W Ustce zakończyły się 22. Światowe Letnie Igrzyska Polonijne, w których rywalizowało kilkuset zawodników Polonii z całego świata. Przez kilka dni sportowcy z różnych kontynentów mierzyli się w kilkunastu dyscyplinach - od lekkoatletyki, przez pływanie, po siatkówkę plażową i piłkę nożną. Dla wielu z nich impreza była okazją nie tylko do sportowej rywalizacji, ale przede wszystkim do integracji ze środowiskiem polonijnym.
Najobszerniej tegoroczną edycję skomentował Robert Szewczyk z Zaolzia w Czechach, który w Igrzyskach uczestniczy od ćwierć wieku. Zwrócił uwagę na spadek liczby startujących: "muszę powiedzieć, że jeżeli chodzi o ilość zawodników, to chyba było mniej niż tam w poprzednich latach, na których byłem". Jak zauważył, wynikać to może z decyzji samego organizatora: "pewnie są jakieś też ograniczenia, bo w tym roku organizator za sobie prawo selekcji kogo przyjmie, kogo nie, nie wiem na jakiej podstawie to jest zrobione".
Mimo to Szewczyk docenił różnorodność oferowanych dyscyplin i otwartość formuły na osoby w każdym wieku: "Myślę, że bardzo fajnie zróżnicowane, że można realizować wiele dyscyplin w różnym wieku. To jest bardzo dobre, o czym myśli właśnie organizator, żeby każdy mógł wystartować". Podkreślił też wartość integracyjną wydarzenia: "poznałem wiele osób też w takim wieku powiedzmy 70+, z którymi nawiązałem bardzo dobre relacje i mam nadzieję, że się w przyszłości wzajemnie odwiedzimy".
Za najmocniejszą stronę tegorocznych Igrzysk uznał samo miejsce rozgrywek: "Zdecydowanie super było miejsce, muszę powiedzieć. Tak jest łuska, taka mała miejscowość, taka spokojna i całe miasto jakby żyło tymi igrzyskami, bo wszędzie były fani w mieście, mieszkańcy". Zwrócił uwagę na inną niż w dużych miastach atmosferę zamknięcia zawodów: "Zamknięcie igrzysk było robione publicznie, a kiedyś było to zawsze robione tak bardziej na izolacji, bo wiadomo też w dużym mieście nie da się tego tak publicznie zrobić".
fot. Piotr Żułnowski
Szewczyk wskazał również, co warto poprawić w przyszłości - przede wszystkim czas potrzebny na organizację wyjazdu: "Ministerstwo mogło szybciej zadecydować o przydzieleniu czy nie przydzieleniu grantów, żeby wspólnota sama o sobie miała wystarczająco dużo czasu na organizację i na poinformowanie nas jako uczestników". Jak dodał, zbyt późna decyzja realnie ogranicza liczbę startujących: "Wiele rodzin już ma po prostu urlopy wybrane, ludziom już później nie starcza terminu, żeby jeszcze przyjechać, bo już po prostu nie mają wolnego z pracy".
Romualda Topij przyjechała z Norwegii i brała udział w kilku konkurencjach - od pchnięcia kulą po piłkę nożną. Wysoko oceniła stronę organizacyjną: "Super przygotowana organizacja. Na razie wszystko w porządku, więc jestem zadowolona".
fot. Piotr Żułnowski
Głos krytyczny wobec formuły zawodów wyraził Tadeusz z Litwy, uczestnik Igrzysk od 2013 roku, zwracając uwagę na łączenie różnych kategorii wiekowych: "Ale jak łączą grupy 30-latków, 35 lat mających mężczyzn, ze mną 74, to nie mam żadnych szans. I dlatego po prostu nas dyskryminują starszych".
Paweł Zygmunt Pawłowski, jedyny reprezentant Polonii z Irlandii na tegorocznych Igrzyskach, porównał obecną edycję do wcześniejszych, w których brał udział: "To już są moje czwarte igrzyska. Pierwsze były w Gdyni w 2019. Jednak to były najlepsze w Gdyni w 2019, ponieważ następna edycja to była pandemia". Podsumowując tegoroczne zawody, ocenił: "teraz widzę, że wszystko się tutaj otworzyło ładnie. Dużo osób przyjechało z innych krajów. Więc integracja jest bardzo dobra. Jestem zadowolony, że tu jestem".
Uczestnicy zgodnie podkreślali, że tegoroczna edycja Igrzysk - mimo mniejszej niż w poprzednich latach liczby zawodników - pozostawiła po sobie przede wszystkim nowe znajomości i poczucie wspólnoty Polonii z całego świata.
PRdZ/Wspólnota Polska/pż