W nieznanym kierunku. Adam Bałdych o kontemplacyjnym albumie „Endless”

Ostatnia aktualizacja: 04.09.2026 12:36
– To jest dla mnie ważne przy każdym albumie, żeby po pierwsze zaskakiwać siebie i nie stać w jednym miejscu, nie powielać czegoś, co już działa – mówił Adam Bałdych. Jak powstawał jego nowy krążek "Endless"? Jakie emocje towarzyszyły warszawskiej premierze? I czy przestrzeń studia może zdecydować o końcowym brzmieniu płyty? O tym utytułowany skrzypek opowiedział nam w "Poranku Dwójki".
Koncert zespołu Adam Bałdych Quintet w ramach trasy Portraits
Koncert zespołu Adam Bałdych Quintet w ramach trasy "Portraits"Foto: Lech Muszyński/PAP

Posłuchaj rozmowy w audycji „Poranek Dwójki” >>>

Adama Bałdycha – skrzypka klasycznego i jazzowego, kompozytora i improwizatora – śmiało można nazwać artystą totalnym. Muzyk ma na koncie blisko 20 płyt, zdobywa nagrody, współpracuje z renomowanymi orkiestrami, zespołami i solistami takimi jak Paolo Fresu ("Poetry", 2021), Agata Szymczewska ("Legend", 2022), Leszek Możdżer ("Passacaglia", 2024) czy Michał Górczyński i Ensemble Peregrina (nagrodzony Fryderykiem 2026 album "Laeta Mundus", 2024).

"Endless". Fuzja czterech światów

Jego najnowsze wydawnictwo pod tytułem "Endless" (2026) to efekt muzycznego dialogu czterech artystów z różnych zakątków Europy. – Czułem, że to moment, żeby stworzyć coś zupełnie innego i pójść w kierunku takim, który jest dla mnie, bardziej nieznany – opowiadał gość Dwójki.

Oprócz Bałdycha, który gra na skrzypcach i skrzypcach renesansowych, na albumie słyszymy trzech muzyków: włoskiego bandeonistę Daniele di Bonaventurę, pochodzącego z Francji kontrabasistę Michela Benitę i Jacoba Karlzona, pianistę ze Szwecji. Artyści występują pod nazwą: Adam Bałdych European Quartet.

Czytaj również:

– To jest rzeczywiście zespół czterech liderów, którzy mają swój świat i swoje wielkie muzyczne przestrzenie. Są to też muzycy z czterech stron Europy. Cztery kultury, cztery sposoby myślenia, cztery sposoby nawet takiej zwykłej ludzkiej komunikacji, które nagle spotykają się w jednym miejscu. Przyznam szczerze, kiedy zaczynaliśmy pracować nad albumem, kiedy napotkaliśmy na pewne wyzwania natury akustycznej, to tam iskrzyło i dla mnie na przykład wyzwaniem było okiełznać tych wszystkich ludzi i sprawić, żebyśmy zaczęli mówić jednym językiem – wspominał skrzypek.

Siła przestrzeni

Na miejsce nagrań do "Endless" muzycy wybrali salę koncertową Europejskiego Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego w małopolskich Lusławicach, które - jak mówił Adam Bałdych – tętni muzyką poważną i posiada pewną wewnętrzną energię, którą da się wyczuć.

– Kiedy przyjechaliśmy nagrywać album w styczniu, to miejsce było absolutnie puste. To był jeszcze czas, kiedy Polskę zasypał śnieg do tego stopnia, że ledwo udało nam się do tego miejsca dojechać. Tam było po prostu biało i myśmy się czuli jak w bezkresnej przestrzeni. Dokładnie to, czego poszukiwaliśmy w muzyce, znaleźliśmy w Lusławicach. Jedność miejsca i czasu – opowiadał artysta w "Poranku Dwójki".

– Byliśmy tam z znakomitym inżynierem dźwięku, Mateuszem Banasiukiem, który potrafił okiełznać to brzmienie i znaleźć – co było dla nas też wyzwaniem – taki balans pomiędzy bliskością a potęgą tej pustej sali koncertowej. W naszym przypadku jest bardzo dużo ambientu, tej właśnie przestrzeni, o którą nam chodziło. Tutaj sala koncertowa jest jak kolejny partner artystyczny, jeśli chodzi o sposób gry – dodawał Bałdych.

Muzyka może być medytacją

"Endless" to zapis duchowego poszukiwania, pytania, które rozbrzmiewa w człowieku: co jest trwałe? co jest prawdziwe? co pozostaje, gdy milkną wszystkie głosy świata? W kulturze, która mierzy wartość prędkością i widocznością, ta muzyka proponuje inną perspektywę — perspektywę trwania, skupienia i ufności – czytamy w opisie albumu.

Adam Bałdych ma nadzieję, że słuchacze i słuchaczki podejdą do kompozycji z otwartością i wewnętrzną zgodą na to, by dać się im ponieść. Płyta trafiła do sprzedaży 28 sierpnia, dzień później muzycy zagrali utwory premierowo podczas warszawskiego festiwalu Jazz na Starówce.

– To był wyjątkowy koncert. Kilka tysięcy osób nagle zamarło w absolutnej ciszy, to było tak sprzeczne doświadczenie, wielka uwaga takiej masy ludzi w miejscu, które zwykle tętni życiem. A ten dzień zaczął się tragicznie, ponieważ musiałem bardzo wcześnie wyjechać z Bieszczad, w których spędzałem wakacje, na lotnisko w Rzeszowie. Wysiadł mi telefon, doleciałem do Warszawy, nie mając komunikacji z zespołem, nie wiedziałem, czy oni dolecieli, nie mogłem tego telefonu przywrócić do życia. Przyjechałem na Starówkę i nagle zaczęły się dziać wyjątkowe rzeczy. To zmęczenie i ta frustracja zmieniły bieg wydarzeń w radość z tego, że w końcu jesteśmy, wszystko jest okej i możemy grać – dzielił się emocjami muzyk.

***

Tytuł audycji: Poranek Dwójki

PrzygotowanieAndrzej Zieliński

Gość: Adam Bałdych (skrzypek, kompozytor, współautor albumu "Endless")

Data emisji: 4.09.2026

Godz. emisji: 8.30

oprac. Kamila Snopek

Czytaj także

Krzysztof Hadrych: musiałbym się mocno skupić, by policzyć wszystkie moje zespoły

Ostatnia aktualizacja: 24.07.2026 08:00
- Myślę, że to przede wszystkim wynika po prostu z potrzeby bycia wszędzie cały czas, z potrzeby próbowania jak najwięcej rzeczy. Teraz akurat jestem na etapie, że bardziej interesuje mnie granie zamkniętych form, bardziej w ekspresji przypominającej metal, niż na przykład jazzu i muzyki improwizowanej. Ale to wszystko u mnie się zmienia - mówił w Dwójce gitarzysta Krzysztof Hadrych.
rozwiń zwiń