Historia Anny i Adama to opowieść o odwadze porzucenia utartych schematów na rzecz życia w zgodzie z własnymi pasjami. Wszystko zaczęło się od fascynacji Anny kulturą latynoamerykańską i językiem hiszpańskim, co skłoniło ją do pracy w różnych krajach Europy, aby zgromadzić fundusze na daleką podróż. Los sprawił, że podczas wyprawy po Azji spotkała Adama. Choć ich pierwsza wspólna chwila trwała zaledwie dwa dni, po roku rozłąki Adam zdecydował się dołączyć do Anny, która przebywała już w Meksyku. Razem wyruszyli w długą podróż przez Amerykę Środkową, docierając aż do Nikaragui, by ostatecznie wrócić do San Cristóbal de las Casas. „To miasto ma w sobie coś takiego, że jak się raz tu przyjedzie, to zawsze chce się wracać” – podkreśla Anna podczas rozmowy.
Decyzja o osiedleniu się na stałe wiązała się z koniecznością znalezienia stabilnego źródła utrzymania. Rozwiązaniem okazało się tradycyjne rzemiosło, a konkretnie wyroby skórzane. Para stworzyła markę, która łączy meksykański kunszt z polskim rynkiem, jednak dbają o to, by sercem produktów pozostawała lokalna tradycja. Jak wyjaśnia Anna: „Wzory i fasony są autentyczne, to są modele tych panów kaletników, którzy od pokoleń pracują z tą skórą. My tylko pilnujemy jakości i dostarczamy te torebki do odbiorców w Polsce”. Torebki te powstają z grubej skóry juchtowej, a ich rustykalny charakter budzi sentyment u polskich klientów, przypominając dawne wyroby góralskie, choć ich zdobnictwo pozostaje rdzennie meksykańskie.
Życie w stanie Chiapas to dla małżeństwa nie tylko praca, ale przede wszystkim codzienne obcowanie z kulturą, która diametralnie różni się od europejskiej. San Cristóbal urzeka kolonialną architekturą i specyficznym tempem życia, które wyznacza słońce i wszechobecna muzyka. Adam zauważa, że ogromnym atutem jest tamtejszy klimat: „Słońce świeci tu niemal przez cały rok, co daje niesamowitą energię do działania. Ludzie są radośni, a kolory na ulicach sprawiają, że nawet zwykłe wyjście po zakupy staje się przyjemnością”. Ten pozytywny wpływ otoczenia sprawił, że para po ośmiu latach czuje się w Meksyku w pełni zintegrowana i szczęśliwa.
Małżeństwo prowadzi swoją pracownię skórzanych toreb, zatrudniając lokalnych rzemieślników. fot. instagram.com/Anna Hnidiuk-Radziszewska
Niezwykle istotnym i unikatowym elementem ich życia na emigracji jest relacja z lokalną Polonią. W przeciwieństwie do wielu miejsc na świecie, gdzie rodacy bywają wobec siebie zdystansowani, w San Cristóbal polska społeczność tworzy wyjątkowo zżytą i wspierającą się grupę. „Tutaj polonia jest niesamowita. Wspieramy się nawzajem, spotykamy na wspólne obiady, pomagamy sobie w sprawach urzędowych” – opowiada Anna. Adam dodaje, że specyfika tego miejsca przyciąga konkretny typ ludzi: „Do San Cristóbal nie trafia się przypadkiem z wycieczką all-inclusive. Tu przyjeżdżają osoby o podobnym podejściu do świata, często podróżnicy czy artyści, którzy szukają autentyczności”.
Wzajemna pomoc w obrębie polskiej grupy jest w San Cristóbal naturalnym elementem codzienności. Jak podkreślają bohaterowie, ta solidarność sprawia, że nawet tysiące kilometrów od ojczyzny nie czują się osamotnieni. „Mamy taką grupę przyjaciół, na których zawsze możemy liczyć. To sprawia, że Meksyk stał się dla nas prawdziwym domem” – kwituje Anna. Historia Anny i Adama pokazuje, że udana emigracja to nie tylko kwestia odnalezienia się w nowym biznesie, ale przede wszystkim umiejętność zbudowania wokół siebie serdecznych relacji – zarówno z lokalnymi rzemieślnikami, jak i z rodakami, którzy wybrali podobną drogę życia pod meksykańskim niebem.
pż