Według wstępnych prognoz umiarkowanie islamistyczna partia Raam Mansura Abbasa może uzyskać siedem mandatów, a lewicowa Zjednoczona Lista – 10–11. Izraelska scena polityczna jest podzielona na dwa główne obozy. Pierwszy skupia prawicowy Likud Netanjahu, partie skrajnie nacjonalistyczne oraz ugrupowania Żydów ultraortodoksyjnych. Drugi tworzą przeciwnicy premiera, od prawicy po lewicę, na czele z byłym szefem sztabu armii Gadim Ajzenkotem. Partie arabskie pozostają poza oboma blokami.
Według sondaży exit poll blok Ajzenkota może zdobyć 52–53 mandaty, a obóz Netanjahu 50-51. Żaden nie uzyskałby więc większości 61 miejsc potrzebnej do utworzenia rządu.
Dla opozycji jedynym omawianym obecnie przez komentatorów rozwiązaniem byłaby współpraca z partiami arabskimi, które mogą stać się języczkiem u wagi. Nie musi ona oznaczać ich wejścia do rządu – możliwe byłoby również poparcie gabinetu mniejszościowego z zewnątrz.
Palestyńczycy stanowią około jednej piątej mieszkańców Izraela. Większość to potomkowie Arabów, którzy pozostali na terenach nowo powstałego państwa po wojnie w 1948 r. i uzyskali izraelskie obywatelstwo. Mają takie same prawa polityczne jak żydowscy obywatele, ale od dziesięcioleci zmagają się z dyskryminacją i nierównościami społecznymi. Arabskie miejscowości często otrzymują mniej środków na infrastrukturę i usługi publiczne, a ich mieszkańcy mają gorszy dostęp do ochrony zdrowia i schronów, mają też ograniczone możliwości rozbudowy domów. Poważnym problemem jest również przestępczość, której niewystarczające zwalczanie zarzuca się policji.
Mimo pełni praw wyborczych arabscy obywatele Izraela pozostają politycznie zmarginalizowani, a współpraca z ich partiami budzi nieufność dużej części żydowskiego elektoratu. Nieufność tę pogłębił atak Hamasu z 7 października 2023 r. i następująca po nim wojna w Strefie Gazy, choć izraelscy Palestyńczycy jako społeczność nie mają związku z Hamasem, a wśród ofiar ataku i uprowadzonych do Strefy Gazy byli również arabscy obywatele Izraela.
Partie skrajnie nacjonalistyczne zaostrzyły jednak antyarabską retorykę i zapowiedziały „judaizację” Galilei i Negewu, regionów zamieszkanych przez liczną społeczność arabską, m.in. poprzez rozwój żydowskiego osadnictwa. Po ogłoszeniu sondaży exit poll Mosze Fajglin, polityk startujący z listy skrajnie prawicowej Żydowskiej Siły, określił dobry wynik partii arabskich jako „polityczny 7 października”. Stwierdził też, że arabscy obywatele Izraela są Palestyńczykami, a nie Izraelczykami, przeciwstawiając sobie te dwie tożsamości, które dla części mieszkańców kraju nie są sprzeczne.
Nawet gdyby udało się przełamać niechęć potencjalnych koalicjantów do współpracy z partiami arabskimi, pozostaje kwestia ich własnych programów i postulatów, których realizacji będą oczekiwać w zamian za poparcie nowego rządu.
Deputowana partii Raam, Iman Chatib-Jasin, w rozmowie z dziennikiem „Israel Ha-Jom” podkreśliła, że priorytetem są problemy arabskich obywateli Izraela. Opowiedziała się również za utworzeniem państwa palestyńskiego i wznowieniem procesu pokojowego – postulatami trudnymi do pogodzenia ze stanowiskiem niemal wszystkich potencjalnych koalicjantów.
Raam już raz przełamała polityczne tabu, wchodząc w 2021 r. do rządu Naftalego Beneta jako pierwsza partia arabska w izraelskiej koalicji rządzącej.
Z kolei lider Zjednoczonej Listy Jusuf Dżabarin oświadczył, że jego ugrupowania „nie można ignorować w żadnym scenariuszu politycznym”. Wśród priorytetów wymienił walkę z przestępczością, dyskryminacją i wyburzaniem arabskich domów oraz poprawę warunków mieszkaniowych.
Lider bloku opozycyjnego Ajzenkot w powyborczym przemówieniu zapowiedział jak najszybsze utworzenie „syjonistycznego rządu”. Nie odniósł się jednak do swojej wcześniejszej zapowiedzi powołania rządu mniejszościowego, który następnie starałby się poszerzyć poparcie w Knesecie, przypuszczalnie o partie arabskie.
Z kolei szefujący prawicowej partii Nasz Dom Izrael, Awigdor Lieberman, który przed wyborami również stanowczo wykluczał współpracę z partiami arabskimi, w powyborczym przemówieniu nie powtórzył tej deklaracji.
Wyniki sondaży exit poll stawiają więc opozycję przed trudnym wyborem: utrzymać przedwyborcze obietnice czy podjąć negocjacje z partiami arabskimi, które mogą okazać się konieczne do odsunięcia Netanjahu od władzy.
PAP/ks