RCKL

A skąd ci się to wzięło?

Ostatnia aktualizacja: 02.07.2020 08:00
Kiedy opowiadam czasem o początkach ruchu domów tańca i tzw. revivalu muzyki tradycyjnej w Polsce, a zdarza się to coraz częściej, zawsze pojawia się pytanie: skąd się to wzięło, o inspiracje, o to "czego wtedy słuchaliście?", "ktoś w rodzinie grał?", "twoja rodzina była ze wsi?" itp.
Henri Rousseau Śpiąca cyganka
Henri Rousseau "Śpiąca cyganka"Foto: Henri Rousseau

Gdybym miał skompletować jakiś swój "strój ludowy" to na pewno byłby jego częścią ów indyjski pas, cała ta muzyka i poezja, która się w nim mieści. Pewnie byłaby tam biała grecka tunika. A niebo wymalowałbym lakmusem.

Wtedy pewne odpowiedzi narzucają się same, są niejako na wierzchu, blisko i pod ręką, pytania je bezpośrednio wywołują. Do innych dociera się po odbyciu wspomnieniowej podróży w pamięci swojej i bliskich, są za zakrętem, albo za kilkoma zakrętami i górką – te bywają już nie takie oczywiste, bo pochodzą z krainy do, której przez rzekę przewozi Domysł. Są też tajemnice i zagadki, takie, które da się rozwikłać w pasjonującej, detektywistycznej przygodzie i takie zaklęte, wydaje się, na zawsze – te uświadamiają dojmująco jak bezwzględnie i autorytarnie rządzi przeszłością niemoc.

Owszem więc – tata był ze wsi i śpiewał mi pieśni partyzanckie oraz "Na przedmieściu daleko za miastem". Mama była ze wsi poniekąd i śpiewała mi "Syneczku drogi Srulku mój" Astona i Szlechtera. Tata pod koniec życia któregoś dnia powiedział "no ale przecież wujek Olek [jego wujek] był skrzypkiem weselnym". Mama zdążyła powiedzieć: "na tych skrzypcach, co są w domu dziadek grał [mój dziadek] niedzielami z aptekarzem i kimś jeszcze, spotykali się zwykle u nas w zakładzie fotograficznym, kupił je od Cygana; babcia [jej babcia] była z Rachoniów, tych, co ten Stefan". Ojciec Stefana – Andrzej Rachoń był, o czym mało kto wie, a co udało mi się ustalić, legendarnym w swoim czasie, na przełomie XIX/XX wieku, skrzypkiem weselnym. Ale czy to wszystko razem i każde z osobna musi o czymś świadczyć? Nie musi o niczym. Są przecież dzieci z rodzin muzyków od pokoleń, świetnych muzyków, którzy nagle, nie wiedzieć czemu, nie mają żadnych predylekcji do życia w dźwięku, że się tak wyrażę. A ze mnie żaden muzykant, ani profesjonalny muzyk. Moje predylekcje muzyczne objawiają w dość specyficzny i nieoczywisty sposób. Może zatem, myślę sobie, ich źródła są również nieoczywiste?

A co ja sam pamiętam, co znam ze swojego przeżycia, takiego bez udziału rodziców? W domu była adapter i kilkadziesiąt płyt, sporo piosenkarek, kilka starych winyli Mazowsza, Niemen, czołowe polskie zespoły bigbitowe. Zapamiętałem tylko te ostatnie, ale też bez konkretów, jakieś nienazywalne emocje, później w podstawówce już nazywalne – energię, tęsknotę, uniesienie. Później słuchałem płyt, które kupował starszy brat – głównie Bacha, Händla, Vivaldiego, Mozarta. Ta muzyka zawsze wydawała mi się jakaś w nieogarniony sposób kompletna. Osobny, skomplikowany, zorganizowany i potrafiący zachwycić, a przynajmniej zrobić duże wrażenie, świat. Jeśli miałbym to określić krótko, powiedziałbym krajobraz z emocjami.

W siódmej klasie oświadczyłem nagle rodzicom, żeby dołożyli się do moich mizernych oszczędności, ponieważ chcę kupić w księgarni ("Dom książki") płytę zespołu Prometheus z Eleni. Rodzice zdziwieni, "co ci strzeliło do głowy? Dlaczego akurat tę?". "Kcę.” To była pierwsza "moja" płyta, której słuchałem całymi dniami. Do dziś nie wiem dlaczego akurat ta. Razu jednego pomyślałem: no przecież dostałem na koniec roku szkolnego antologię poezji greckiej "Nowe przestrzenie Ikara" (Palamas, Kawafis, Seferis i wielu innych) z okładką o podobnym odcieniu błękitu, co okładka Eleni. To pewnie dlatego kupiłem grecką płytę. Ale sprawdziłem i jednak nie, książka była rok po płycie, zupełny przypadek. Dostałem ją, bo polonistka wiedziała, że piszę wiersze. A właśnie pisałem wiersze. I to przecież już przed płytą. Może to tędy? Mama czasem sięgała po jakieś ulubione zbiory i czytała na głos, Staffa na przykład.

