Chłopi – niechciani rodzice Polaków

Ostatnia aktualizacja: 14.05.2014 21:00
– Większość polskiej klasy średniej nie przyjmuje do wiadomości, że są potomkami ludzi, którzy byli beneficjentami zniknięcia Żydów i ułatwionego przez władze komunistyczne awansu społecznego – mówił w Dwójce prof. Andrzej Leder, autor książki "Prześniona rewolucja. Ćwiczenie z logiki historycznej".
Audio
  • Prof. Andrzej Leder rewolucji społecznej 1939-1956 oraz o polskim opowiadaniu o historii (Rozmowy po zmroku)
Kaszubski Park Etnograficzny przekształcony z Muzeum Chat Kaszubskich w 1969 r.
Kaszubski Park Etnograficzny przekształcony z Muzeum Chat Kaszubskich w 1969 r.Foto: PAP/Krzysztof Kamiński

Filozof kultury prof. Andrzej Leder zwrócił uwagę, że w dwudziestowiecznym polskim mówieniu o własnej historii niezmiennie dominuje opowieść romantyczna. – Tradycja ta opisuje z jednej strony wyidealizowany świat I Rzeczypospolitej, z drugiej zaś obraz powstań i polskiego cierpienia – tłumaczył. – Ta opowieść jest cały czas aktualizowana. Pojawia się w narracji o okresie II wojny światowej, o powstaniu warszawskim, o Katyniu. Współcześnie zaś aktualizuje się ona w opowieści smoleńskiej – dodał.

Ta opowieść tworzy pewną strukturę wyobraźni. – Uderzające jest to, że konkretne, rzeczywiste wydarzenia są tylko o tyle uświadamiane i brane pod uwagę jako ważne, o ile dadzą się wpisać w tę strukturę. Pozostałe zaś są zapominane, zacierane, nie wchodzą w opowieść, która rządzi wyobraźnią – mówił filozof. – Taki właśnie był los rewolucyjnego okresu 1939-1956. Mimo tego, że był on tak naprawdę przede wszystkim modernizacją społeczną, to został opowiedziany właśnie w owym romantycznym paradygmacie, czyli jako okres cierpienia, walki i odrodzenia się z popiołów na wzór feniksa – zauważył.

Jednym z mitów tego okresu jest monolityczność polskiego społeczeństwa. Tymczasem, podobnie jak przed wojną, było ono głęboko podzielone na wielki chłopski rdzeń, obejmujący mniej więcej 70 procent populacji, i elitę urzędniczo-wojskowo-inteligencką, wywodzącą się w dużym stopniu z ziemiaństwa. Etniczna jednolitość narodu to dopiero skutek polityki PRL, która otworzyła ludności wiejskiej drogę do awansu społecznego. Niewielu myślicieli dziś jest w stanie przyznać, że mimo straszliwych wydarzeń epoki stalinowskiej dokonała ona modernizacji struktury społecznej, która przyniosła pozytywne efekty.

– To był moment rzeczywistego upodmiotowienia dla bardzo wielu ludzi – powiedział prof. Andrzej Leder . – Podejmowali oni wtedy bardzo ważne decyzje życiowe, rzutujące na losy kolejnych pokoleń. Dokonywało się to jednak w trudnych moralnie okolicznościach i zostało okupione wielkim kosztem. Dlatego łatwiej przyjąć romantyczną narrację, która opowiada historię zniewolonego polskiego społeczeństwa, które nic z tym wszystkim nie miało wspólnego i tylko dzielnie stawiało opór – mówił.

Pamięć o chłopskich przodkach nie pasuje do opowieści o szlacheckiej przeszłości Polski. – Większość polskiej klasy średniej to ludzie, których dziadkowie i pradziadkowie brali udział w przejmowaniu obszaru, który opuścili Żydzi, lub w awansie, który dokonał się po wojnie – przypomniał filozof. – To jest aktualnie zacierane. Każdy sobie szuka przodka szlachcica z Kresów i nostalgicznie mówi o dworkach, choć statystyka bezlitośnie obnaża absurd tej narracji – dodał, zwracając uwagę, że od pewnego czasu widać jednak także przeciwny trend. Polacy coraz częściej odkrywają swoją tożsamość. – Otworzyła się droga do innych sposobów opowiadania naszego świata – cieszył się.

"Rozmowy po zmroku" prowadził Michał Nowak.

mc/mm

Czytaj także

Żołnierze Wyklęci, żołnierze niezłomni

Ostatnia aktualizacja: 01.03.2014 13:05
- Byli wyklęci już w 1939 roku, kiedy Polska mimo traktatów o pomocy wojskowej po napaści hitlerowskich Niemiec została opuszczona przez Francję i Wielką Brytanię - przypomina Mateusz Wyrwich, badacz najnowszej historii Polski.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Studencki Teatr Satyryków. "Im nie było wszystko jedno"

Ostatnia aktualizacja: 06.05.2014 17:47
- Emocje, które tam panowały i sprawy o których jego twórcy chcieli głośno mówić, były wielkie - zapewniał w radiowej Jedynce Paweł Szlachetko, współautor książki "STS - tu wszystko się zaczęło". 2 maja minęło 60 lat od pierwszej premiery Studenckiego Teatru Satyryków.
rozwiń zwiń