W książce "Dom, w którym śpiewa" Dorota Kozińska proponuje zupełnie inną perspektywę. Pokazuje operę jako przestrzeń, która przez stulecia wpływała na życie społeczne, architekturę i sposób odbioru muzyki. Podczas rozmowy autorka podkreśliła, że jej książka nie jest jednak ani historią opery, ani architektury.
- Pomysł na tę książkę ewoluował. Ostatecznie stanęło na tym, że będzie to pozycja bardzo autorska, osobista. Decyzja wpłynęła również na wybór teatrów operowych, które zostały sportretowane w książce. To próba pokazania nie tyle historii architektury teatrów operowych, ile historii przestrzeni – ewolucji i jej wpływu na stosunki społeczne, na konteksty władzy, na samą muzykę i na to, w jaki sposób zachowuje się publiczność, która do tych gmachów przychodzi - wyjaśniła w audycji "Wybieram Dwójkę". - Wszystkie te czynniki wpływają na repertuar, styl wykonawczy, ale przede wszystkim na dostępność opery - dodała.
Posłuchaj rozmowy w audycji "Wybieram Dwójkę" >>>
Kryzys opery?
Jak zaznacza Dorota Kozińska, współczesne inwestycje przeczą często powtarzanej tezie o kryzysie opery. - Mówi się, że opera jest zagrożona tym, że ktokolwiek przestanie się nią interesować. Ja mam nadzieję, że jest zupełnie inaczej. Biorąc pod uwagę, że sporo miejsca w książce poświęcam także architekturze współczesnej, gmachom budowanym całkiem niedawno, można odnieść wrażenie, że rzeczywistość zadaje kłam takim obawom - zaznaczyła.
Choć mogłoby się wydawać, że opowieść o operze powinna rozpocząć się we Włoszech, autorka otwiera książkę od Bayreuth i Opery Margrabiów, najstarszego zachowanego teatru dworskiego w Europie.
- To bezcenny zabytek. Najstarszy kompletnie zachowany teatr dworski w Europie, wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Kilka lat temu został wspaniale odrestaurowany i dzięki temu znów żyje, jako miejsce regularnych wydarzeń muzycznych. Wbrew pozorom książka ułożona jest chronologicznie i właśnie dlatego zaczyna się od tego teatru - podkreśliła Dorota Kozińska.
Czytaj także:
Technologia a funkcjonowanie opery
Jednym z wątków zawartych w książce jest rozwój technologii i jego wpływ na zmiany nie tylko w wyglądzie teatrów operowych, ale także w sposobach ich funkcjonowania. - Często było to warunkowane bardzo intrygującymi czynnikami, między innymi częstotliwością wybuchania pożarów. Dawne teatry były oświetlane zupełnie inaczej niż dziś. Co więcej, widownia pozostawała oświetlona również podczas przedstawień. Zwyczaj wygaszania świateł pojawił się dopiero na przełomie XIX i XX wieku. Wcześniej świecono świecami, lampami naftowymi czy gazowymi, czyli korzystano z technologii, które niosły ze sobą ogromne zagrożenie - wytłumaczyła.
Tragiczne wydarzenia, które wpłynęły na podejście do architektury
Jak dodała, to właśnie seria tragicznych katastrof sprawiła, że zaczęto inaczej projektować budynki teatralne.
- Na przełomie XIX i XX wieku doszło do kilku dramatycznych pożarów. Właśnie wtedy nastąpił prawdziwy przełom w myśleniu o bezpieczeństwie, oświetleniu i efektach specjalnych. Ale to był także czas wielkich eksperymentów architektonicznych. Opera Garnier w Paryżu stała się miejscem wprowadzania żelbetu i konstrukcji żeliwnych, które wcześniej kojarzono przede wszystkim z dworcami czy budowlami przemysłowymi. Co ciekawe, opór wobec tych materiałów wynikał nie z powodów technicznych, lecz estetycznych – uważano, że nie przystoją architekturze przeznaczonej dla sztuki - zaznaczyła autorka książki.
***
Tytuł audycji: Wybieram Dwójkę
Prowadzenie: Jakub Kukla
Gość: Dorota Kozińska (krytyczka operowa)
Data emisji: 7.07.2026
Godz. emisji: 16.30