Posłuchaj audycji "O wszystkim z kulturą" >>>
Przed "Arią dla atlety" (1979), "Magnatem" (1986), "Balem na dworcu w Koluszkach" (1989), "Poznaniem 56" (1996), "Przedwiośniem" (2001) czy "Kamerdynerem" (2018) w życiu Filipa Bajona był czas literatury, a jeszcze wcześniej - okres studiów prawniczych i dzieciństwo w wielkopolskiej stolicy. Zdaniem twórcy, każdy z tych etapów miał udział w ukształtowaniu jego wrażliwości.
Poznańskie początki Filipa Bajona
Na antenie Dwójki reżyser wspominał okres dorastania w Poznaniu. – Uważam, że jestem spadkobiercą kultury mieszczańskiej, którą przyswoiłem sobie bez trudu i z pewną przyjemnością, ponieważ wiem, jakie wartości za nią stoją. Chociażby zwykła, najzwyklejsza, nie tak popularna już w tej chwili, kinderstuba, pewien rodzaj zachowania, obowiązku, pewien rodzaj świadomości i poczucia, że każde państwo powinno być państwem prawa – opowiadał Bajon.
Elementem mieszczańskiego wychowania były też wizyty w teatrach, operze, filharmonii, muzeach i w kinie. – Chodziło o to, żeby pozwolić się dokształcać, czerpać z różnych źródeł, bo wiedza jest bardzo istotnym elementem wychowania – tłumaczył reżyser.
Prawo, literatura, kino
Kierując się podobnymi pobudkami, Filip Bajon wybrał prawniczą ścieżkę wykształcenia. Po ukończeniu pierwszych studiów sięgnął po słowo – z sukcesami, bo jego debiutancka powieść "Białe niedźwiedzie nie lubią słonecznej pogody" została wyróżniona Nagrodą im. Wilhelma Macha (1972). Równolegle kontynuował naukę na Wydziale Reżyserii łódzkiej Filmówki, spędzając czas w artystycznym środowisku młodych pisarzy i filmowców.
Czytaj również:
W Łodzi Bajon zetknął się z takimi postaciami jak Ryszard Bugajski, Krzysztof Kieślowski, Wojciech Marczewski, Krzysztof Zanussi, Edward Żebrowski, Antoni Krauze czy Sławomir Idziak. – Dużym problemem było przejście z literatury do filmu, bo nie wiedziałem, czy mi się to uda, nie wiedziałem, czy umiem robić filmy. W końcu Stanisław Różewicz przyjął mnie do zespołu TOR, które po latach okazał się być najlepszym zespołem, jeśli chodzi o skład – opowiadał reżyser.
– Myśmy czytali nawzajem swoje scenariusze podczas kolaudacji zespołowych. Poziom uwag był bardzo wysoki. Chodziło o to, żebyśmy poprawili te filmy. Sam również byłem poddawany takiej procedurze. Taka była konwencja i ja ją zaakceptowałem, bo przy tym się człowiek jako reżyser uczył, nawet jeśli nie zawsze było miło i przyjemnie – dodawał gość Dwójki.
Dokąd teraz?
Z perspektywy Filip Bajon pozytywnie ocenia swój filmowy dorobek. – Zauważyłem z pewną dozą dumy, że filmy moje bardzo delikatnie się starzeją. Gdy oglądam je po latach, to nie widzę, że tam była jakaś przepaść świadomościowa, żeby to było kompletnie nieadekwatne do tego, co się dzieje w tej chwili. Zwłaszcza przy "Przedwiośniu" zobaczyłem, że film w tej chwili jest jeszcze bardziej aktualny niż był za czasów Żeromskiego i za czasów mojej adaptacji – mówił reżyser.
Czego życzy polskiej kinematografii? – Żeby można było realizować ambitne filmy, zwłaszcza filmy historyczne – powiedział Filip Bajon. Zdradził też, że sam chciałby zrealizować filmy biograficzne o dwóch wybitnych postaciach: poecie Jarosławie Iwaszkiewiczu i etnografie Bronisławie Piłsudskim.
***
Tytuł audycji: O wszystkim z kulturą
Prowadzenie: Jakub Kukla
Data emisji: 15.09.2026
Godz. emisji: 19.10
oprac. Kamila Snopek