Audycja na podcasty.polskieradio.pl >>>
Chris Niedenthal przyszedł na świat 21 października 1950 roku w Londynie w rodzinie polskich emigrantów. Jego ojciec był przed II wojną światową prokuratorem w Wilnie. Matka, zatrudniona w Polskiej Agencji Telegraficznej, po wyjeździe z kraju zaprzestała pracy zawodowej. Polskę po raz pierwszy odwiedził z rodzicami w 1963 roku.
Chris Niedenthal i pierwsza podróż do ojczyzny
- Miałem normalne, londyńskie dzieciństwo - wspominał fotograf. - Jestem częścią powojennej Polonii londyńskiej – rezultatem małżeństwa Polaków, którzy podczas wojny trafili do Londynu. To była polska rodzina: ojciec był ze Lwowa, a matka z Łucka. Po wojnie nie wracali do Polski – tata, jako przedwojenny prokurator, prawdopodobnie bał się komunistycznych represji. W 1963 roku, gdy Stalina już nie było, zdecydowali się pojechać na wakacje, by mama odwiedziła swoich braci, których nie widziała od 1939 roku. Wtedy miałem jakieś dwanaście, trzynaście lat - opowiadał.
Początki fotograficznej pasji
Jak wspomina, swój pierwszy aparat fotograficzny - Kodak Starmite - dostał w wieku jedenastu lat, jako nagrodę za zdany egzamin. W tym momencie zaczęła się jego pasja fotograficzna, która przerodziła się potem w pracę zawodową.
- To był bardzo prosty aparat - wspominał Chris Niedenthal. - Nic nie trzeba było nastawiać, ale miał wbudowany błysk. Dzisiaj błysk jest elektroniczny, a wtedy działał na żarówki: jedno zdjęcie z błyskiem zużywało jedną żarówkę, którą trzeba było wymieniać. Rzadko ich używałam, bo żarówki były kosztowne, a pieniędzy miałam niewiele. W ten sposób nauczyłam się robić zdjęcia bez błysku i do dziś nie przepadam za jego używaniem.
Magia fotografii w łazience na Woli
Kiedy Chris Niedenthal był już nieco starszy, często przyjeżdżał sam na wakacje do wujków. Szczególnie wspomina pobyty u młodszego brata swojej mamy, który pracował w budownictwie i nie był fotografem. Miał jednak w mieszkaniu na Woli niewielką łazienkę, którą zamienił w prowizoryczną ciemnię fotograficzną. Wystarczyła deska na wannie, trzy kuwety, powiększalnik i czerwone światełko, aby stworzyć idealne warunki do wywoływania zdjęć. - Wujek zamykał drzwi i okna i nikt już nie mógł tam wejść, dopóki ciemnia była w akcji - mówił.
To właśnie tam, w malutkim mieszkanku, Chris Niedenthal doświadczył po raz pierwszy magii fotografii. Obserwował, jak na papierze pod czerwonym światłem wyłania się obraz, po przejściu przez wywoływacz, wodę i utrwalacz. To doświadczenie zachwyciło go bardziej niż wcześniejsze kontakty z fotografami. - Prawdziwa magia jest w ciemni. Żałuję, że dziś już nie ma tej magii ciemniowej, bo mało kto się w to bawi. Ale to jest bardzo ważna część nauki fotografowania i każdy, kto dziś chce być fotografem, powinien tego skosztować - podkreślił.
Od wakacyjnych wizyt do polskiego obywatelstwa
Początkowo Chris Niedenthal przyjeżdżał do Polski tylko na wakacje - nawet jako student regularnie przyjeżdżał jako pilot grup polonijnych. Po ukończeniu trzyletnich studiów fotograficznych w London College of Printing, Niedenthal postanowił przyjechać do Polski, by zobaczyć, jak wygląda tu zwyczajne życie - bez wakacyjnej otoczki. W jego planach miała to być tylko krótka wizyta - trzy, może cztery miesiące. Po przyjeździe do Polski pracował jako fotoreporter prasowy, początkowo był wolnym strzelcem. Po kilku latach, w 1978 roku, objął funkcję korespondenta "Newsweeka" w Polsce. Jego debiutancki materiał fotograficzny przedstawiał "nielegalne", tworzone w PRL mimo zakazu władz państwowych, prowizoryczne kościoły.
Niedenthal współpracował m.in. z takimi magazynami, jak "Newsweek", "Time", "Der Spiegel", "Geo" i "Forbes". W 1986 roku otrzymał nagrodę World Press Photo za portret sekretarza generalnego węgierskiej partii komunistycznej Jánosa Kádára, który trafił na okładkę "Time'a".
W 1978 roku, tuż po wyborze Karola Wojtyły na Papieża, Chris Niedenthal był pierwszym fotoreporterem, który pojechał do Wadowic. Zrobił zdjęcia księgi parafialnej zwierającej wpis księdza dr Edwarda Zachera o powołaniu kardynała Wojtyły na Stolicę Piotrową. W kolejnym roku, podczas pielgrzymki papieża do ojczyzny, wykonał zdjęcie, które trafiło na okładkę "Newsweeka". Przedstawiało Jana Pawła II pozdrawiającego wiernych na Jasnej Górze. Niedenthal był także - wraz z angielskim dziennikarzem, Michaelem Dobbsem - pierwszym zagranicznym fotoreporterem wpuszczonym do Stoczni Gdańskiej podczas strajku w 1980 roku.
Zdjęcie - ikona stanu wojennego
Najsłynniejsza fotografia przedstawia transporter opancerzony SKOT stojący przed kinem "Moskwa" w Warszawie, na którego fasadzie widnieje afisz filmu "Czas Apokalipsy" Francisa Forda Coppoli. Zdjęcie to stało się ikoną stanu wojennego. Fotografia, wykonana dla "Newsweeka", zyskała bowiem swoje znaczenie znacznie później. W piśmie wydrukowana została w małej skali, w wersji czarno-białej, ponadto wykadrowana z pominięciem napisu "Kino Moskwa".
Czytaj też:
Niedenthal na pomysł jego wykonania wpadł przypadkiem, gdy przejeżdżał ulicą Puławską w towarzystwie polskiego operatora i amerykańskiego fotografa. Sam zaznacza, że nie był jedynym, który wykonał zdjęcie "Moskwy", choć jako pierwszy dostrzegł intrygujący motyw. Udało mu się znaleźć dogodne miejsce, klatkę schodową z idealnym widokiem na kino, z którego wykonał słynną później fotografię. Zdjęcia Niedenthala z Warszawy były pierwszymi, które pokazały stan wojenny za granicą.
- Fotografowanie kraju w tamtych mrocznych i bolesnych czasach stanowiło dla mnie, fotoreportera, niezwykłe wyzwanie - wspominał.
SŁUCHAJ:
Chris Niedenthal #1. Pierwszy aparat i wspomnienia z dzieciństwa
Chris Niedenthal #2. Jak pozostał w Polsce w latach 70.?
***
Tytuł audycji: Zapiski ze współczesności
Data emisji: 25-29.08.2025
Godz. emisji: 12.45