W "Zapiskach ze współczesności" wysłuchaliśmy wspomnień Jana Antoniego Ciecierskiego – scenografa, podróżnika i wykładowcy akademickiego. Były to opowieści o radiu i telewizji, a także o pracy w teatrze.
Mały chłopczyk w tearze
Jan Antoni Ciecierski wspominał, że do teatru trafił jako bardzo młody chłopiec, miał wówczas może dziesięć albo dwanaście lat. Chodził na spektakle, w których grał jego ojciec. - Włączałem się w życie teatru: siadałem obok inspicjenta, suflera, Franka Gołębia albo z boku widowni i oglądałem przedstawienia. Potem wracaliśmy razem z ojcem do domu. Wchodziłem do garderoby, poznawałem aktorów. Pamiętam pana Ziejewskiego, Mietka Mileckiego, panią Zawieruszankę, panią Zembrzuską i całą masę innych aktorów. Byłem takim małym chłopczykiem, który kręcił się po teatrze i bardzo dobrze znał to miejsce – wspominał.
POSŁUCHAJ:
Jan Antoni Ciecierski #1. >>> Burzliwe lata 40.
Jan Antoni Ciecierski #2. >>> Doświadczenie radiowe i telewizyjne
Jan Antoni Ciecierski #3. >>> O pracy w teatrze
Jan Antoni Ciecierski #4. >>> Podróżowanie
Jan Antoni Ciecierski #5. >>> Podróży ciąg dalszy
Adam Hanuszkiewicz oczami Jana Antoniego Ciecierskiego
Artysta wiele miejsca poświęca również Adamowi Hanuszkiewiczowi. - Był ewidentnie człowiekiem urodzonym w teatrze i dla teatru. Na początku miałem wobec niego pewne wątpliwości, głównie natury politycznej. Dejmek został wyrzucony po "Dziadach", a na jego miejsce przyszedł Hanuszkiewicz. To budziło dystans. Ale później zrobił kilka fantastycznych przedstawień. "Balladyna" była absolutną rewelacją. Nikt wcześniej tak nie potraktował tego dramatu. Hanuszkiewicz był absolutnym zwierzęciem teatralnym - mówił.
- Był bardzo przystojny, świetnie ubrany, znakomicie mówił. Miał chyba absolutną pamięć – potrafił przeczytać stronę książki i niemal słowo w słowo ją powtórzyć po kilku minutach. To, co robił na scenie, wynikało z niezwykłej intuicji. Nie wszystko było do końca przemyślane intelektualnie – on po prostu czuł, że coś musi tak wyglądać. Miał absolutne opanowanie sceny i ruchu aktora - zaznaczał.
Jan Antoni Ciecierski przywołał także anegdoty związane z pracą Hanuszkiewicza. - Pamiętam scenę, kiedy grupa chłopaków ubranych w habity miała wejść po schodach przeciwpożarowych na galeryjkę. W pewnym momencie Hanuszkiewicz krzyknął: "Robaczewski, nie prywatnie!". A odległość wynosiła może dwadzieścia metrów. Wszyscy szli tak samo, ale on od razu wyczuł fałsz - wspominał.
Początki Teatru na Kresach
Później rozpoczął się ważny etap związany z Teatrem na Kresach. - Odezwał się do mnie reżyser Bogdan Śmigielski z pytaniem, czy nie zrobiłbym scenografii do spektaklu w Suwałkach. Zgodziłem się od razu, bo Suwałki były obecne w moim życiu od dzieciństwa. Dziadek miał tam cukiernię, jeździliśmy tam z ojcem, mieliśmy rodzinę. A teraz miałem jeszcze robić scenografię dla suwalskiego teatru - zaznaczał artysta.
Teatr funkcjonował przez kilka lat, początkowo jako scena objazdowa. - Musiałem projektować scenografie tak, żeby niemal mieściły się w walizce. Wszystko musiało być małe, mobilne i łatwe do ustawienia na różnych scenach - dodawał.
Teatr, Wilno i pamięć
Z czasem teatr zaczął wyjeżdżać także za granicę. - Pojechaliśmy do Wilna. To było dla mnie ogromne przeżycie. Graliśmy w teatrze, w którym przed wojną występował mój ojciec. Pamiętam, że chodziłem nocami po wileńskiej Starówce z Jurkiem Pożarowskim, moim przyjacielem i aktorem. Miasto było wtedy zaniedbane, chyliło się ku upadkowi, ale robiło ogromne wrażenie - zaznaczał.
Szczególnie mocno zapamiętał spotkania z Polakami mieszkającymi na Wschodzie. - Dla nich sam fakt, że przyjechaliśmy z Polski, był niezwykle ważny. Nieważne nawet, jaki spektakl graliśmy. Pamiętam, że przed przedstawieniami ludzie siedzieli w domach kultury i modlili się. Potem oglądali spektakl, bili brawo, a później znowu się modlili. Polska była dla nich związana przede wszystkim z językiem i religią. To była jedyna więź, jaka im pozostała - mówił.
***
Tytuł audycji: Zapiski ze współczesności
Przygotował: Jakub Kukla
Data emisji: 25-29.05.2026
Godz. emisji: 12.45