Wewnętrzny raport rządu dotyczący liczby zmarłych, który wcześniej nie został ujawniony, jest znacznie wyższy niż 3 117 ofiar, które zostały ogłoszone 21 stycznia przez zwolenników reżimu, którzy raportują bezpośrednio do Alego Chameneiego, Najwyższego Przywódcy Iranu. Ministerstwa raportują do wybranego prezydenta. Liczba 30 000 jest również znacznie wyższa niż dane zebrane przez aktywistów, którzy starają się gromadzić nazwiska zmarłych. Agencja Human Rights Activists News Agency z siedzibą w USA potwierdziła w sobotę 5 459 zgonów i prowadzi dochodzenie w sprawie kolejnych 17 031 przypadków.
TIME nie był w stanie niezależnie zweryfikować tych danych.
Dwudniowa liczba zgonów podana przez Ministerstwo Zdrowia jest podobna do tej, którą ustalili lekarze i pierwsi ratownicy. Ich zestawienie również trafiło do TIME. Lekarze zanotowali około 30 304 zgony w szpitalach do piątku. Te dane pochodzą z raportu przygotowanego przez doktora Amira Parasty, niemiecko-irańskiego chirurga okulistycznego. Dr Parasta dodał, że ta liczba nie obejmuje osób, które zginęły podczas protestów i trafiły do szpitali wojskowych, a potem bezpośrednio do kostnic. Nie są też uwzględnione zgony w miejscach, do których śledczy jeszcze nie dotarli. Irańska Rada Bezpieczeństwa Narodowego poinformowała, że protesty miały miejsce w około 4 000 lokalizacji w całym kraju.
„Zbliżamy się do rzeczywistości” — powiedział dr Parasta. „Ale przypuszczam, że prawdziwe liczby są nadal znacznie wyższe.”
Rzeczywistość ta pokazuje, że wewnętrzna liczba rządowa mówi o ponad 30 000 ofiarach w ciągu dwóch dni. Tak wielka masakra, która miała miejsce w zaledwie 48 godzin, sprawiła, że eksperci od masowych zabójstw szukali porównań do tego wydarzenia.
„Większość nagłych fal zabijania nie wynika ze strzelania” — powiedział Les Roberts, profesor z Uniwersytetu Columbia, specjalizujący się w epidemiologii śmierci wynikającej z przemocy. „W Aleppo [Syria] i w Falludży [Irak], gdy tak duże fale śmierci zdarzały się w ciągu kilku dni, dotyczyły głównie wybuchów, przy czym strzelano tylko częściowo.”
W Iranie cały kraj stał się jakoby polem bitwy, gdzie od 28 grudnia tysiące ludzi wyszło na ulice. Początkowo chcieli ulgi dla kraju, który był w bardzo złej sytuacji gospodarczej, ale szybko zaczęli domagać się obalenia rządów islamistów. Na początku siły bezpieczeństwa starły się z protestującymi, używając głównie metod, które nie powodowały śmierci. Urzędnicy mówili też o potrzebie porozumienia, a cała sytuacja była bardzo niepewna. Sytuacja zaczęła się zmieniać w weekend, który rozpoczął się 8 stycznia. Wtedy protesty osiągnęły najwyższy poziom, kiedy grupy przeciwne rządowi zaczęły działać. W tym czasie Reza Pahlavi, syn byłego szacha Iranu, który przebywa na emigracji, zachęcał ludzi do wzięcia udziału w demonstracjach. Prezydent Stanów Zjednoczonych, Donald Trump, deklarował, że jego kraj wesprze protestujących, lecz konkretnych działań nie podjęto.
Ludzie, którzy byli na miejscu, mówią, że ulice były zatłoczone, gdy władze zablokowały internet i wszystkie inne sposoby łączności z resztą świata. Strzelali snajperzy z dachów, a ciężarówki z karabinami maszynowymi ostrzelały tłum, według relacji naocznego świadka i nagrań z telefonów. W piątek, 9 stycznia, jeden z funkcjonariuszy Islamskiej Gwardii Rewolucyjnej powiedział w telewizji, że każdy, kto wyjdzie na ulice, powinien się liczyć z tym, że może zostać postrzelony i nie powinien się potem skarżyć: jeśli kula trafi, nie narzekaj.
Potrzeba było kilku dni, aby ludzie zrozumieli, co się naprawdę dzieje. Obrazy rannych i zabitych osób były przekazywane za pomocą nieoficjalnych połączeń satelitarnych. Trudno było określić liczbę ofiar, ponieważ władze przerwały łączność w kraju. Dopiero lekarz z Teheranu potwierdził, że w samym Teheranie odnotowano co najmniej 217 zgonów w czasie protestów. Personel medyczny w Iranie szacował, że do 10 stycznia zginęło co najmniej 16 500 protestujących. Aktualizacja z piątku była oparta na tych badaniach, jak powiedział.
Paul B. Spiegel, profesor w Międzynarodowej Szkole Zdrowia Uniwersytetu Johna Hopkinsa, jest pod wrażeniem szybkości zbierania danych w bardzo trudnych warunkach. Jak Paul B. Spiegel, profesor w Międzynarodowej Szkole Zdrowia Uniwersytetu Johna Hopkinsa, powiedział, podobnie jak Roberts, jest on ostrożny, gdy chodzi o dane ze szpitali.
Roberts, który podróżował do stref wojennych, aby badać wskaźniki śmierci wśród ludności cywilnej w Iraku i Demokratycznej Republice Konga, powiedział, że liczba trzydzieści tysięcy potwierdzonych zgonów jest na pewno za niska.
Pojawienie się danych z Ministerstwa Zdrowia potwierdza to - jednocześnie pokazując, jak wysoka jest stawka zarówno dla mieszkańców Iranu, jak i dla rządu, który przejął władzę w 1979 roku, kiedy to miliony ludzi chciały obalenia dotychczasowego rządu.
W piątek, 9 stycznia, Sahba Rashtian, młoda artystka animacji, spotkała się ze swoimi przyjaciółmi na ulicach Isfahanu. To miasto w centralnym Iranie jest znane ze swojej pięknej architektury. Zanim ktokolwiek zaczął krzyczeć, Sahba została zauważona przez przyjaciół leżąca na ziemi. Jej siostra zobaczyła, że na jej ręce jest krew.
Sahba zmarła podczas operacji w pobliskim szpitalu. Sahba miała tylko 23 lata.
Jej przyjaciel wspominał, że zawsze żartowała ze swojego pięknego imienia. Mówiła: “Sahba to wino, a ja jestem zakazana w Islamskiej Republice” — śmiała się przy tym.
Podczas pogrzebu, jak relacjonował przyjaciel, ceremonie religijne były zabronione, a ojciec Rashtian miał na sobie białe ubranie.
„Moja córka stała się męczennicą na drodze do wolności.” — powiedział żałobnikom, według relacji przyjaciela.
Time/pż