Otworzyły się drzwi do kolejnych zakamarków pamięci. W domu była Eneida w wydaniu z 1830 r., podobało mi się w niej wszystko – oprawa, kaligrafowana piórem dedykacja, typografia i niezwykły staroświecki język z latynizmami i grecyzmami z którego niewiele rozumiałem. Była też antologia poezji "Młoda Polska w pieśni" z 1898 o złoconych brzegach w błękitnej (!) oprawie. Asnyk, Tetmajer, Gomulicki, Konopnicka, Przesmycki, Lenartowicz i inni. Nigdy nie byłem dobry z matematyki, ale zaczynają mi teraz przelatywać sinusoidy muzyki i sinusoidy poezji. Za nimi pojawia się obraz pełen kolorów z błękitniejącym niebem, księżycem w pełni, lwem, lutnią i dzbanem - "Śpiąca Cyganka" Celnika Rousseau. Ulubiony obraz mamy, na który przecież przez lata patrzyłem codziennie. Wisiał przy wejściu do pokoju brata. A brata codziennie widziałem w spodniach z indyjskim pasem, wpadającym w czerń, z tłoczonymi ornamentami skórze aplikowanej mosiądzem. Zazdrościłem mu go wtedy, minęło parę lat i ja też go nosiłem. Tata przywiózł go z Indii, dokąd pojechał w delegację jako inżynier chemik, specjalista od szkła. No tak był przecież w Indiach, jak ja byłem w łonie. Opowiadał o Indiach, oglądałem często odbitki kolorowe i czarno-białe, które mama od razu w ciemni zrobiła z negatywów. Starsza siostra właśnie parę dni temu wspomniała, jak do jej szkoły zaproszono tatę z opowieścią o podróży, jej znajomi z klasy do dzisiaj to pamiętają: "jak Twój tata ładnie wtedy opowiadał o tych Indiach".

Gdybym miał skompletować jakiś swój "strój ludowy" to na pewno byłby jego częścią ów indyjski pas, cała ta muzyka i poezja, która się w nim mieści. Pewnie byłaby tam biała grecka tunika. A niebo wymalowałbym lakmusem, co jeszcze opowiem następnym razem.

Remek Hanaj

***

Więcej recenzji i felietonów - w naszych działach Słuchamy i Piszemy.

Czytaj także

Oj, ty chmielu, czyli felieton etnobotaniczny

Ostatnia aktualizacja: 19.09.2019 10:33
Centralnym obrzędem życia wspólnot tradycyjnych naszego kręgu kulturowego było przez wieki wesele. Centralną, decydującą częścią wesela były oczepiny, a te odbywały się do wtóru pieśni „Oj, chmielu, chmielu”, która zresztą mówi explicite o chmielu: „nie będzie bez cię żadne wesele”.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Siemieniec

Ostatnia aktualizacja: 14.02.2020 08:00
To prawdopodobnie najbardziej tajemniczy polski taniec ludowy, nieznany poza swoim macierzystym regionem, zanikły w pierwotnym kontekście przed połową XX wieku, nie tańczony przez żadne zespoły poza jednym - Zespołem Pieśni i Tańca "Dobroń" z Dobronia k/Pabianic, a także w ramach rekonstrukcji animowanych przez sieradzką etnografkę Małgorzatę Dziurowicz-Kaszubę. W ciągu ostatnich 15 lat wszedł znów do obiegu, tym razem  ponadlokalnego, rozpowszechniony na potańcówkach organizowanych przez domy tańca.  
rozwiń zwiń

Czytaj także

Woda ze stoku

Ostatnia aktualizacja: 09.04.2020 09:13
U podnóża skarpy w dwóch miejscach bije z różną siłą po kilka źródeł, niektóre obmurowane, w innych woda wypływa wprost z ziemi, spomiędzy kamieni lub spod odsłoniętych korzeni drzew i tworzy niewielkie malownicze rozlewisko.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Łańcuch 16-wersowego szczęścia

Ostatnia aktualizacja: 28.05.2020 08:00
Jeśli wierzyć oficjalnym informacjom, współczynnik „R” wynosi w Polsce obecnie mniej więcej jeden. To znaczy, że jedna zarażona koronawirusem osoba zaraża kolejną jedną osobę. Współczynnik „R” wirusa hot16challenge2 jest znacznie wyższy. Tu oficjalnych danych nie ma, ale jedna osoba może zarazić nawet pięć kolejnych.
rozwiń zwiń