Prof. Janusz Odziemkowski: w 1914 r. nie wierzono w długą wojnę

Ostatnia aktualizacja: 29.06.2014 14:00
– Naukowcy i wojskowi twierdzili, że przy intensywnym użyciu niszczących środków żaden przemysł nie nadąży z produkcją. Żołnierze wystrzelają amunicję i wojna wygaśnie – mówił w Dwójce historyk prof. Janusz Odziemkowski w stulecie zamachu w Sarajewie.
Audio
  • Nikt nie spodziewał się wojny światowej. Rozmowa w rocznicę zamachu w Sarajewie (Klub Ludzi Ciekawych Wszystkiego/Dwójka)
Prof. Janusz Odziemkowski
Prof. Janusz OdziemkowskiFoto: Grzegorz Śledź/PR2

– Cesarz Niemiec Wilhelm II mówił do żołnierzy: "wrócicie zwycięzcami, nim liście z drzew opadną". To nie był tylko wyraz dumy władcy, lecz powszechnego przekonania, że jesienią wojna się skończy – przypomniał prof. Janusz Odziemkowski. – Społeczeństwo europejskie nie spodziewało się tej katastrofy. Od czasów napoleońskich Europa nie znała wojny powszechnej. Przez sto lat panował spokój. Uważano, że wojny toczą się gdzieś w Trzecim Świecie, a kulturalna Europa nigdy do tego nie dopuści – powiedział.

Książka
Książka Jeana Echenoza "1914";
fot. Grzegorz Śledź/PR2

28 czerwca 1914 r. Gawriło Princip zastrzelił arcyksięcia Franciszka Ferdynanda Habsburga i jego żonę Zofię Chotek. – Na księcia jako następcę tronu polowano już od kilku lat. Prób zamachu na jego życie było wcześniej bardzo wiele – mówił kilka miesięcy temu w "Klubie Ludzi Ciekawych Wszystkiego" prof. Andrzej Chwalba. – Musimy też pamiętać, że podobne wydarzenia były pewną konwencją tamtej epoki. Od końca wieku XIX często organizowano zamachy nie tylko na monarchów, lecz także na prezydentów, premierów i ministrów. W tym kalejdoskopie nie było w sarajewskim wydarzeniu niczego szczególnego – dodał.

Co więcej, arcyksiążę był postacią powszechnie nielubianą nie tylko przez Serbów, których nazywał "świntuchami". – Nie przepadali za nim Węgrzy, Polska arystokracja też nie miała o nim najlepszego zdania. Miał zresztą sporo wrogów wśród dworaków i urzędników austro-węgierskiej monarchii w Wiedniu – mówił historyk. Monarchia habsburska nie opłakiwała więc śmierci Franciszka Ferdynanda. Nawet jego pogrzeb nie był rangi państwowej. Dlaczego więc zabójstwo arcyksięcia doprowadziło do tak strasznej wojny?

– Zamach, który byłby dokonany na kimś innym w innym miejscu, być może nie przyniósłby tego rodzaju konsekwencji – stwierdził prof. Andrzej Chwalba. – W tym wypadku natomiast Austriacy postanowili skorzystać z okazji, by rozwiązać problem ruchu niepodległościowego Serbów i Chorwatów zamieszkujących imperium habsburskie. Wiedeń wierzył, że krótka, trzytygodniowa wojna, właściwie "wojenka" - jak powiadano - rozwiąże sprawę. Zanim zorientują się państwa przyjazne Serbii, np. Rosja, będzie po wszystkim. Tym samym droga na Bliski Wschód będzie dla Habsburgów otwarta – powiedział.

Co takiego wydarzyło się, że wojna trwała aż do 1918 r., zbierając straszliwe żniwo w Europie? O tym w audycji prowadzonej przez Hannę Marię Gizę mówił również prof. Andrzej Paczkowski, historyk w Instytucie Studiów Politycznych PAN.

Hanna
Hanna Maria Giza i prof. Janusz Odziemkowski; fot. Grzegorz Śledź/PR2

mc, ei

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Piętnaście tysięcy wojen w historii

Ostatnia aktualizacja: 01.12.2013 16:00
- Zbrojna konfrontacja stanowi integralną część historii ludzkości. W przekonaniu Heraklita z Efezu wojna jest ojcem i królem wszechrzeczy - mówił w Dwójce płk dr hab. Tomasz Kośmider w rozmowie o bitwach, które zmieniły los świata.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Europa chciała tej wojny

Ostatnia aktualizacja: 28.06.2014 20:50
28 czerwca 1914 r., po kilku nieudanych zamachach na arcyksięcia Ferdynanda, na drodze jego orszaku stanął Gawriło Princip, student, gruźlik, który nie strzelał zbyt dobrze. Udało mu się jednak zabić polityka i jego żonę. Jednak czy syn ubogiego listonosza mógł wywołać I wojnę światową?
rozwiń zwiń