanych.

Nikomu jednak z nich nie udało się wydostać od swego korespondenta wyznania winy. Heidegger bronił się podobnie, jak Ernst Jünger, pisarz i militarysta, wskazując na Katyń i pytając, w czym leży moralna wyższość aliantów, skoro wygrali, posiadając takiego sprzymierzeńca. W odpowiedzi na zarzuty, powoływał się na mniejsze zło, na „ochronę narodowej substancji”, a wreszcie na prawo do błędu. Czytelnik polski może tylko melancholijnie westchnąć: skąd on zna te wszystkie formuły...?

Piotr Skórzyński

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Zygmunt Freud

Ostatnia aktualizacja: 03.03.2008 07:58
J.R. Casafont już we wstępie daje się poznać jako entuzjasta psychoanalizy. O bohaterze swojej książki wyraża się z podziwem, co nie znaczy bynajmniej, że unika czy pomija trudne wątki.
rozwiń zwiń