Sytuacja w Iranie od lat systematycznie się pogarsza, ale – jak podkreślają sami Irańczycy – ostatnie miesiące przyniosły bezprecedensowe zaostrzenie represji. Protesty, które wybuchły w wielu miastach, są odpowiedzią na dramatyczne warunki życia i brak jakiejkolwiek perspektywy na zmiany w ramach obecnego systemu.
– Wyjechałam z Iranu siedem lat temu, bo chciałam mieć lepsze życie społeczne i ekonomiczne. Już wtedy sytuacja była zła, a teraz jest jeszcze gorsza i z każdym dniem się pogarsza – mówi Rejhane Mansuri, Iranka od kilku lat mieszkająca w Polsce.
Jak podkreśla, władze Islamskiej Republiki nie działają w interesie obywateli. – Reżim nie dba o ludzi. Używa pieniędzy i zasobów tylko dla siebie, a nie dla społeczeństwa – zaznacza.
Jednym z głównych powodów społecznego buntu jest dramatyczna sytuacja ekonomiczna. – Inflacja jest bardzo wysoka. Ceny jedzenia wzrosły o około 70 procent, a leków o 50 procent. Wartość reala drastycznie spadła i ludzie bardzo cierpią – relacjonuje Mansuri.
Jak dodaje, codzienne życie dla wielu Irańczyków stało się walką o przetrwanie. – Średnia pensja to około 300–400 zł miesięcznie. Tymczasem butelka oleju kosztuje około 25 zł. Ludzie są coraz biedniejsi i muszą żyć w sposób, z którym się nie zgadzają – mówi.
To właśnie połączenie biedy i systemowych ograniczeń doprowadziło do masowych protestów. – To wszystko doprowadziło do obecnej rewolucji. Ludzie wyszli na ulice i powiedzieli jasno: „Nie chcemy Islamskiej Republiki” – podkreśla.
Zdaniem Mansuri władze odpowiadają na sprzeciw wyłącznie przemocą. – Odpowiedź reżimu to zawsze aresztowania, egzekucje i zabijanie ludzi. To brutalna dyktatura – mówi.
Jak zaznacza, skala represji jest ogromna. – Co roku zabijane są tysiące ludzi tylko dlatego, że mają inne zdanie. W 2025 roku wykonano ponad dwa tysiące egzekucji – dodaje.
Mimo to protesty nie ustają. – Miliony Irańczyków codziennie protestują, nawet jeśli ryzykują życie. Kobiety i mężczyźni wspierają się nawzajem. Ludzie zrozumieli, że mają siłę i mogą walczyć – mówi Mansuri.
Choć Rejhane Mansuri mieszka w Polsce, wydarzenia w Iranie bezpośrednio wpływają na jej codzienność. – Jestem tutaj, ale moje serce jest w Iranie. Cała moja rodzina tam mieszka – mówi.
Kontakt z bliskimi bywa utrudniony lub niemożliwy. – W Iranie często nie ma internetu ani połączeń telefonicznych z zagranicą. Czasami ludzie używają Starlinka, żeby skontaktować się z rodziną – tłumaczy.
Dzięki takiemu połączeniu dowiedziała się o aresztowaniu brata. – Mama powiedziała mi, że mój brat został zatrzymany podczas protestu. Wiele rodzin przez długi czas nie ma żadnych informacji o swoich bliskich. Brak informacji jest dla mnie najtrudniejszy – przyznaje.
– Nie mogę normalnie spać. Zasypiam bardzo późno i wstaję wcześnie, żeby sprawdzić wiadomości – dodaje.
Dodatkowym obciążeniem jest niepewna sytuacja prawna w Polsce. – Od ponad półtora roku czekam na kartę pobytu. Nadal jej nie mam. Jestem aktywna w internecie i na protestach, ale boję się, że jedna decyzja urzędu może zmusić mnie do powrotu do Iranu. To byłoby dla mnie bardzo niebezpieczne – mówi.
Mimo strachu nie traci nadziei. – Czuję smutek, strach i poczucie winy, bo jestem bezpieczna, a moja rodzina nie. Ale czuję też dumę i nadzieję. Nie możemy się poddać – podkreśla.
Jej zdaniem jedyną drogą do poprawy sytuacji jest całkowita zmiana systemu. – Nie da się naprawić tego reżimu. Jedynym rozwiązaniem jest jego obalenie – mówi.
Apeluje również do społeczności międzynarodowej. – Jeśli świat chce nam pomóc, powinien słuchać Irańczyków. Czas rozmów z reżimem już się skończył – zaznacza.
W geście solidarności z protestującymi w Iranie planowana jest demonstracja w Warszawie. W sobotę o godz. 14.00 ma się ona odbyć pod Pałacem Prezydenckim. Aktualne informacje na temat wydarzenia publikowane są w mediach społecznościowych Rejhane Mansuri, na profilu „Perska w Polsce”.
W Iranie, którym rządzi prezydent Ebrahim Raisi pod kierownictwem Najwyższego Przywódcy Alego Chameneiego, od końca 2025 roku trwają szerokie protesty społeczne. Niezadowolenie wynika z pogłębiającego się kryzysu gospodarczego, wysokiej inflacji i spadku wartości riala, co znacząco podnosi koszty życia. Demonstranci domagają się nie tylko poprawy sytuacji ekonomicznej, lecz także ograniczenia władzy reżimu.
Iran ma długą historię napięć politycznych – po obaleniu monarchii w 1979 roku powstała Islamska Republika, w której władzę skoncentrowano w rękach Najwyższego Przywódcy i elit religijnych. Od tego czasu kraj doświadczał zarówno represji politycznych, jak i okresów protestów społecznych, w tym masowych ruchów w 2009 i 2019 roku. W odpowiedzi na obecne demonstracje władze stosują brutalne represje, w tym masowe aresztowania, użycie siły wobec protestujących oraz blokadę internetu, co utrudnia dostęp do informacji. Pomimo zagrożeń, Irańczycy wciąż wychodzą na ulice, a społeczność międzynarodowa krytykuje działania rządu i wzywa do poszanowania praw człowieka.
pż