Posłuchaj audycji "Strefa literatury" >>>
Listy, które w latach 1950-1969 wymieniali między sobą Witold Gombrowicz i Jerzy Giedroyć, stanowią fascynujący ich zawodowych i prywatnych relacji. – Gombrowicz zapewne pisałby niezależnie od Giedroycia, natomiast na pewno nie byłby bez niego takim pisarzem – mówił dr hab. Paweł Rodak z Instytutu Kultury Polskiej UW, uczestnik debaty zorganizowanej podczas festiwalu "Opętani literaturą".
Giedroyć i Gombrowicz: korespondencja czasów emigracji
Początek relacji dwóch literatów sięgał lata 1939 roku (choć wtedy nie znali się jeszcze osobiście). To Jerzy Giedroyć, młody redaktor, ówczesny pracownik Ministerstwa Przemysłu i Handlu, zorganizował dla Gombrowicza bilet na rejs "Chrobrym” do Ameryki Południowej. Ciąg dalszy znamy: pisarz pozostał na wymuszonej emigracji w Argentynie do 1963 roku, nierzadko ledwo wiążąc koniec z końcem.
Czytaj również:
Współpraca z "Kulturą" okazała się dla niego zbawienna z różnych powodów. To w redagowanym przez Giedroycia magazynie i w założonym przez niego wydawnictwie, Instytucie Literackim, Witold Gombrowicz od 1951 roku publikował swoje utwory: "Trans-Atlantyk", "Ślub" czy "Dziennik".
– Witold Gombrowicz staje się petentem Giedroycia, któremu w gruncie rzeczy zawdzięcza w znacznej mierze powrót do literatury, powrót do pisania i możliwość jakiegokolwiek publikowania. Ja nie przesądzam - być może powieści Gombrowicza, te powojenne, powstawałyby bez Giedroycia, bez "Kultury", bez Instytutu Literackiego. Problem z literaturą jest tylko taki, że literatura żyje w czytelniku. To, że Giedroyć publikuje Gombrowicza i że dociera do całkiem sporej liczby czytelników, powoduje, że Gombrowicz ożywa i że jego literatura powstaje – wskazywał podczas debaty jej drugi uczestnik, prof. dr hab. Józef Olejniczak z Uniwersytetu Śląskiego.
Zderzenie charakterów
Uważna lektura listów daje wgląd w charakter relacji łączącej obydwie wielkie postaci – relacji, dodajmy, niełatwej i burzliwej, co wynikało zarówno z osobowości literatów, jak i warunków, w których musieli funkcjonować. Przyczyną sporów stało się po pierwsze wynagrodzenie dla pisarza, który zmagając się z problemami finansowymi, słał do Paryża kolejne prośby o wsparcie. – Warunki finansowe funkcjonowania paryskiej "Kultury" i Instytutu Literackiego też nie były proste, a roszczeniowa postawa Gombrowicza w stosunku do Giedroycia, utrzymuje się właściwie do końca ich współpracy. Gombrowicz chyba nie do końca doceniał, że był chyba najwyżej opłacanym autorem "Kultury" – podkreślali badacze.
Kwestią dyskusyjną był także sposób redakcji przesyłanych utworów, zwłaszcza "Dziennika". – Gombrowicz publikuje ten dziennik w odcinkach, staje się przez to coraz bardziej znany. On już widzi, że ten dziennik to będzie coś ważnego. A Giedroyć jest wybitnym redaktorem, ale ma twardą rękę. Nie publikuje wszystkiego, co Gombrowicz przysyła albo, co gorsze, "kawałkuje" i obcina mu te fragmenty – opowiadał gość z Instytutu Kultury Polskiej UW.
Chociaż ton korespondencji wymienianej w sprawie momentami stawał się ostry, a Gombrowicz, przyzwyczajony do kontroli nad procesem wydawniczym swoich dzieł, groził zerwaniem współpracy, do tej ostatecznie nigdy nie doszło. Po powrocie pisarza z amerykańskiej emigracji w 1963 Gombrowicz i Giedroyć kilkukrotnie spotkali się osobiście w Paryżu. Relacja z pierwszej rozmowy "oko w oko", sportretowana przez pisarza w odcinku "Dziennika", ukazała się – oczywiście – w "Kulturze".
***
Tytuł audycji: Strefa literatury
Prowadzenie: Katarzyna Hagmajer-Kwiatek
Data emisji: 27.09.2026
Godz. emisji: 11.00
oprac. Kamila Snopek