Największą sławę przyniósł mu okres kierowania Philadelphia Orchestra w latach 1912–1938. To właśnie wtedy wypracował charakterystyczne, niezwykle bogate brzmienie zespołu, które do dziś pozostaje jednym z jego znaków rozpoznawczych. Dzięki pracy Stokowskiego orkiestra ugruntowała pozycję jednej z najwybitniejszych amerykańskich orkiestr symfonicznych.
Dyrygent od początku fascynował się także technologiami rejestracji dźwięku. W 1925 roku dokonał pierwszego elektrycznego nagrania orkiestry symfonicznej, a już w latach 30. eksperymentował z techniką stereo, wyprzedzając swoją epokę o wiele lat.
Dyrygent, który nie bał się awangardy
Stokowski z ogromnym zaangażowaniem popularyzował muzykę klasyczną. W 1940 roku współtworzył ścieżkę dźwiękową do animowanego filmu Fantazja Walta Disneya. Wśród nagranych utworów znalazły się m.in. Toccata i fuga d-moll Bacha w opracowaniu Stokowskiego, Uczeń czarnoksiężnika Paula Dukasa oraz Święto wiosny Igora Strawińskiego.
Dziś wybór tego ostatniego utworu może wydawać się oczywisty, ale w 1940 roku była to wciąż awangardowa kompozycja żyjącego twórcy. Stokowski konsekwentnie sięgał po muzykę współczesną i należał do jej najważniejszych propagatorów. Był jedynym dyrygentem, który wykonał wszystkie dzieła orkiestrowe Arnolda Schönberga za życia kompozytora. Promował już wtedy muzykę polską, zapoznając amerykańską publiczność z dziełami Ignacego Jana Paderewskiego, Aleksandra Tansmana, Grzegorza Fitelberga czy Karola Szymanowskiego.
Czytaj także:
Stokowski odkrywa Polskę
Choć przez całe życie mocno podkreślał swoje polskie pochodzenie, po raz pierwszy wystąpił w Polsce dopiero w 1959 roku. Stało się to dzięki Stanisławowi Skrowaczewskiemu, który po spotkaniu z dyrygentem w Stanach Zjednoczonych nieoficjalnie zaprosił go do Warszawy.
W programie warszawskiego koncertu znalazły się również polskie utwory – I Symfonia Witolda Lutosławskiego i Stabat mater Karola Szymanowskiego.
Ludwik Erhardt pisał o tym wydarzeniu na łamach "Expressu Wieczornego":
"Po raz pierwszy widziałem […] człowieka absolutnie panującego nad materią muzyki. Celowość oszczędnych gestów Stokowskiego jest zdumiewająca. Od strony orkiestry są to wskazówki dla poszczególnych muzyków, podkreślenia rytmu w miejscach bardziej skomplikowanych, akcenty i wejścia podawane z dużym wyprzedzeniem, lekkie szkicowanie dynamiki i artykulacji. Od strony sali jest to piękny, pełen dyskretnej poezji balet rąk. […] Powaga wykonywanej muzyki spowodowała, że entuzjazm przybrał postać głębokiego, trwałego zachwytu."
Równie entuzjastycznie koncert opisywał Zygmunt Mycielski w "Przeglądzie Kulturalnym", odnosząc się do interpretacji Stabat Mater Szymanowskiego:
"Z największym zaciekawieniem słuchałem Stabat Szymanowskiego. Znakomicie wykonywane u nas, wydawało mi się zawsze nieco przeliryzowane. A jest już w samej tej muzyce tyle liryzmu, że czekałem od lat na wykonanie bardziej obiektywne, bardziej >>klasyczne<<. Tak je ujął Stokowski, nie odbiegając resztą nigdzie od wszelkich rallentando i fermat, które kompozytor zaznaczył w swoim dziele. Poszczególne zwięzłe ustępy tego utworu rysowały się jasno, jak spokojne kolumny, o wyraźnych i zdecydowanych konturach".
