Historia tego miejsca zaczyna się w XIX wieku i od samego początku związana jest z Warszawą. Dziś prowadzi je Alina Cieszkowska, która podkreśla wielopokoleniowy charakter rodzinnej tradycji.
„Nazywam się Alina Cieszkowska. Prowadzę sklep z nakryciami głowy, jeden z najstarszych chyba w Polsce, o ile nie najstarszy w Warszawie przy ul. Waszyngtona” — mówi właścicielka.
Jak opowiada, początki rodzinnego rzemiosła sięgają prapradziadka, który wyjechał do Wiednia i tam uczył się zawodu w ramach praktyki rzemieślniczej. Po powrocie do Warszawy rozpoczął działalność, która stała się fundamentem kolejnych pokoleń.
Zakład przez lata zmieniał lokalizacje, ale nigdy nie zniknął z miasta. Jak podkreśla Cieszkowska, najważniejsza jest ciągłość, a nie konkretny adres.
Alina Cieszkowska pokazuje swoją pracownię kapeluszy na tyłach sklepu fot. Piotr Żułnowski
Dziś pracownia funkcjonuje na Pradze i nadal wykonuje nakrycia głowy w tradycyjny sposób. Każdy egzemplarz powstaje indywidualnie, z uwzględnieniem potrzeb klienta. Różnice w oczekiwaniach są wyraźne — kobiety częściej szukają oryginalności, mężczyźni stawiają na trwałość.
Współczesny rynek, zdominowany przez sieciówki i sprzedaż internetową, zmienił podejście do rzeczy. Właścicielka zwraca uwagę na rosnącą jednorazowość przedmiotów i spadek przywiązania do jakości.
„Nastały takie czasy, takiej byle jakości bym powiedziała” — mówi.
fot. Piotr Żułnowski
Mimo to do pracowni wciąż trafiają przedmioty wymagające naprawy, często mające kilkadziesiąt lat. Jednym z przykładów był melonik przyniesiony przez rodzinę klienta, pochodzący sprzed poprzedniego wieku.
„Przyszła wnuczka i przyniosła mi ten melonik jeszcze z poprzedniego wieku” — wspomina Alina Cieszkowska.
Takie sytuacje pokazują, że rzemiosło wciąż ma znaczenie, a niektóre przedmioty mogą przetrwać dekady, jeśli zostaną dobrze wykonane i odpowiednio pielęgnowane.
Proces tworzenia kapeluszy pozostaje w dużej mierze niezmienny. Wykorzystuje się filc, formy oraz ręczne techniki kształtowania. Materiał jest parowany, naciągany na gorące formy, a następnie suszony i wykańczany. Każdy etap wymaga doświadczenia i precyzji.
Właścicielka zakładu nadal samodzielnie realizuje zamówienia dla swoich klientów fot. Piotr Żułnowski
„Przed naciągnięciem go trzeba namoczyć go w kleju odpowiednim, naciąga się na gorącą formę, to wszystko parzy, to wszystko jest gorące, to jest brudna praca” — opisuje właścicielka.
Produkcja jednego kapelusza trwa kilka godzin, ale w praktyce odbywa się równolegle dla kilku egzemplarzy. To praca etapowa, wymagająca cierpliwości i organizacji.
„No trwa to 3 i pół godziny, mniej więcej. Z tym, że tej jednej rzeczy się nie robi, tylko już jeżeli robię, to robię parę takich rzeczy” — tłumaczy.
fot. Piotr Żułnowski
Zakład przetrwał najtrudniejsze momenty XX wieku — wojny, komunizm i ograniczenia w dostępie do materiałów. Dziś jednak największym problemem nie jest produkcja, ale brak kontynuatorów.
„Czy ma pani komu przekazać cały zakład? Nie mam” — przyznaje Cieszkowska.
Mimo to pracownia przy Waszyngtona wciąż działa jako jedno z ostatnich miejsc w Warszawie, gdzie rzemiosło kapelusznicze funkcjonuje w tradycyjnej, ręcznej formie.
pż