Ubiór od dawna pełnił funkcję prostego kodu, dzięki któremu można było szybko ocenić drugiego człowieka. Strój podpowiadał nie tylko, czy mamy do czynienia z kobietą czy mężczyzną, ale również z jakiej grupy społecznej pochodzi dana osoba i jaki może mieć status.
– Większość społeczeństwa opiera swoje poczucie bezpieczeństwa na jasnych podziałach, które dyktują, jak powinien wyglądać i zachowywać się konkretny człowiek – zauważa Gosia Mordarska, krytyczka mody. Jej zdaniem zacieranie granic płciowych w modzie może powodować poczucie zagrożenia, ponieważ odbiera ludziom dotychczasową „instrukcję obsługi rzeczywistości”.
Historia pokazuje jednak, że zasady dotyczące męskiego i kobiecego ubioru wielokrotnie się zmieniały. Przykładem są buty na obcasie, które początkowo były elementem męskiej garderoby. Nosili je m.in. żołnierze kawalerii, a w XVII-wiecznej Europie stały się symbolem wysokiego statusu społecznego. Ich niepraktyczność podkreślała, że właściciel nie musi wykonywać pracy fizycznej.
Podobnie było z kolorami. Jeszcze do XIX wieku dzieci często ubierano w sposób neutralny pod względem płci, a różowy nie był automatycznie kojarzony z dziewczynkami. Wręcz przeciwnie – bywał uznawany za kolor odpowiedni dla chłopców, ze względu na skojarzenia z czerwienią, siłą i wojskiem. Niebieski natomiast wiązano m.in. z Maryją i łagodnością. Dopiero w pierwszej połowie XX wieku ten podział zaczął się odwracać, w dużej mierze za sprawą przemysłu odzieżowego i reklamy.
Zmiany dotyczyły również dziecięcej garderoby. Chłopcy przez długi czas nosili sukienki, co wynikało przede wszystkim z praktycznych względów. Współczesne przekonanie, że spodnie są podstawowym elementem męskiego stroju, również jest stosunkowo nowe.
Jednym z przełomowych momentów była tzw. wielka męska rezygnacja, która rozpoczęła się po rewolucji francuskiej. Mężczyźni stopniowo odchodzili od bogato zdobionych strojów na rzecz prostoty, funkcjonalności i powagi. To wtedy zaczęła kształtować się współczesna męska garderoba, której podstawą stały się spodnie, marynarki i garnitury.
Dziś coraz częściej można jednak obserwować powrót do większej różnorodności. Jednym z przykładów jest rosnąca popularność spódnic wśród mężczyzn interesujących się modą. Podczas pokazów mody uwagę zwraca nie tylko to, co prezentują projektanci, ale również tzw. moda uliczna, czyli stroje osób pojawiających się na wydarzeniach.
– Zauważyłam ogromną ilość mężczyzn ubranych w spódnice. Miałam wrażenie, że co trzeci, a nawet co drugi mężczyzna związany z modą miał już spódnicę – Gosia Mordarska.
Jej zdaniem nie oznacza to jednak, że mężczyźni masowo zrezygnują ze spodni. Chodzi raczej o poszerzenie możliwości wyboru i odejście od przekonania, że określone ubranie z definicji nie pasuje do mężczyzny.
Jedną z przyczyn różnic w społecznym odbiorze jest także historyczne postrzeganie męskiej i kobiecej mody. Męskie ubrania przez wieki kojarzono z władzą, siłą i wyższym statusem społecznym. Dlatego kobiety przejmujące elementy męskiej garderoby, takie jak spodnie czy garnitury, stosunkowo szybko zyskiwały akceptację. Elementy kojarzone z modą damską były natomiast częściej deprecjonowane i wiązane ze słabością.
Dlatego mężczyzna zakładający spódnicę może być przez bardziej konserwatywną część społeczeństwa odbierany jako ktoś, kto rezygnuje z części swojego statusu. Zmiana tego sposobu myślenia prawdopodobnie nie nastąpi jednak z dnia na dzień.
– Moda nie działa poprzez nagłe przewroty. Mówimy raczej o ewolucji i przesuwaniu granic – podkreśla ekspertka. Jej zdaniem spodnie nigdzie nie znikną, ale spódnica może stopniowo przestać być traktowana jako coś niezwykłego i stać się po prostu kolejną opcją w męskiej szafie.
pż