"Macie najlepsze wydawnictwo muzyczne na świecie"
Podczas pobytu w Warszawie Stokowski udzielił również wywiadu "Ruchowi Muzycznemu". Nie krył w nim zachwytu nad działalnością Polskiego Wydawnictwa Muzycznego:
"Macie najlepsze na świecie wydawnictwo muzyczne PWM. Wszystko jest w nim doskonałe: papier, druk, nowoczesne ujęcie wydawnictw, niezwykle czytelne partytury. Warto to tym bardziej podkreślić, że Polska, kraj przecież nie najbogatszy, reprezentuje w dziedzinie wydawnictw muzycznych dużo wyższy poziom niż najpotężniejsze kraje świata".
Do Polski powrócił już rok później. Dyrygował Orkiestrą Filharmonii Śląskiej w Hali Ludowej w Zabrzu oraz Orkiestrą Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy. I tym razem w programach koncertów znalazła się muzyka polska. W Bydgoszczy poprowadził – najprawdopodobniej jedyny raz w życiu – uwerturę Bajka Stanisława Moniuszki. Na Śląsku wykonał natomiast Toccatę Bolesława Szabelskiego.
Leon Markiewicz pisał po zabrzańskim koncercie na łamach "Ruchu Muzycznego":
"Bardzo miłym akcentem było uznanie Stokowskiego, wyrażone obecnemu na koncercie Bolesławowi Szabelskiemu: odwróciwszy się do publiczności, swoimi nieprzerwanymi oklaskami sprowokował kompozytora do dwukrotnego wyjścia przed estradę. Gest ten ma swoje uzasadnienie w „odkryciu” twórczości Szabelskiego przez Stokowskiego, jakie odbiło się głośnym echem w świecie muzycznym przed kilku laty. Szkoda, że w Polsce nie wszyscy muzycy wciąż jeszcze zdają sobie sprawę z tego, jak wielką wagę posiada twórczość Szabelskiego".
Nagrania Stokowskiego z polskimi orkiestrami zachowały się w archiwach Polskiego Radia. Kilka lat temu wykonania polskich utworów wydano na albumie Leopold Stokowski in Poland.
Przyjaźń z Andrzejem Panufnikiem
Wyjątkowa relacja połączyła Stokowskiego z Andrzejem Panufnikiem. Artyści poznali się w latach 50. w Stanach Zjednoczonych. To właśnie Stokowski poprowadził prawykonania kilku ważnych kompozycji Panufnika, m.in. Sinfonii Elegiaca, Epitafium katyńskiego i Universal Prayer.
Panufnik wspominał po latach:
"Zarzucano mu nieraz, że przerysowuje lub zniekształca utwory dla uzyskania efektu. Ale ja w kontaktach z nim odniosłem wrażenie, że na ogół był niesłychanie skromny i szczerze pragnął interpretować moją muzykę dokładnie tak, jak tego chciałem."
Dyrygent był częstym gościem domu Panufników w Twickenham. W autobiografii kompozytora zachowała się jedna z najbardziej uroczych opowieści o Stokowskim:
"Z okazji naszego ślubu przysłał nam entuzjastyczny list gratulacyjny i usilnie dopytywał się, choć dobiegał już osiemdziesiątki, czy Camilla nie ma młodszej siostry. Od tej pory, gdy przyjeżdżał do Anglii na nagranie lub koncerty, na dwa lub trzy dni krył się w Twickenham, nie mówiąc nikomu, dokąd jedzie. (…) Uwielbiał Camillę, a mnie nazywał jej «chłopakiem», odmawiając przyznania mi pozycji męża. Lubił też zwierzęta i często pisał serdeczne i zabawne listy do naszej suczki labradorki Kasi i do gadającego szpaka Daumiera, gdy chciał nas zawiadomić o swoim przyjeździe."
Stokowski przez całe życie podkreślał swoje polskie korzenie, ale dopiero pod koniec kariery mógł dyrygować polskimi orkiestrami. Pozostawił jednak coś więcej niż wspomnienie dwóch wizyt – zostawił interpretacje Lutosławskiego, Szymanowskiego i Szabelskiego, które do dziś należą do najciekawszych świadectw jego fascynacji polską muzyką.
***
Oskar Łapeta