W ostatnich tygodniach administracja Trumpa wezwała nuncjusza papieskiego do Pentagonu, strofując go za antywojenne wypowiedzi papieża, a nawet - jeśli wierzyć doniesieniom mediów - wysuwając pod adresem Watykanu ledwie zawoalowane groźby. Potem do ataku ruszył sam prezydent, nazywając amerykańskiego papieża „słabym w sprawie przestępczości”, „bardzo liberalną osobą” i twierdząc, że został wybrany na głowę Kościoła tylko dlatego, że on sam jest w Białym Domu. Wiceprezydent USA J.D. Vance, który w 2019 roku przeszedł na katolicyzm, polecił papieżowi, by trzymał się z dala od polityki i wypowiadał się w kwestiach teologicznych z większą ostrożnością.
Próbując znaleźć podobną sytuację z przeszłości, Victor Gaetan, wieloletni korespondent agencji Catholic News Service i czasopisma „National Catholic Register”, podczas wysłuchania przed Komisją Helsińską Kongresu USA w poniedziałek przypomniał sobie tylko jeden, anegdotyczny przykład. Chodziło o słynny cytat przypisywany Stalinowi, który w odpowiedzi na uwagę Winstona Churchilla podczas konferencji w Poczdamie, by uwzględnił stanowisko Watykanu w sprawie losu katolików w Polsce, odparł: „A ile papież ma dywizji?”.
- Stalin uważał, że władza polityczna opiera się jedynie na sile militarnej, a nie na autorytecie moralnym - zauważył Gaetan, podkreślając, że „podobnie uważają niektórzy obecni przywódcy”.
Problem ze znalezieniem współczesnej analogii miał również Peter G. Martin, wieloletni amerykański dyplomata w Watykanie. Martin, obecnie doradca rektora jezuickiego Boston College, zajmował się relacjami z Kościołem m.in. podczas wojny w Iraku, ostro krytykowanej przez Jana Pawła II.
- Papież był bardzo stanowczy, (a mimo to) nie widzieliśmy reakcji (ówczesnego prezydenta USA) George'a W. Busha takiej, jak w przypadku obecnego prezydenta. George W. Bush podtrzymywał stosunki (z Watykanem - PAP), kontynuowaliśmy wspólne inicjatywy - powiedział Martin.
Ocenił jednak, że ataki na papieża ze strony administracji USA, mimo ich niespotykanej ostrości, nie wywołają kryzysu w stosunkach ze Stolicą Apostolską, znaną z pragmatycznego podejścia.
- Kiedy nowy ambasador Francis Rooney spotkał się w 2005 r. z Benedyktem XVI i poruszył kwestię Iraku, papież zaproponował: „Pomyślmy o przyszłości” - wspominał Martin. - Oczywiście Stolica Apostolska nie zgadzała się z decyzją (USA) o wojnie, ale jej nastawienie było takie: pracujmy razem nad tym, co możemy zrobić razem teraz - dodał.
Jako jeden z ważnych elementów współpracy USA z Watykanem Martin wymienił wymianę informacji na temat punktów zapalnych i kryzysów humanitarnych na świecie.
- Tradycyjnie po obu stronach istniało wielkie pragnienie stabilności, pokoju i stabilizacji. (...) kiedy pracowałem w ambasadzie w Watykanie, prowadziliśmy rozmowy, wymienialiśmy się informacjami z Watykanem na temat wielu różnych punktów zapalnych na całym świecie w nadziei na znalezienie sposobu na współpracę, aby zapewnić stabilność regionom - powiedział.
Wspomniał też o roli Kościoła na Kubie, gdzie Kościół, jako jedyna niezależna od władz instytucja, pośredniczył w negocjacjach z reżimem np. w kwestii więźniów politycznych. Były dyplomata ocenił, że nawet w obliczu sugerowanego przez USA zamiaru dokonania przewrotu na wyspie Watykan może pełnić rolę pośrednika w rozmowach.
Martin odniósł się również do kontrowersyjnego spotkania w Pentagonie z 22 stycznia, podczas którego – według serwisu The Free Press – urzędnicy Pentagonu mieli ostrzec odchodzącego nuncjusza apostolskiego kard. Christophe'a Pierre'a, że „Stany Zjednoczone mają siłę militarną, by robić, co chcą, a Kościół powinien stanąć po ich stronie”. Zarówno Pentagon, jak i Watykan zdementowały te doniesienia, określając je jako „mocno przesadzone i zniekształcone”.
Martin przyznał, że był zaskoczony informacją o spotkaniu w Pentagonie, ponieważ spotkania dyplomatyczne z nuncjuszem „znacznie częściej odbywają się w Departamencie Stanu”. Zastrzegł, że nie rozmawiał z żadnym z uczestników spotkania z 22 stycznia i nie może spekulować na temat przebiegu rozmowy. - Byłbym zaskoczony, gdyby nuncjusz został „wezwany” do Pentagonu. Zwykle tak to nie działa. Wyobrażam sobie, że został zaproszony na konsultacje – ocenił. Dodał przy tym, że choć nie wie, czy doniesienia o groźbach pod adresem Watykanu są prawdziwe, postawa kardynała Pierre'a, który temu zaprzeczał, dowodziłaby właśnie pragmatyzmu.
Dyplomata odniósł się również do zarzutów formułowanych przez administrację, m.in. przez Vance'a, że papież powinien „uważać, gdy mówi o teologii” i nie wchodzić w politykę.
- Uważam, że papież ma obowiązek zabierać głos w sprawach moralności i tego, co dzieje się na świecie – powiedział Martin.
Zaznaczył, że stanowisko papieża „nie będzie idealnie wpisywać się w żaden polityczny scenariusz ani żadną ideologię polityczną”, ponieważ dotyczy godności ludzkiej. - Jedna administracja może popaść w większy konflikt z papieżem niż inna, w zależności od tego, co dzieje się na świecie, ale nie sądzę, by jakakolwiek administracja powinna traktować (stanowisko papieża) jako atak polityczny, a raczej jako wypowiedzi o charakterze moralnym - dodał.
Rozmówca przyznał, że ciekawy jest, jak ataki na Watykan przełożą się na postawę katolików w USA.
- Żyjemy w nowej erze, erze portali społecznościowych, polaryzacji, gdy cykl informacyjny trwa 24 godziny na dobę, a wszystko dzieje się szybko. Dlatego bardzo ciekawie będzie przekonać się, czy ta kontrowersja szybko ucichnie, czy katolicy będą bardziej zwracać na nią uwagę - powiedział. - A może również katolicy upolitycznili się tak mocno, jak inni w naszym społeczeństwie, że będą patrzeć na to bardziej przez pryzmat polityki niż swojej katolickiej tożsamości - dodał.
Według sondaży ośrodka Pew Research poparcie dla Trumpa wśród białych katolików w USA spadło z 59 proc. w lutym 2025 r. do 52 proc. w styczniu 2026 r. Katolicy stanowią największą religijną grupę wahających się wyborców w USA – w wyborach prezydenckich w 2024 r. ponad 50 proc. z nich poparło Trumpa.
PAP/pż