Wysłuchaj audycji "Wybieram Dwójkę"<<<
Łukasz Borowicz to dyrygent, który ze szczególnym upodobaniem, konsekwencją i poczuciem misji zajmuje się muzyką zapomnianych polskich kompozytorów. W ostatnim czasie w orbicie jego zainteresowań znalazła się Symfonia d-moll Zygmunta Stojowskiego, utrwalona z Orkiestrą Filharmonii Poznańskiej. Album ukazał się nakładem firmy DUX.
Czytaj także:
Symfonia d-moll Stojowskiego: muzyka na styku epok
Symfonia d-moll została prawykonana w niesłychanie skomplikowanym i trudnym okresie w historii muzyki. Krzyżowały się wówczas różne prądy, następowały gwałtowne zmiany stylistyczne.
- Mam poczucie dużej intensywności tych przemian. Stojowski był w 1901 roku młodym, świetnie wykształconym kompozytorem, stojącym na rozdrożu, na którym znaleźli się twórcy związani z Młodą Polską oraz z generacjami ją poprzedzającymi i następującymi po niej. Pojawiało się wówczas pytanie: czy pójść w stronę modernizmu, zerwać z tradycją romantyczną; czy zwrócić się ku impresjonizmowi i orientalizmowi, jak zrobił to Karol Szymanowski w środkowym okresie twórczości; czy pozostać wiernym postromantycznemu językowi, rozwijając go, lecz osadzając stylistycznie w końcu XIX wieku. Stojowski znajdował się właśnie w tym punkcie - zaznaczył dyrygent w rozmowie z Karolem Furtakiem.
W cieniu mentora
Symfonia d-moll miała jednak znakomity start: została wydana drukiem w prestiżowej oficynie Petersa, co od razu sytuowało ją w pierwszej lidze repertuaru i zapewniało dostępność materiałów poza Polską. Stąd wykonania zagraniczne.
- Stojowski miał też ogromne wsparcie Ignacego Jana Paderewskiego, który propagował jego twórczość. To była sprawa niebagatelna. Oczywiście symfonia nie zrobiła takiej kariery, jaką mogła, ale nie ma to żadnego związku z jej jakością. Powstała bowiem u schyłku epoki, która właśnie się zamykała - zaznaczył Łukasz Borowicz.
- Jeśli prześledzimy relacje prasowe z koncertu inauguracyjnego Filharmonii Warszawskiej, okaże się, że są one dość zdawkowe. Więcej miejsca poświęca się samemu wydarzeniu niż samej kompozycji. Podkreśla się znakomite umiejętności młodego twórcy, ale są to recenzje ostrożne, życzliwe, lecz pozbawione entuzjazmu. Być może obecność Paderewskiego przyćmiła wówczas uwagę skierowaną na samą symfonię - dodał artysta.
Sen o Polsce
Symfonia d-moll Stojowskiego łączy w sobie heroizm, melancholię i dyskretny optymizm. - W polskiej kulturze przełomu wieków obecne jest przeczucie nadchodzącej niepodległości, wyczekiwanie jutrzenki. Te symfonie śnią o Polsce, ale jednocześnie niosą w sobie ogromny ładunek melancholii. To melancholia tragiczna, bliska tej znanej z malarstwa Jacka Malczewskiego. Jest w tej muzyce pęd i jednoczesne zatrzymanie, heroizm i smutek. To napięcie przenika symfonię Stojowskiego i wiele innych dzieł tego czasu - mówił na antenie artysta.
Jestem szczęśliwy, bo miałem okazję pracować nad dziełami większości kompozytorów polskich przełomu wieków. One zaczynają układać się w jedną narrację. Wraz z Orkiestrą Filharmonii Poznańskiej będziemy kontynuować ten projekt, tworząc swoistą antologię. Bez nagrań ta muzyka nie ma dziś szans na obecność w repertuarze. Jeśli utwór nie istnieje fonograficznie, praktycznie nie istnieje programowo - dodał Łukasz Borowicz.
***
Przygotowanie: Karol Furtak
Gość: Łukasz Borowicz
Data emisji: 9.01.2026
Godzina emisji: 17.10
Materiał wyemitowano w audycji "Wybieram Dwójkę"