Wysłuchaj audycji "O wszystkim z kulturą"<<<
Jak wyglądał opór tych, których zwykle przedstawia się jako pozbawionych sprawczości? Czy bunt musi oznaczać otwarte wystąpienie przeciwko władzy, czy może przybierać postać codziennych, pozornie drobnych gestów: odmowy pracy, sabotażu, podkradania materiałów albo obrony wspólnych dóbr?
Od milczącego sprzeciwu po zbiorowy protest
Gość Dwójki zaznaczył, że opór to termin trudny do zdefiniowania i z tego powodu w nauce bardzo często po prostu się go unika. – Nie da się go zdefiniować poza kontekstem. Nie możemy powiedzieć, że opór polega na tym, że ktoś głośno zabiera głos w swojej sprawie albo podnosi bunt, ponieważ opór może być także milczący. Może być grupowy, kiedy na przykład idziemy na manifestację – ale może być też jednostkowy, kiedy jako osoba wykonuję jakiś gest, który wyraża mój sprzeciw wobec zastanej rzeczywistości – mówił w rozmowie z Aldoną Łaniewską-Wołłk.
– Poziomów oporu może być zatem tyle, ile sytuacji, w których się znajdujemy i które nam się nie podobają. To właściwie jedyny czynnik, za pomocą którego możemy go zdefiniować: opór pojawia się wtedy, gdy znajdujemy się w sytuacji, w której nie chcemy być albo coś nam się w niej nie podoba, i podejmujemy wobec niej określone działania. Strategie oporu, sposoby działania w takiej sytuacji, są zaś tak różne, jak różne są same sytuacje – dodał Michał Rauszer.
Czytaj także:
Opór zamiast otwartego buntu
Badacz zaznaczył, że opór nie zawsze równał się buntowi. Bunt wskazuje na aktywność, na to, że ktoś podejmuje działanie. - Opór może natomiast przybrać na przykład postać odmowy pracy. W mojej poprzedniej książce opisywałem ludowe strategie oporu polegające między innymi na sabotowaniu pracy pańszczyźnianej: pracowano celowo wolno albo tak, by efekty pracy nie odpowiadały oczekiwaniom. Czy można nazwać to buntem? Niekoniecznie, choć jednocześnie wyrządzało to realną szkodę - powiedział.
– Podobne zjawisko opisuję w książce, o której dzisiaj rozmawiamy. Przywołuję między innymi sytuacje z okresu PRL-u, kiedy robotnicy i robotnice podkradali w pracy różne drobne przedmioty. Uważali, że w ten sposób odbierają sobie część należnego wynagrodzenia, ponieważ wypłata nie pozwalała im kupić potrzebnych dóbr. Drobne kradzieże umożliwiały im zdobycie czegoś, co mogli wymienić na inne przedmioty albo wykorzystać do uzupełnienia domowych zapasów – mówił badacz.
***
Tytuł audycji: O wszystkim z kulturą
Gość: Michał Rauszer (kulturoznawca i etnograf)
Prowadzenie: Katarzyna Hagmajer-Kwiatek
Data emisji: 3.11.2026
Godz. emisji: 19.10
Opracowanie" Oskar Łapeta