Politycznie protesty nie doprowadziły do korekty kursu władz w Teheranie. Ostre represje – choć bezprecedensowe pod względem skali – nie oznaczają zmiany strategii rządzących, lecz raczej jej zaostrzenie. Czterdziestodniowy okres żałoby po ofiarach kulminacji protestów z 8 stycznia stał się okazją do lokalnych demonstracji i upamiętnień, jednak miały one ograniczony zasięg.
W ostatnich tygodniach dochodziło do niewielkich pikiet, głównie na uniwersytetach, ale ich skala nie jest porównywalna z masowymi wystąpieniami z początku stycznia. Napięcie społeczne nie zniknęło, lecz zostało – przynajmniej tymczasowo – stłumione siłą.
Znacznie poważniejsze konsekwencje protesty przyniosły na arenie międzynarodowej. W trakcie ich tłumienia wyraźnie zaangażowały się Stany Zjednoczone, zapowiadając możliwość interwencji po stronie protestujących i ostrzegając władze w Teheranie przed dalszym rozlewem krwi. Twarda retoryka sprawiła, że Waszyngton stał się jednym z kluczowych aktorów kryzysu.
Od ponad miesiąca utrzymuje się wysokie napięcie regionalne. Iran funkcjonuje pod presją potencjalnych działań militarnych ze strony Izrael i Stanów Zjednoczonych. Waszyngton domaga się likwidacji irańskiego programu nuklearnego i balistycznego oraz zaprzestania wsparcia dla organizacji uznawanych przez Amerykanów za terrorystyczne.
Jednocześnie rozpoczął się nowy etap rozmów między USA a Iranem przy pośrednictwie Oman. 17 lutego w Genewa odbyła się druga runda negocjacji, która nie przyniosła przełomu. Trudno jednak oczekiwać szybkiego rozwiązania przy tak rozbieżnych stanowiskach.
Równolegle Amerykanie wzmacniają obecność militarną w regionie. Obie strony demonstrują gotowość do użycia siły, podkreślając, że ewentualny konflikt przyniósłby przeciwnikowi dotkliwe konsekwencje.
Pojawia się pytanie, czy możliwy jest wariant przypominający rozwiązania zastosowane wobec Wenezuela – czyli wywarcie silnej presji politycznej i ekonomicznej bez wchodzenia w otwartą, kosztowną wojnę. Taki scenariusz mógłby oznaczać próbę „naprostowania” obecnych elit poprzez wymuszenie głębokich ustępstw, a nie ich całkowite odsunięcie od władzy.
Z perspektywy irańskich elit – skupionych wokół najwyższego przywódcy i struktur religijno-wojskowych – kluczowa jest pragmatyka. Ideologii towarzyszy chłodna kalkulacja. Gdyby doszło do porozumienia między Waszyngtonem a częścią establishmentu w Teheranie, mogłoby to uruchomić proces stopniowej transformacji systemu.
Sytuacja gospodarcza Iranu pozostaje trudna, a legitymacja władzy – osłabiona. Protesty z początku stycznia pokazały skalę społecznego niezadowolenia. Jednocześnie część Irańczyków słyszała ze strony USA zapowiedzi wsparcia dla zmian.
Ewentualne porozumienie amerykańsko-irańskie, które nie przyniosłoby wyraźnej poprawy sytuacji wewnętrznej, mogłoby zostać odebrane jako rozczarowanie. Z drugiej strony nawet kompromis z udziałem bardziej pragmatycznej części elit musiałby uwzględniać społeczne oczekiwania i otwierać drogę do reform.
Obecny stan – silne napięcie społeczne połączone z presją międzynarodową – wydaje się trudny do utrzymania w dłuższej perspektywie. Pytanie nie brzmi więc, czy Iran się zmieni, lecz w jaki sposób i pod czyją presją.
Sytuację w Iranie komentował Krzysztof Strachota, ekspert ds. Iranu z Ośrodka Studiów Wschodnich.
pż